(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
Za każdym razem kiedy otworzę telewizor i oglądam coraz
bardziej ponury obraz świata staczającego się w odchłanie
zła,
marzy mi się szczęśliwa ludzkość i Ziemia. Marzy mi
się aby ludzie mogli żyć w powszechnej zgodzie i nie mordowali
się nawzajem pod jakimiś tam niemoralnymi wymówkami.
Marzy mi się aby każdy mieszkaniec Ziemi miał zapewnioną
pracę i godziwy zarobek, oraz aby nie musiał w obawie
zastanawiać się co nastąpi jutro. Marzy mi się aby ludziom
dana była możność pokojowego życia wśród podobnych
do siebie bez codziennego podkreślania ich różnic w
stosunku do innych ani bez problemów jakie z tego tytułu
wynikają. Marzy mi się aby każdy bez przeszkód mógł
wypowiadać i wprowadzać w życie moralne idee w które
wierzy, zaś inni ludzie nie prześcigali się w ich powstrzymywaniu
jeśli nie są w stanie udowodnić, że idee te są niemoralne.
Analizując swe marzenia mam przy tym świadomość,
że osiągnięcie tego wszystkiego jest nie tylko realne,
ale również i proste. Mamy wszakże do swojej dyspozycji
ogromnie moralną, pokojową, budującą i konstruktywną
filozofię zwaną
totalizmem.
Ona zaś już od dawna nam podpowiada jak dokładnie wszystko
to osiągnąć. Niniejsza strona prezentuje więc owe totaliztyczne
receptury podpowiadające nam jak w najprostrzy
sposób daje się
udoskonalić
nasze życie społeczne i polityczne, osiągając w ten
sposób opisane powyżej cele.
Część A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Droga do doskonałości wiedzie przez pokojowe usprawnianie tego co już mamy, a nie przez mordercze rewolucje, wojny, czy zmiany ideologii:
Podręczniki historii są jak krzywe zwierciadła. W wielu sprawach uczą
nas bowiem najniemoralniejszego zamiast najmoralniejszego
sposobu realizowania niektórych przedsięwzięć. Przykładowo,
jeśli wierzyć podręcznikom historii, jedyny sposób na poprawę
systemu społecznego wiedzie poprzez krwawą rewolucję, oraz
poprzez zmianę ideologii którą dane społeczeństwo praktykuje.
Gdyby owe historyczne przykłady odnieść do naszego codziennego
życia, to byłyby one jak twierdzenie trenera sportowego że aby
zwiększyć swoją siłę trzeba obedrzeć się ze skóry, albo twierdzenia
lekarza że aby się odchudzić trzeba przejść operację zmiany
płci. Tymczasem wszystkim wiadomo, że każdy realistyczny
cel jaki tylko w życiu sobie postawimy daje się osiągnąć poprzez
niewielkie chociaż konsekwentne usprawnianie wzorca zachowania
który aktualnie praktykujemy - czyli praktycznie jedynie poprzez
zmianę naszej filozofii. Z kolei wszelkie krwawe rewolucje i
zmiany systemów, w toku dziejów udowodniły swoją niezdolność
do poprawy sytuacji ludzi. Wszakże zastępują one tylko jedną
ekipę pasożytniczych przywódców, przez nieco inną ekipę która
jednak postępuje i uciska swoich poddanych w bardzo podobny sposób.
Dlatego totalizm zaleca aby dla polepszenia swej sytucji wcale
nie zmieniać opakowania pozostawiając jednak zawartość ta samą,
a aby udoskonalić zawartość pozostawiając opakowanie bez zmiany.
Wszakże zawartość można udoskonalić poprzez pokojowe, bezofiarowe,
stopniowe usprawnienia. Zaś jej zmiana faktycznie poprawia losy
ludzkie. Natomiast zmiana ideologicznego opakowania w jakim
zawartość ta istnieje, wymaga krwawych rewolucji lub wojen. Na
dodatek poprzez zmianę opakowania wcale nie poprawia się losów
ludzi owym opakowaniem objętych.
Na tej stronie
internetowej opisałem proste receptury jakie zgodnie z filozofią
totalizmu
pozwalają usprawnić zawartość świata w którym żyjemy. Jak
każdy odnotuje to z owych opisów, receptury te wcale nie
namawiają do drastycznych zmian w rodzaju wszczynania
rewolucji czy zmiany ideologii, a do niewielkich chociaż
kluczowych usprawnień. Praktycznie więc mogą one być
wprowadzone w życie w każdym dzisiejszym społeczeństwie
oraz w każdym systemie ideologicznym. Ponieważ według
totaliztycznej definicji są one wysoce moralne, ich wprowadzenie
w życie nie będzie też posiadało żadnych następstw ubocznych
ani nie skrzywdzi nikogo. Wszakże definicje totalizmu stwierdzają,
że moralne jest tylko to co na żaden sposób NIE krzywdzi
któregokolwiek z dotkniętym tym ludzi. Praktycznie więc
jeśli coś w świetle totalizmu jest moralne, wówczas jest to
również dobre dla wszystkich którzy zostaną tym objęci.
Przeglądnijmy więc teraz uważnie w opisach jakie nastąpią
na czym owe totaliztycznie moralne usprawnienia polegają.
Prezentacje
z tej strony ilustrowane są licznymi przykładami zaczerpniętymi
z rzeczywistego życia. Wszakże bez przykładów poszczególne
punkty tej strony byłyby zbyt generalne i zbyt oderwane od życia.
Jako owych przykładów użyłem faktycznych zdarzeń zaczerpniętych
z życia publicznego Nowej Zelandii, czyli kraju w którym obecnie
mieszkam i który jest równie bliski mojemu sercu jak kraj w jakim
się urodziłem. Powodem dla jakiego używam przykłady z
tego właśnie kraju, a nie jakiegoś innego, jest że ja mieszkam
w Nowej Zelandii i stąd mam okazję obserwować na codzień
co w niej się dzieje. Jednak jestem jednocześnie świadomy,
że żaden kraj na Ziemi nie jest jeszcze doskonały. Ponadto
natura ludzka, niszczące nas siły zła, oraz ogólna sytuacja
na Ziemi, wszędzie pozostają niemal takie same. Dlatego
praktycznie w każdym kraju dzieje się mniej więcej to samo.
Tyle tylko że ja NIE posiadam dostępu do opisów zdarzeń
z owych innych krajów, podczas dla naukowej ścisłości zawsze
staram się używać rzeczywistych przykładów które faktycznie
miały miejsce. Jednak czytelnicy posiadają dostęp do takich
opisów zdarzeń zachodzących w ich własnych krajach. Chociaż
więc przebieg konkretnych zdarzeń w ich krajach zapewne
będzie nieco odmienny od opisywanego tutaj przebiegu zdarzeń
w Nowej Zelandii, ciągle generalne trendy i filozofia poza
nimi pozostaną takie same. Stąd czytelnicy powinni być w
stanie prosto odnieść przykłady wskazane poniżej, do zdarzeń
mających miejsce w ich własnym kraju. W ten sposób łatwiej
zrozumieją dlaczego opisane tutaj totaliztyczne receptury
powinny być jak najszybciej wprowadzone w życie praktycznie
w każdym kraju na Ziemi.
#A2.
Co ciągle wymaga usprawnienia na naszej planecie:
Być może, że zapatrzeni w dobra materialne
jakie mamy w sklepach, niektórzy z nas nie
widzą już niemal niczego co na Ziemi
wymagałoby usprawnienia. Jednak w
takim przypadku proponowałbym im zadać
sobie pytanie - czy naprawdę czują się oni
szczęśliwi w otoczeniu wszystkich owych
dóbr. Jeśli zaś odpowiedź będzie NIE,
wówczas najwyraźniej wiele wokoł nas
ciągle wymaga usprawnienia. Szczerze
mówiąc, ja osobiście wierzę, że dosłownie
wszystko na Ziemi powinno zostać przebudowane
i to na zupełnie odmiennych niż teraz fundamentach.
Część B:
Co w naszym życiu społecznym jest nie tak,
oraz jak możnaby to zacząć usprawniać:
#B1.
Jaka powinna być generalna zasada usprawniania życia społecznego:
Cokolwiek usprawniamy w naszym społeczeństwie,
zawsze powinno to być zgodne z generalnymi
zasadami filozofii totalizmu, opisywanymi na
odrębej stronie o
totaliźmie.
#B2.
Osobista odpowiedzialność za każde działanie i świecka wiedza o Bogu - klucze dla moralnego (bezkrzywdowego) postępowania ludzi:
Aby upowszechnić moralne postępowanie wśród ludzi,
koniecznym jest ustanowić taki klimat legalno-społeczny,
w którym za każde działanie ludzkie będzie osobiście
odpowiedzielny jakiś indywidualny człowiek, oraz
w którym wszyscy ludzie będą świadomi konsekwencji
jakie dla ich działań i decyzji wnosi faktyczne istnienie
Boga.
Wyjaśniając to innymi słowami, aby wszyscy ludzie
podejmowali wyłącznie "moralne" działania, spełnione
muszą być aż dwa warunki. Pierwszy z tych warunków
stwierdza, że każdy mieszkaniec Ziemi musi być
świadomy, iż istnienie Boga może być i już zostało
formalnie udowodnione przez naukową teorię nazywaną
"Konceptem Dipolarnej Grawitacji" (opisaną poniżej
w punkcie #F1). Czyli że wszystko
co ktokolwiek z nas czyni, ów Bóg obserwuje w milczeniu
oraz potem rozlicza z żelazną konsekwencją za
pośrednictwem ustanowionych przez siebie
"praw moralnych".
Żadne niemoralne działanie nikomu nie uchodzi
więc na sucho. Tyle tylko, że ponieważ kary są
potem na nas nakładane bez uprzedniego zostania
nam zaanonsowane w jakiś krzykliwy sposób,
my zwykle nie potrafimy już sobie przypomnieć
za co je otrzymaliśmy.
A Bóg faktycznie wcale nie zna wybaczenia - tak
jak dla powodów politycznych religie nam to
wmawiają. Drugim warunkiem podejmowania
przez ludzi tylko "moralnych" działań jest, że
dla każdego działania wyznaczony musi być
pojedynczy człowiek który osobiście odpowiada
za wyniki tego działania. Zgodnie bowiem z
totalizmem za wyniki działań NIE mogą odpowiadać
całe komitety czy zespoły. Natura ludzka jest bowiem
taka, że tylko po zainwestowaniu odpowiedzialności
(a także zasług, dorobku, splendoru, itp.) w
pojedynczego człowieka, ów człowiek osobiście
dopilnuje aby działanie to było moralne i aby
nikogo nie krzywdziło. Chodzi bowiem o to,
aby w życiu nie dopuszczać do sytuacji najdosadniej
wyrażonych dwoma chińskimi przysłowiami,
mianowicie że "jeśli za łódź odpowiedzialnych
jest kilku ludzi lub komitet, wtedy z całą pewnością
łódź ta będzie przeciekała", oraz że "jeśli koń należy
do kilku właścicieli, wtedy na pewno zdechnie
on z głodu". Ponadto, tylko w sytuacji kiedy za
każde działanie odpowiedzialny jest pojedynczy
człowiek który w przypadku działań niemoralnych
później łatwo może zostać odnaleziony i ukarany,
człowiek ów będzie zainteresowany w osobistym
dopilnowaniu aby działanie to było moralne, a stąd
aby nie spowodowało jego ukarania kiedy przyjdzie
czas na jego rozliczenie lub zwrot. Podsumowując
więc ten drugi totaliztyczny warunek upowszechnienia
na Ziemi wyłącznie postępowania moralnego,
to nakazuje on aby za wyniki wszelkich działań
odpowiedzialni byli pojedynczy ludzie. Komitety
oraz zbiorowe decyzje muszą być ograniczone
wyłącznie do sytuacji kiedy znaczenie ma mądrość
zbiorowa, a więc np. do demokratycznego wyboru
przywódców i ludzi którym powierza się odpowiedzialność,
do wypracowywania generalnych kierunków
i strategii, do sumarycznej oceny wyników,
itp. Zgodnie jednak z totalizmem, faktyczne
działania musimy nauczyć się organizować w
dokładnie taki sam sposób jak je organizuje
wojsko czy harcerze. Znaczy samym działaniem
oraz ludźmi którzy je realizują muszą kierować
indywidualni przywódcy którzy wezmą na siebie
odpowiedzialność za wyniki tych działań (a także
których indywidualną zasługą będzie każdy sukces
owego działania). Z kolei poszczególne składowe
owych działań również muszą być przydzielane
indywidualnym pod-przywódcom, którzy ponownie
przyjmują odpowiedzialność za ich wyniki. Itd., itp.
Działanie
większości dzisiejszych społeczeństw zostało przez
jakąś
"szatańską siłę"
tak złośliwie zaprojektowane, że we wszystkim co czynimy
celowo pomijamy następstwa owych dwóch kluczowych
czynników, tj. owej świeckiej wiedzy na temat działania
Boga,
oraz naszej osobistej odpowiedzialności za wszystko
co tylko czynimy. Stąd wszystko co obecnie ludzie
czynią zwykle dokonywane jest już zupełnie bez
uwzględnienia faktu, że ów zapomniany przez
nas Bóg ciagle w milczeniu obserwuje dokładnie
co jest czynione oraz potem wszystko to pedantycznie
rozlicza beż żadnego miłosierdzia czy przebaczania.
Jeśli zaś ktoś uwzględnia już Boga, wtedy zwykle
dokonuje swoich działań dla całkowicie politycznego
jego zrozumienia, w którym nie liczy się z tym jakie
zasady i prawa opisują faktyczne działanie tego Boga,
a jedynie zważa aby ludzie realizowali polityczne
ambicje danej religii. (Owe zaś polityczne ambicje
danej religii wymyślają własne prawa i wymagania,
które z tym co naprawdę Bóg ustanowił nie mają
niemal nic wspólnego.) W podobny sposób dla
każdego ludzkiego działania rozmywana obecnie
jest osobista odpowiedzialność indywidualnych ludzi
za wyniki tego działania. Wszakże obecnie większość
decyzji podejmowanych jest przez komitety oraz
zgromadzenia, w których odpowiedzialność za ich
wyniki nie spoczywa na nikim konkretnym. Z kolei
większość działań realizowana jest obecnie przez
zespoły wykonawcze i instytucje, w których również
odpowiedzialność za wyniki ulega rozmyciu na cały
szereg ludzi. W rezultacie tego, zdecydowana
większość decyzji i działań jakie w dzisiejszych czasach
ludzie podejmują nawet nie stara się być "moralna"
w oczach filozofii totalizmu. Z totaliztycznej zaś
definicji "niemoralnych" decyzji lub działań wynika,
że każda taka decyzja lub działanie którym nikt
celowo nie nadał moralnego charakteru musi
zaboleć i zaszkodzić jakimś ludziom. Wszakże
w totaliźmie "niemoralne" jest to wszystko co jest dla
kogoś szkodliwe bowiem odbiera temu komuś jego
energię moralną. (Dlatego totalizm przykłada tak
dużą uwagę do nauczania metod za pośrednitwem
których każde niemoralne działanie jakie krzywdzi
ludzi może być łatwo przetransformowane w odpowiadające
mu działanie moralne jakie już nikogo nie krzywdzi.)
Powyższe warto uzupełnić informacją, że
Bóg
wyłaniający się ze świeckich badań totalizmu
jest całkowicie odmienną istotą nadrzędną, od boga
którego opisują poszczególne religie. Dlatego
faktycznie totalizm nazywa Boga z użyciem
innego terminu, mianowicie "wszechświatowy
intelekt (UI)". Totaliztyczny Bóg wcale nie jest
owym dobrotliwym i nieco już zesklerowaciałym
starcem który zapomina lub wybacza ludzkie winy,
oraz upiera się aby ludzie nie używali środków
koncepcyjnych ani witreo-fertylizacji. Totaliztyczny
Bóg nie uznaje przebaczenia, ale też i nie ignoruje
on zasług, chociaż swoje kary i nagrody rozdziela
on z kilkuletnim opóźnieniem czasowym. W końcu
każdemu jednak oddaje dokładnie to na co
sobie zasłużył, zgodnie ze staropolskim
przysłowiem "Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy".
Jest on bardziej podobny do kierowanego
miłością komputera jaki dla dobra tych
którymi się opiekuje z żelazną konsekwencją
egzekwuje realizowanie ustanowionych przez
siebie praw od każdego tak samo. Tyle że
czas i sposób dania każdemu nagrody lub
kary na jaką ktoś sobie zasłużył, dokonuje on
w sposób jaki gwarantuje największe z możliwych
korzyści zarówno dla otrzymującego, jak i dla
wszystkich innych ludzi którzy będą świadomi
danego losu. Totaliztyczny Bóg wcale też nie
domaga się od nas poświęcania życia na
nieustanne oddawanie mu pokłonów, na
modlitwy, ani aby go czcić jedynie w określonych
miejscach i na określone sposoby. Wysyła
on nas na Ziemię do pracy i doskonalenia
się, czyli aby każdy z nas świecko zrealizował
tu misję dla jakiej urzeczywistnienia został
przysłany, a przy okazji aby nauczył się tak
wiele jak tylko zdoła. Jedyne czego ów Bóg
wymaga od nas naprawdę nieustępliwie, to
abyśmy w świecki sposób wypełniali pedantycznie
wszystkie ustanowione przez niego
"prawa moralne".
Nie tylko też że nie powstrzymuje on postępu, ale
wręcz domaga się abyśmy świecko i naukowo
badali jego prawa, dowodzili jego istnienia, oraz
empirycznie sprawdzali jego intencje, zachowania
i decyzje. Nie jest więc on ani "Bogiem zadrosnym"
ani nie osłania on siebie tajemnicą - tak jak to
czynią bogowie poszczególnych religii. Jednocześnie
jednak wszystko czyni on w sposób ogromnie
dyskretny i dwuznaczny, bez nachalnego
przypominania swojej obecności ani narzucania
ludziom swojej woli, dając w ten sposób wszystkim
szansę na posiadanie własnych poglądów oraz
własnej tzw. "wolnej woli". Więcej na temat owego
wszechświatowego intelektu (UI) opisane jest na
stronie internetowej
Bóg,
a także w podrozdziałach I3 do I3.6 z tomu 5 monografii
[1/4].
#B3.
Eliminowanie sekretów i tajemnic - warunkiem poskramiania zła i przestępczości:
Nie można nawet sobie wyobrazić ile zła naszej
cywilizacji uczyniło wprowadzenie w życie ustaw
o tzw. prywatności informacji. Wszakże stare
polskie przysłowie od dawna nas już o tym
ostrzega że "łapać najłatwiej właśnie w mętnej
wodzie". Zgodnie więc z tymi ustawami o
prywatności informacji, każdy przestępca,
psychopata, gwałciciel, nałogowiec,
roznosiciel śmiercionośnych chorób, itp.,
jest chroniony przez system legalny i
przez obecne prawa ludzkie. Innym,
porządnym i prawo respektującym
obywatelom odmawia się pozwolenia
aby legalnie i oficjalnie mogli poznać
przeszłość tych "czarnych owiec" którzy
potencjalnie im zagrażają. W ten sposób
wszystkie prawa są na służbie złoczyńców,
kosztem porządnych ludzi oraz niewinnych
przyszłych ofiar owych złoczyńców. Dlatego
kolejnym zaleceniem totalizmu jest że
prawa o prywatności informacji muszą
zostać albo całkowicie obalone albo chociaż
tak zreformowane, aby każdy obywatel naszej
planety miał prawo do poznawania, powtarzania,
upowszechniania, publikowania, itp., każdej
informacji publicznej będącej prawdą na temat
każdego innego obywatela Ziemi. Tylko
w ten sposób ludzie będą mogli się dowiedzieć
jaki rodzaj niebezpieczeństw grozi im ze strony
poszczególnych innych ludzi z jakimi przychodzi
im obcować.
Podstawowy problem z dotychczasowym prawem
prywatności informacji jest, że informację publiczną
sprytnie przedefiniowuje ono w informację prywatną.
Tymczasem jeśli się dobrze zastanowić, istnieje
wyraźna różnica pomiędzy "informacją prywatną"
oraz "informacją publiczną". Wszakże informacja
publiczna jest to wszelka ta, która dotyczy i dotyka
kogokolwiek innego poza daną osobą. Dlatego
wszelkie nasze dane personalne (np. nazwisko,
data urodzenia, dane naszych rodziców, nasz
wygląd, odciski palców, itp.), a także oceny jakie
otrzymaliśmy w szkole, zarobki, nieruchomości
jakie posiadamy, problemy jakie mieliśmy z
prawem, itp., wszystko to faktycznie jest publiczną
informacją (a nie prywatną, tak jak sprytnie owa
ustawa o prywatności informacji stara nam się
wmówić). Natomiast
"informacja prywatna" jest to taka która dotyczy lub
dotyka tylko daną osobę. Przykładowo, jeśli umyjemy
sobie zęby w zaciszu swojego domu, tak że w żaden
sposób nie dotknie to i nie dotyczy żadnego innego
mieszkańca Ziemi, wóczas wszystko na temat tego
umycia jest naszą informacją prywatną. Mamy więc
prawo aby nigdy na ten temat nie ujawniać nikomu
obcemu, chyba że my sami zdecydujemy się inaczej.
Jednak jeśli te same zęby umyjemy już w miejscu
publicznym, albo jeśli powiemy cokolwiek komuś innemu,
albo otrzymamy ocenę od swojego nauczyciela,
albo popełnimy jakieś przestępstwo, wówczas cała
wiedza na te tematy staje się już informacją publiczną
i każdy powinien mieć prawo aby ją poznawać,
powtarzać, upowszechniać, publikować, oraz czynić
z nią co tylko zechce. Nie jest moralnym ustanawianie
praw które przedefiniowują informację publiczną na
informację prywatną, a potem zabraniają jej upowszechniania.
Do jakich bowiem absurdów takie zamienianie informacji
publicznej w informację prywatną prowadzi, opisałem
to w przykładzie ze strony internetowej o nazwie
podmieńcy.
Ponieważ wskazany tam przykład faktycznie jest już
szczytem legalnego absurdu, powtórzę tutaj opis
tamtego przypadku. We wtorek, dnia 13 września
2005 roku, o godzinie 22:40, wiadomości z kanału
3 telewizji Nowej Zelandii raportowały o obywatelu
nowozelandzkim który z powodu skrzyżowania się
jego linii telefonicznej z jakąś inną linią, przypadkowo
usłyszał jak złoczyńcy planowali popełnienie poważnego
przestępstwa. Jako szanujący prawo obywatel
zaraportował więc owo podsłuchane przestępstwo
policji. Jak został z tego powodu nagrodzony za
owo zapobiegnięcie przestępstwu? Ano nowozelandzka
policja oskarżyła właśnie jego o popełnienie przestępstwa,
bowiem w udokumentowany sposób złamał on
"Privacy Act" (tj. prawo o prywatności informacji)
poprzez oficjalne powtórzenie rzekomo "prywatnej"
informacji którą niechcący podsłuchał. (Niestety,
nic mi nie obiło się o uszy, że policja uczyniła
cokolwiek aby złapać owych złoczyńców i aby
wnieść też oskarżenie przeciwko nim.) Wiadomość
o przebiegu i wynikach procesu sądzenia albo tego
samogo obywatela, lub kogoś o bardzo podobnym
oskarżeniu (John'a Creally) nadawana była również
o godzinie 22:45 w piątek dnia 3 lutego 2006 roku,
w widomościach nocnych programu 1 telewizji
nowozelandzkiej (w wyniku tego procesu, "winny"
zaraportowania podsłuchanej rozmowy przestępców
został jednak "uniewinniony" przez sąd). Aby wszystko
to było jeszcze bardziej absurdalne, w czwartek dnia
24 listopada 2005 roku o godzinie 18:30, w wiadomościach
wieczornych kanału 1 telewizji nowozelandzkiej nadany
został triumfalny raport policji o fakcie, że dzięki ukrytemu
mikrofonowi umieszczonemu w celi więziennej udało
im się nagrać na taśmie przyznanie się 3 przestępców
do popełnienia przestępstwa, oraz następnie skazać
owych przestępców na podstawie owego przyznania
się. W dniu 16 grudnia 2005 roku, w godzinach od
18:00 do 19:10 powrócono do sprawy tego podsłuchanego
przez policję zeznania w dzienniku telewizyjnym
oraz w nastepującym po dzienniku programie
"Close Up" na kanale 1 TVNZ. Odgrywano wówczas
nawet w telewizji fragmenty nagrania rozmowy owych
przestępców podsłuchane w ich celi. Problem jednak
jaki tu się wyłania, to co wówczas stało się z owym prawem
prywatności (tj. "Privacy Act")? Czy przypadkowe podsłuchanie
prywatnej rozmowy o przestępstwie dokonywanej
przez telefon łamie owo prawo, zaś celowe podsłuchanie
prywatnej rozmowy w celi więziennej wcale go nie
łamie. A może w świetle owego prawa prywatności
wszyscy są równi - poza policją która może je łamać
bez żadnych następstw legalnych? Moje dotychczasowe
doświadczenie w sprawach moralności mi podpowiada,
że jeśli wokół jakiegoś prawa narastają tego rodzaju
paradoksy i absurdy, wówczas jest to oznaką że prawo
to "niemoralność stara się promować jako legalność".
To zaś oznacza, że prawo to jest sprzeczne z prawami
moralnymi i z przebiegiem pola moralnego - czyli z
intencją Boga. Jako zaś takie powinno
ono natychmiast zostać unieważnione.
Muszę się tu przyznać, że czytając gazety czasami
doznaję szoku na widok owej ogromnej liczby
przestępstw, nieszczęść, krzywd, oszustw, oraz
złamań czyjegoś życia, których możnaby łatwo
uniknąć gdyby ludzie mieli prawo poznać publiczną
prawdę na temat innych ludzi jacy ich otaczają.
Przykładowo, były gwałciciel gwałci gdzieś ponownie
uczennice szkoły która go zatrudniła, tylko ponieważ
nikt nie miał prawa poznać jego zboczonej historii.
Albo gwałciciel dzieci wynajmuje sobie mieszkanie
naprzeciwko szkoły aby móc łatwiej wybrać
przyszłe ofiary. Albo ktoś pada ofiarą przestępstwa
bo urzędy zataiły przestępczą historię jakiegoś
kryminalisty - tak jak to opisano w artykule
"Secrecy upsets victim of abuse", który ukazał
się w nowolelandzkiej gazecie
"The Dominion Post",
wydanie ze Środy (Wednesday), December 28, 2005,
strona A2. W imię czegoż u licha ludzie tolerują tak
pomylone prawo, które wszystkie przywileje
nadaje przestępcom, jednak żadnych przywilejów
nie przyznaje porządnym ludziom ani ofiarom
owych przestępców. Prawo do poznania
publicznej prawdy jest jednym z najbardziej
fundamentalnych praw ludzkich i nie powinniśmy
tolerować sytuacji kiedy je brutalnie odebrano
całej rzeszy porządnych ludzi tylko po to aby
podmilić się kilku przestępcom i zboczeńcom.
Osobiście gwarantuję tutaj każdemu, że jeśli
totalizm stanie się kiedyś siłą polityczną preferowaną
przez naród, wówczas nie będzie tolerował
żadnych sekretów ani tajnych akt personalnych.
Pod totalizmem
każdy będzie mógł poznać każdą PUBLICZNĄ
prawdę na temat każdego współobywatela,
lub na temat każdego przedsiębiorstwa,
poprzez zwykłe wejście na internetową
stronę z rządowymi aktami danej osoby
czy danego przedsiębiorstwa.
Jeśli zaś dana osoba (czy przedsiębiorstwo)
coś przeskrobie lub zadziała niemoralnie
i zostanie za to oficjalnie ukarana, w owych
rządowych aktach publicznych będzie to
wyraźnie napisane, tak że każdy inny
współobywatel (czy przedsiębiorstwo)
będzie mógł sobie to podczytać oraz
podejmować swe dalsze decyzje z
pełną wiedzą z kim ma do czynienia.
Jednym
z problemów dzisiejszej sytuacji na świecie jest, że
w podobny sposób jak owo prawo o prywatności
informacji, obecnie coraz częściej nadużywane
i wypaczane są najróżniejsze inne prawa.
Najlepszym ich przykładem jest prawo copyright.
Początkowo prawo copyright zostało wymyślone
i wprowadzone w życie wyłącznie aby zabezpieczać
finansowe interesy właścicieli danych dóbr
intelektualnych. Jednak ostatnio przestało ono
już służyć temu celowi. Stało się bowiem głównie
narzędziem utajniania i zamykania dostępu do informacji
która dla kogoś jest niewygodna. Ono również
wymaga więc totaliztycznego udoskonalenia.
Dlatego totalizm zaleca, że udoskonalone powinno
również być prawo copyright, tak aby jego moc
ograniczona została wyłącznie do sytuacji gdy
ktoś czerpie zyski z danego intelektualnego dobra.
Jeśli zaś ktoś używa danego dobra w jakimkolwiek
innym celu niż generowanie zysku, a więc przykładowo
dla zdemaskowania czyjejś niemoralnej działalności,
dla dostarczenia jakiegokolwiek materiału dowodowego,
dla badań, analiz, edukacji, popularyzacji, szerzenia wiedzy
i świadomości, itp., wówczas prawo copyright musi
przestać obowiązywać i w jakikolwiek sposób
ograniczać używającego dany dorobek intelektualny.
Kolejnym przykładem gdzie nakazy utajniania
zdecydowanie działają przeciwko interesom
ludzkości jako całości jest medycyna.
Przykładowo, w Nowej Zelandii prawo wymaga
od lekarzy aby przez kilkadziesiąt lat utrzymywali
akta każdego ze swoich pacjentów. Jednocześnie
jednak te same prawa nakładają tak dużo
niepraktycznych wymogów i warunków na
ewentualne użycie owych akt dla celów badań,
dla oceny leczenia, czy dla celów statystycznych,
że staje się fizycznie niemożliwym jakiekolwiek
z nich korzystanie. W rezultacie w Nowej Zelandii
niemal nie wykonuje się badań medycznych
korzystających z akt pacjentów, bowiem nikt
nie ma energii ani zasobów aby przełamać
nakazy sekretności jakie na akta te są nakładane.
Jeśli zaś ktoś zdecyduje się spróbować takich
badań, zwykle właśnie z powodów owej
sekretności zmuszony jest je ograniczyć
tylko do jednego szpitala czy tylko do
jednej kliniki. A pomyśleć, że w życiu
jakoby powinna być stosowana zasada,
że "dobro ogółu przeważa nad dobrem
jednostki". Wszakże legalny wymóg
utajniania akt medycznych nawet przed
badaczami jest jawnym złamaniem tej
zasady.
Dzisiejsze sądy także nadgorliwie
używają swojej mocy aby utajniać sprawy
o jakich ich zdaniem
społeczeństwo nie powinno się dowiedzieć.
Przykładowo, coraz częściej zakazują one
publikowania nazwisk oskarżanych -
szczególnie jeśli ci oskarżeni są sławni
(chociaż przed prawem jakoby "wszyscy
nają być równi"). Sądy nie
pozwalają także aby istotne informacje na
temat popełnianych przestępstw zostawały
podawane do publicznej wiadomości. Większość
sądów nie wpuszcza też ani dziennikarzy, ani
fotografów na sale sądowe - co jest jednym
ze skuteczniejszych sposobów utajniania
i blokowania upowszechnienia się prawdy.
Warto tutaj też przypomnieć, że niezależnie od
praw promujących sekretność, ludzkość od
najdawniejszych czasów toleruje także najróżniejsze
tzw. "sekretne stowarzyszenia". Ich najlepszym
przykładem są masoni. Główna idea
tych stowarzyszeń posiada taką wymowę jakby
stwierdzała coś w rodzaju: "Członkowie naszego
sekretnego stowarzyszenia są lepsi od reszty
ludzkości. Dlatego główną uwagę, poparcie i
pomoc koncentruj na członkach naszego
sekretnego stowarzyszenia. Ich interes miej też
głównie na uwadze." Nie powinno więc nikogo
dziwić, że to właśnie owe sekretne stowarzyszenia
obciążane są za wiele krzywd i niesprawiedliwości
popełnianych na naszej planecie. Wszakże jeśli
dobrze się zastanowić, główna idea tych
sekretnych stowarzyszeń jest bardzo podobna
jak ideologia rasizmu. Rasizm jest uprzedzony
do ludzi odmiennych ras, natomiast sekretne
stowarzyszenia posiadają wbudowane w siebie
uprzedzenia w stosunku do wszystkich innych
ludzi - poza ich członkami.
Zdaniem totalizmu sekretne stowarzyszenia
faktycznie nie powinny mieć prawa istnieć na Ziemi.
Od dawna też powinny one być zadeklarowane
jako organizacje działające na szkodę ludzkości
i zwalczane. Co mnie najbardziej dziwi i
brzmi dla mnie niemal jak sarkastyczny dowcip,
to że praktycznie jedynym politykiem który
efektywnie zwalczał owe sekretne stowarzyszenia
był Hitler. Reszta polityków celowo ignoruje
ten problem. Czyli milcząco aprobuje ona
istnienie sekretnych stowarzyszeń oraz
aprobuje pogłębiania przez te stowarzyszenia
sekretności w stosunkach pomiędzy ludźmi.
* * *
Sprawa sekretności jest jasna i prosta jak
sprawa moralności. Wszyscy ci co
upowszechniają moralność, dobro, prawdę,
postęp, itp., nie mają nic do ukrycia. Nie
tylko więc że nie potrzebują utrzymywać
sekretów, ale wręcz sekretność jest ich
wrogiem, oraz wrogiem dobra które oni
czynią. Jednak wszyscy ci co postępują
niemoralnie, krzywdząco, co kłamią, co
przeszkadzają innym, itp., mają wiele
do ukrycia przed bliźnimi. Stąd sekrety i
trzymanie spraw w tajemnicy są im
potrzebne do owych mrocznych poczynań.
Dlatego właśnie wszelka sekretność jest
cechą identyfikującą zło, szkodliwość i
niecne zamiary. Dlatego też wszystko
co np. UFOnauci czynią na Ziemi, zawsze
posiada nałożone na siebie liczne sekrety.
Dzięki sekretom, oraz prawom i politykom
którzy je promują, świat wokół nas zaczyna
się stawać coraz mroczniejszy i coraz
bardziej niemoralny. Korzystają na tym tylko
najróżniejsze męty społeczne, zaś tracą
porządni ludzie. Jak widać, szatańska siła
w której mocy Ziemia aktualnie się znajduje,
właśnie za pomocą owej sekretności coraz
bezczelniej promuje niemoralność i bezprawie,
zaś coraz zacieklej prześladuje moralność,
porządek i sprawiedliwość.
#B4.
Każdy rodzi się do równych praw, jednak nie każdy swoim życiem zasługuje aby umierać z równymi prawami:
Dotychczasowy system legalny na Ziemi
jest tak jakoś fikuśnie wymyślony, że każdemu
człowiekowi cały czas przysługują wszelkie
"prawa człowieka i obywatela". Znaczy, system ten działa
zgodnie z zasadą , że "sprawiedliwie znaczy każdemu
dokładnie tak samo". W rezultacie przykładowo morderca,
włamywacz, czy gwałciciel posiada wszystkie te same
prawa i przywileje co porządny obywatel, chociaż swoim
postępowaniem już na prawa owe nie zasługuje. W
Nowej Zelandii w latach 2004 i 2005 relatywnie często
gazety opisywały najróżniejsze
przypadki, kiedy złoczyńcy we więzieniach otrzymywali
ogromne odszkodowania od państwa, bowiem ktoś w
czymś się przejęzyczył, czy krzywo na nich popatrzył.
Jednocześnie zaś ofiarom owych złoczyńców odmawiało
się nie tylko odszkodowań, ale nawet pomocy w ukojeniu
ich nerwów i żałoby. (Czyli w praktyce prawo dawało
więcej przywilejów złoczyńcom niż porządnym ludziom.)
Przykład takiej właśnie sytuacji, kiedy mordercy oraz
złoczyńcom przyznano dokładnie takie same prawa
jakie przysługują porządnym ludziom, opisane zostały
w następujących dwóch artykułach z nowozelandzkich
gazet, mianowicie "Killer wins more compo - millions
could be paid to inmates after court ruling" (tj. "Morderca
wygrywa kompensatę - miliony mogą być wypłacone
więźniom po wyroku sądowym"), który ukazał się w
gazecie
"The Dominion Post",
wydanie z piątku, December 9, 2005, strona A1, oraz
artykule "Inmates in line for millions after Appeal Court
decision" (tj. "Więźniowie w kolejce po miliony po decyzji
sądu odwoławczego"), który ukazał się w gazecie
"The New Zealand Herald",
wydanie z piątku, December 9, 2005, strona A3. W
artykułach tych opisano sytuację, kiedy to morderca
po przeniesieniu w więzieniu do odosobnionej celi
zaskarżył więzienie o naruszenie jego praw człowieka
i obywatela, zaś nowozelandzki sąd przyznał mu z
tego tytułu 65000 dolarów odszkodowania. Zaraz też
po tym jak on wygrał owo odszkodowanie, około 200
dalszych więźniów ustawiło się w kolejce po wysunięcie
podobnych roszczeń do odszkodowania (gazety
oszacowały, że odszkodowania dla nich wszystkich
będą kosztowały nowozelandzkich płatników
podatkowych około 4.5 miliona dolarów).
Dlatego totalizm zaleca, że prawa złoczyńców
nie mogą być takie same jak prawa porządnych ludzi,
zaś w żadnym wypadku prawa złoczyńców w praktyce
nie mogą dominować ponad prawami ich ofiar.
Tj. totalizm rekomenduje przyjęcie zasady moralnej,
że "sprawiedliwie oznacza każdemu odpowiednio
dla jej lub jego poprzedniego postępowania".
Jak więc totalizm proponuje urzeczywistnić wdrożenie owej
zasady "każdemu to na co faktycznie sobie zasłużył
swoim poprzednim postępowaniem" do codziennego
życia. Ano, zgodnie z totalizmem "prawa człowieka i
obywatela" trzeba traktować nie jako jedną wiązkę,
a porozdzielać je na cały szereg składowych praw.
Przykładami takich składowych praw mogłyby być:
(1) prawo do swobodnego poruszania się o każdej
porze dnia i nocy; (2) prawo do zamieszkania w każdym
miejscu w jakim ktoś zechce i na jakie go stać finasowo;
(3) prawo do traktowania z godnością, szacunkiem i
respektem (tj. że posiadaczowi takiego prawa nie wolno
naubliżać bez poniesienia konsekwencji); (4) prawo do
fizycznej nietykalności (tj. że nosiciela tego prawa nie wolno
obić bez zostania ukaranym); (5) prawo do prowadzenia
wehikułów na drogach publicznych po osiągnięciu
wymaganego wieku, np. 18 lat; itp., itd. Jeśli jednak jakiś człowiek
złamie lub nadużyje któreś z posiadanych praw cząstkowych,
wówczas owo prawo by mu się odbierało na określony okres,
lub na całą resztę jego życia. Przykładowo, przestępca przyłapany
na włamywaniu się nocami do cudzych mieszkań traciłby
m.in. prawo (1) do swobodnego poruszania się o każdej
porze dnia i nocy. Nocami musiałby więc przesiadywać w
domu, zaś złapany poza domem zostawałby natychmiast
odpowiednio karany bez dodatkowych sądów. Z kolei
gwałciciel który zgwałcił jakieś dzieci szkolne traciłby m.in.
(2) prawo do zamieszkania czy przebywania w pobliżu szkół.
Jeśli zaś byłby tam przyłapany,
zostawałby natychmiast karany bez dalszych sądów. Z
kolei ktoś kto nawymyślał publicznie innym, traciłby m.in.
prawo (3) do traktowania z godnością, respektem i szacunkiem.
Itd., itp. W ten sposób, na przekór że wszyscy rodzimy się
równymi i obdarzeni wszelkimi prawami, nie wszyscy umieralibyśmy
równi i obdarzeni takimi samymi prawami jak przy swoim urodzeniu.
Jakie zaś prawa komuś przysługują na danym etapie
życia zależałoby od tego jak moralnie i poprawnie ktoś
prowadzi swoje życie.
Co
ciekawsze, taki system praw cząstkowych eliminuje
potrzebę na mnożenie niezliczonych instytucji które
trzymają oko na poszczególne prawa, które szkolą,
wymagają, narzucają, oraz w najróżniejszy sposób
utrudniają nasze życie, oraz które niepotrzebnie
konsumują nasze podatki. Wszakże zamiast na
rozbudowę i podtrzymywanie owych zbędnych instytucji,
nasze podatki mogłyby zostać przeznaczone
na bardziej moralne cele. Przykładowo, zamiast obowiązku
przechodzenia kursów i zdawania egzaminów na
"prawo jazdy", każdy miałby prawo prowadzenia
wehikułu automatycznie po osiągnięciu określonego
wieku właśnie w ramach owej puli "praw człowieka i
obywatela". Prawa tego też nikomu by się NIE
odbierało automatycznie tylko dlatego że przekroczył
wiek 65 lat, lub że nie opłacił na czas jakichś składek
czy podatku. Jedynym powodem aby komuś odebrać
owo prawo byłoby gdyby przez własną nieostrożność
czy nieuctwo ktoś ten spowodował jakiś wypadek
podczas prowadzenia wehikułu. Tylko wtedy prawo
to by mu się odbierało na czas zależny od wagi
owego wypadku. Gdyby zaś przyłapało się go na
prowadzeniu wehikułu po czasowym odebraniu mu
tego prawa, wówczas prawo to by utracił na całą
resztę życia. Itd., itp.
#B5.
Zamieniajmy zakazy na osobistą odpowiedzialność za skutki swoich działań - czyli NIE karajmy wszystkich za występki kilku:
Nasza cywilizacja jest pełna zakazów. Przykładowo,
nie wolno nam jechać samochodem bez uprzedniego
zapięcia pasów. Na otwartej drodze nie wolno
rozwijać szybkości większej niż 100 km/g. Nie
wolno nam zapalić ogniska tam gdzie zechcielibyśmy.
Nie wolno strzelać fajerwerków podczas naszych
celebracji. Nie wolno nam posiadać (ani używać)
całej masy najróżniejszych substancji. Nie wolno
nam zakupić określonych lekarstw bez uzyskania
recepty od lekarza. Nie wolno sprzedawać alkoholu
po godzinie 11 w nocy ani w niedzielę lub święta.
Nie wolno otwierać sklepów w czasach i dniach
które odpowiadają właścicielom tych sklepów a
muszą one być otwarte w czasach i dniach które
zdefiniował rząd. Jeśli nie posiadamy specjalnych
uprawnień nie wolno nam naprawiać samemu
posiadanych przez siebie urządzeń elektrycznych,
bez względu na to jak staranne wykształcenie byśmy
nie otrzymali. Itp., itd. Wynik coraz większej
liczby owych zakazów jest taki, że nasze życie
staje się coraz trudniejsze. Wszakże pomimo nieustannego
wprowadzania coraz większej liczby owych zakazów,
nasze dzisiejsze życie wcale nie jest ani lepsze, ani
bezpieczniejsze, niż było np. 50 lat temu kiedy
ludzie nie znali nawet cząstki tych zakazów. Żyjemy
więc jakby w coraz ciaśniejszym więzieniu. Praktycznie
obecny system jest taki, że wszyscy obywatele
są karani za występki lub brak odpowiedzialności
kilku nielicznych "czarnych owiec". Wszakże jeśli
jeden członek społeczeństwa uczyni coś niewłaściwego,
natychmiast całe społeczeństwo jest karane kolejnym
zakazem jaki władze i rząd nakładają na wszystkich
ludzi. Przykładowo, jeśli jakiś obywatel złapany jest
na produkowaniu określonego narkotyku z jakiegoś
powszechnie dostępnego lekarstwa, natychmiast
owo lekarstwo albo całkowicie wycofywane jest ze
sprzedaży, albo też może być kupione jedynie z
wielkimi kłopotami i to tylko jeśli ktoś odwiedzi lekarza,
słono zapłaci za wizytę i uzyska na nie receptę. W
ten sposób za przestępstwo kilku zgniłych jednostek
które nadużyły sytuacji i wyprodukowały narkotyki
z owego lekarstwa, praktycznie karani są wszyscy
obywatele danego państwa, a czasami całej planety.
Albo jeśli ktoś nieodpowiedzialny tak wystrzeli
fajerwerek, że ten spali czyjś dom, natychmiast
całe społeczeństwo obłożone jest zakazem
posiadania i strzelania fajerwerków. Itd., itp.
Najlepszym przykładem zaczerpnietym z rzeczywistego
życia, kiedy za występki kilku karze się wszystkich,
jest histeria jaka w Nowej Zelandii jest rozpętana
w sprawie kontaktów mężczyzn z dziećmi których
owi mężczyźni nie znają. W Nowej Zelandii -
podobnie jak zapewne i w każdym innym kraju
naszego niemoralnego świata, żyje obecnie
dosyć sporo zboczonych mężczyzn, którzy
seksualnie wykorzystują dzieci (tj. tzw. "paedophiles").
Niestety, ostre przestrzeganie przez władze tego
kraju "ustawy o prywatności informacji" (tj. tzw.
"Privacy Act"), opisywanej w punkcie #B3 powyżej,
nie pozwala poinformować społeczeństwa,
którzy dokładnie mężczyźni to są. W niemal
wszystkich więc sytuacjach życiowych zakłada
się tam, że każdy mężczyzna jest zboczeńcem.
Dlatego w Nowej Zelandii można napytać
sobie poważnych kłopotów, jeśli np. na
ulicy otworzy się usta do nieznanego sobie
dziecka. Publiczne dotknięcie zaś ręką
dziecka którego ktoś nie jest ojcem, tak
jak było to niewinną normalką jedynie
jakieś 50 lat temu, jest tam niemal nie
do pomyślenia. W dniu
29 listopada 2005 roku, we wszystkich
nowozelandzkich dziennikach telewizyjnych
dyskutowany był żywo ("za" i "przeciw")
przypadek pasażera samolotu "Qantas",
któremu stewardessy
nakazały zamienienie się miejscem z
jakąś kobietą, ponieważ przypadkowo
jego miejsce znajdowało się tuż przy
miejscu nieznego mu dziecka podróżującego
bez rodziców. Chłop najadł się wstydu,
bowiem inni pasażerowie samolotu sądzili
że został on "przeprowadzony" ponieważ
jest on oskarżony o seksualne zboczenie.
Jak potem się okazało, obie główne linie
lotnicze operujące w Nowej Zelandii, tj.
"Qantas", oraz "Air New Zealand", mają
wewnętrzne przepisy, że mężczyzna nie
może siedzieć obok dziecka które podróżuje
bez rodziców. Na drugi dzień niemal wszystkie
gazety nowozelandzkie rozpoczęły rozważać
wszelkie "za" i "przeciw" zakazowi sadowienia
mężczyzn koło nieznanych im dzieci.
Przykładowo, tylko w gazecie
"The New Zealand Herald",
wydanie z środy, 30 listopada 2005 roku, ukazały
się aż dwa artykuły na ten temat, mianowicie
"Airlines demonise male passengers" (tj. "Linie
lotnicze demonizują męskich pasażerów")
ze strony A8, oraz "Airline seating policy
may breach Human Rights Act" (tj. "Zasada
sadzania linii lotniczej może łamać Prawa
Człowieka i Obywatela") ze strony A3. Z kolei gazeta
"The Dominion Post",
wydanie ze środy, 30 listopada 2005 roku, na stronie
A4 opublikowała artykuł "No men near kids policy
criticised" (tj. "Krytyka zasady że mężczyznom nie
wolno w pobliże dzieci"). Dalsze podobne artykuły
na ten sam temat publikowane były codziennie co
najmniej aż do około 7 grudnia 2005 roku, kiedy
to ja przestałem je czytać i za nimi dalej się
rozglądać. Ciekawe jednak, że żaden
z owych artykułów, ani żaden z głosów w dyskusji,
nie zasugerował nawet, że cały ten problem
rozwiązałoby proste wycofanie "ustawy o prywatności
informacji" (tj, wycofanie owego nieszczęsnego
"Privacy Act" który zainicjował całą tą histerię).
Wszakże to właśnie owa ustawa jest źródłem
ogromnej ilości zła. To ona złoczyńców podnosi
ona do potraktowania jak porządnych ludzi, zaś
porządnych ludzi obniża ona do poziomu złoczyńców.
Przykładowo, poprzez pozwolenie aby społeczeństwo
się dowiedziało którzy dokładnie mężczyźni
faktycznie są owymi zboczeńcami dybiącymi
na dzieci obcych sobie ludzi, nie będzie już
potrzeby aby podejrzewać o zboczenie wszystkich
mężczyzn. Niezależnie też jaki będzie wynik
tych dyskusji, panująca w Nowej Zelandii histeria
na temat obcych mężczyzn otwierających choćby
usta do nieznanych sobie dzieci wcale nie ustąpi
bez uprzedniego anulowania owego prawa o
prywatności informacji. Wszakże bez wycofania
owego prawa ludzie jedynie starają się leczyć
objawy a nie chorobę. Dla mnie zaś taka sytuacja
jest klasycznym przykładem kiedy istniejące
prawa ludzkie wymuszają sytuację aby wszyscy
byli karani za przestępstwa kilku nielicznych.
Zgodnie z totalizmem,
takie karanie wszystkich za występki kilku NIE jest
ani fair ani moral. Jakże bowiem można karać
wszystkich ludzi za przestępstwa czy brak
odpowiedzialności tylko kilku jednostek.
Dlatego totalizm stwierdza, że zamiast zbiorowych
zakazów nakładanych na wszystkich ludzi, stosować
należy osobistą odpowiedzilność za skutki
swego działania. Praktycznie to oznacza, że
zgodnie z totalizmem wszystko to co obecnie jest
zakazywane wolno byłoby czynić. Tyle tylko,
że czyniący ponosiłby osobistą odpowiedzialność
za wszelkie skutki, włączając w to utratę kolejnej
składowej z jego puli praw człowieka i obywatela.
Ludzie nie byliby więc traktowani
jak niedorozwinięte dzieci którym nic nie wolno na
wypadek że coś zawalą, a jak dojrzali obywatele
którzy mają prawo do osądzenia sytuacji i
zadecydowania co w niej jest najbardziej
odpowiednie. Przykładowo, jeśli ktoś nie chce
zapinać pasów bezpieczeństwa w samochodzie,
totalizm stwierdza że jest to OK. Nie powinno
się go za to karać - wszakże każdy jest niewinny
aż udowodni się mu winę. Może więc prowadzić
bez pasów. Jeśli jednak spowoduje wypadek
i ktoś umrze lub zostanie kaleką właśnie dlatego że
pasy były nie zapięte, wówczas kierowca, lub ten
kto przyjął odpowiedzialność za dany przejazd,
ponosi pełną odpowiedzialność za wszelkie
następstwa. Albo jeśli ktoś potrzebuje jakieś
lekarstwo, powinno się dać mu prawo aby
je nabył. Wszakże może on nie mieć pieniędzy
na zapłacenie wizyty u lekarza, albo też wie,
że wizyta ta jest niepotrzebna bowiem owo
lekarstwo pomogło mu już poprzednio.
Jeśli zaś przypadkowo nadużył owej możliwości
i np. lekarstwem tym kogoś zamordował lub
wyprodukował jakiś narkotyk, wówczas to on
sam powinien zostać za to ukarany, a nie całe
społeczeństwo. Podobnie z ogniskiem. Jeśli ktoś
chce je zapalić - nie powinno się go karać za samo
zapalenie. Chyba że jest to jakaś specjalna strefa
wolna od ognisk, np. stacja benzynowa, fabryka
amunicji, czy las. Jeśli jednak dane ognisko
przemieni się w pożar, wówczas niezależnie
od tego gdzie było ono umiejscowione, osoba
odpowiedzialna za jego zapalenie ponosi całkowitą
odpowiedzialność za wszelkie skutki pożaru.
#B6.
Bądźmy świadomi stopniowej ewolucji rodziny w kierunku najtrwalszej więzi:
Jeśli przyglądnąć się jak wyglądała ewolucja
rodziny na przekroju wieków, wówczas
odnotujemy że jej esencja każdej rodziny
zawsze zależała od rodzaju więzi jaka
zespalała daną rodzinę w trwała całość.
Z kolei owa więż z upływem czasu ewoluowała
się od formy najsłabszej, aczkolwiek najłatwiejszej
do prymitywnego wyegzekwowania, aż ku więzi
najsilniejszej. Dokonajmy więc teraz przeglądu
kolejnych więzi przez jakie przechodziła ewolucja
rodziny. Oto one:
(i) Przemoc. Pierwszą więzią która
utrzymywała rodziny razem, była przemoc głowy
domu (niemal zawsze mężczyzny) nad całą resztą
rodziny. Stąd w czasach kiedy o wartości człowieka
decydowała jego siła fizyczna i sprawność w
posługiwaniu się maczugą, mieczem, czy łukiem,
rodziny utrzymywane były razem przez ich głowy
za pomocą brutalnej przemocy. W owych czasach
żony dawało się też mężom tylko poto aby były one
służkami (a nie partnerkami) swoich panów. Z kolei
dzieci były pod absolutną kontrolą głowy rodziny -
która miała nad nimi prawo życia i śmierci.
(ii) Ekonomia. W miarę jak sytuacja w
świecie się zmieniała, rodzice nie chcieli oddawać
już swoich córek aby te żyły w przemocy. Dlatego
pomału kobiety wypracowały dla siebie ekonomiczne
uzależnienie swoich mężów od własnych dóbr
danej kobiety (tj. od jej "posagu").
W ten sposób
główna więź która trzymała daną rodzinę razem
zmieniła się z przemocy w ekonomię. Rodziny
żyły teraz razem, bowiem ich rozpad oznaczałby
dla ich członków katastrofę ekonomiczną.
(iii) Miłość (lub potrzeby seksualne).
Czasy jednak nadal się zmieniały. W początkach
20 wieku ludzie zaczęli formować rodziny w których
czynnikiem wiążącym była miłość, a ściślej zaspokajanie
osobistych potrzeb seksualnych. W tym systemie, jakiego
szczątkowe formy obserwujemy do dzisiaj, rodziny są
razem ze sobą ponieważ dwie osoby na ich czele (tj.
mąż i żona) odczuwają do siebie miłość i zaspokajają
nawzajem swoje potrzeby seksualne. Kiedy zaś owa
miłość się kończy (a ściślej przerzuca się na inny
obiekt), rodziny te się rozpadają.
(iv) Miłość macierzyńska. Jak się okazuje
rodziny ziemskie ewolułują w kierunku gdy czynnikiem
jaki je zespala zaczyna stawać się wyłącznie
najtrwalszy z istniejących więzów społecznych,
czyli "miłość macierzyńska". Znaczy, zamiast jak
poprzednio, kiedy razem mieszkali mąż i żona
ze swymi dziećmi, w nowej formie rodziny jaka
pomału wyłania się z obecnego haosu ludzkiego,
razem ze wszystkimi swoimi dziećmi mieszka teraz
tylko sama matka. Niemal też każde z tych jej dzieci
pochodzi już od innego ojca. Z kolei ojcowie tych dzieci
typowo mieszkają ze swoimi matkami (po włosku
nazywa ich się "mammoni") jedynie okresowo dostarczając
usług reprodukcyjnych takim "solo matkom" jeśli te zechcą
mieć kolejne dziecko. Znaczy potrzeby seksualne takiej
"solo matki" są zaspokajane przez jej "dochodzących
kochanków" z którymi się ona spotyka tylko okresowo
na krótkie przedziały czasu (zwykle na okres weekendu),
oraz którzy na stałe mieszkają ze swoimi matkami.
* * *
Jak docelowo wyglądały będą rodziny na Ziemi
kiedy ów proces ewolucyjny całkowicie się zakończy,
informuje nas o tym doskonały artykuł "Nowy Jork
do Seoulu" (w oryginale "New York to Seoul"),
który ukazał się na stronie 8 południowo-koreańskiej
gazety
"The Korea Times",
wydanie z wtorku, July 17, 2007.
Artykuł ten streszcza film dokumentarny o
tytule "Surviving the Century" - który to film
powstał na bazie książki "Leaving Mother Lake"
pióra Yang Erche Namu (1997). Prezentuje
on życie rodzinne 30,000 ludu nazywanego
Mosuo, który żyje nad brzegami jeziora
"Lake Lugu", zlokalizowanego na tybetańskim
płaskowyżu zwanym "Kingdom of Daughters" -
około 2500 metrów nad poziomem morza.
Lud ów od niepamiętnych czasów żyje w
rodzinach których głowami są właśnie
matki. Matki te przyjmują swoich partnerów
seksualnych jedynie na noc - i to tylko nieoficjalną
drogą przez okno, zaś rano ci partnerzy
muszą cichcem wracać do domów swoich
własnych matek. Wszyscy chłopcy którzy się
urodzą danej matce, żyją z tą matką aż do
końca życia. Tylko córki opuszczają dom
aby założyć swoje własne rodziny poprzez
rodzenie dzieci o dokładniej nieznanym
ojcowstwie. Jeśli danej kobiecie znudzi się
określony nocny wizytor, wówczas zaczyna
zapraszać na noc kogoś zupełnie innego.
Jeśli zaś mężczyzna nie ma do kogo wyjść
na spędzenie nocy, spędza w domu swojej
matki zarówno dnie jak i noce.
Jeśli uważniej przyglądniemy się w jakim
kierunku zdąża rodzina w cywilizacji ludzkiej,
wówczas odnotujemy że ów wzorzec z ludu
Mosuo jest już niemal w połowie osiągnięty
na dzisiejszej Ziemi. Tyle tylko że jak narazie
dzisiejsze matki żyjące na stałe ze swoimi
dziećmi, narazie wpuszczają swoich kolejnych
partnerów nadal drzwiami, a nie cichcem przez
okno i to tylko po zapadnięciu zmroku.
Część C:
Co jest nie tak w naszym życiu politycznym i jak możemy zacząć to usprawniać:
#C1.
Zamknijmy dostęp do władzy dla ludzi niemoralnych - czyli
dlaczego demokracja i życie polityczne na Ziemi niestety nie należą do najdoskonalszych:
Na początek, demokracja kieruje się
nastrojami społeczeństwa, a nie np.
moralnością czy prawami moranymi.
Tymczasem np. niemoralne społeczeństwo
będzie się domagało niemoralnych posunięć
jego rządu.
Ponadto politycy mają niemal wpisane
w swój zawód kłamanie, oszukiwanie,
oraz niedotrzymywanie obietnic. Jako
zaś tacy, politycy wcale nie są moralnie
najbardziej odpowiedni do rządzenia krajem.
#C2.
Uniemożliwmy politykom sprawowanie władzy bez otrzymania imiennego mandatu od narodu:
Jeśli
uważnie się przyglądnąć światowi wokół nas,
wóczas się okazuje, że znaczna proporcja zła
które nas otacza bierze swój początek od polityków.
Szczególnie zaś niszczycielski wpływ na ludzkie
życie wywierają ci politycy, którzy dorwali się do
władzy bez zostania wybranym przez własny naród,
oraz którzy jakby "gwałcą ów naród swomi rządami
wbrew jego woli". Dlatego totalizm proponuje drastyczne
zmniejszenie liczby polityków rządzących krajem
do jedynie ośmiu (tj. jednego prezydenta i siedmiu
ministrów), oraz nakazuje aby
tak usprawnić dostęp członków owego 8-osobowego
rządu do władzy nad ludźmi, aby władzy tej nigdy nie
otrzymały osoby które nie zostały imiennie wybrane
przez naród jakim rządzą, oraz aby władzy tej nie były
one w stanie utrzymać jeśli większość owego narodu
już ich nie chce. Jednocześnie wszelkie funkcje
rządzenia krajem totalizm proponuje przenieść z
dzisiejszych urzędów państwowych, do przyszłych
przedsiębiorstw posiadanych przez rząd a opisanych
już w poprzednim punkcie tej strony. Takie rządowe
przedsiębiorstwa działałyby jak wszelkie inne
przedsiębiorstwa produkujące usługi dla ludności,
a także regulowane byłyby tymi samymi prawami
i przepisami co cała reszta przedsiębiorstw danego
kraju. To zaś uwolniłoby kraj od biurokratów, oraz złożyłoby
odpowiedzialność za poprawne funkcjonowanie tych
usługowych przedsiębiorstw rządowych na ręce ich
dyrektorów (dyrektorzy ci odpowiedzialni zaś byliby
bezpośrednio przed prezydentem lub przed odpowiednimi
ministrami). Na te proste sposoby totalizm dokonałby
drastycznego usprawnienia naszego życia publicznego.
To zaś podniosłoby jakość potraktowania wszystkich
obywateli, umiejscowiłoby dokładnie odpowiedzialność
za dane usługi dla ludności, a przez to również
poprawiłoby u wszystkich z nas szczęście, zadowolenie
z życia, beztroskę, itp.
Właściwie,
jeśli dokładniej przeanalizować sposób dojścia do
władzy tych polityków którzy wyrządzili ludzkości
wiele zła, wówczas zawsze się okazuje, że wcale
nie zostali oni wybrani imiennie przez rządzonych,
a przypięli się do władzy w jakiś inny sposób.
W wyborach o dużej liczbie wybierających dominować
bowiem zaczyna tzw. zbiorowa mądrość narodu.
Mądrość ta to jakby zbiorowa intuicja, ESP, czy
zbiorowe przeczucie, które zawsze bezbłędnie
wskazuje narodowi którzy przywódcy czynili będą
dobro, a którzy zło (tj. którzy zgodnie z kryteriami
totalizmu postepowali będą "moralnie", a którzy
"niemoralnie"). Dlatego należy zawierzyć owej
zbiorowej mądrości narodu i dopuszczać na
przywódców tylko tych polityków, którzy zostali
imiennie wybrani przez rządzony naród. Aby
jednak tak zaczęło się dziać, najpierw pod tym
właśnie kątem udoskonalić należy systemy wyborcze
i zasady sprawowania władzy w poszczególnych
krajach.
Jak
też się okazuje, sprytni politycy nawymyślali dotychczas
setki najróżniejszych "tricków" aby oszukać ową "zbiorową
mądrość narodu", oraz aby uzyskać dostęp do
władzy na przekór że naród wcale ich nie chce.
Podobną liczbę tricków wymyślili też oni aby
utrzymać się przy władzy nawet kiedy większość
narodu już wcale ich nie chce. Najlepsze przykłady
owych tricków obejmują (1) zasadę stosowaną
kiedyś w komunistycznych krajach, że na każdym
wykazie kandydatów do wybrania umieszczany był
tylko jeden kandydat - jakby więc ludzie nie głosowali
kandydat ten zawsze został "wybrany", (2) zmienianie
miejsca wystawienia swojej kandydatury (tj. jeśli jakiś
polityk odkryje że jest niechciany przez wyborców z
okręgu w którym zamieszkuje na stałe, wówczas
wystawia swoją kandydaturę w zupełnie innym okręgu
w którym mieszkają ludzie jacy wcale nie są jego
sąsiadami, nie znają go imiennie, a stąd jeszcze
nie poznali ciemnej strony jego charakteru), (3)
brak na listach wyborczych pozycji "żaden z
powyższych", która by umożliwiła wyborcom
wyrażenie braku zaufania dla wszystkich kandydatów
poddanych im do wyboru, a stąd zmusiłaby elektorów do
zaproponowania następnej listy kandydatów, czy (4) popularną
dzisiaj w kilku krajach zasadę wybierania polityków
zwaną "Mixed Member Proportional (MMP) system",
a używaną obecnie np. w Nowej Zelandii i Niemczech.
Przykładowo, zgodnie z ową zasadą MMP, ci politycy
których naród nie chce i ich odrzuci, "wybierają się
sami" poprzez wstawienie swego nazwiska na
specjalną listę z której są potem pobierani do rządów
(parlamentów) w przypadku zostania odrzuconymi
przez naród.
W rezultacie, jeśli przeglądnie się np. wykaz owych
121 posłów do sejmu, którzy w 2005 roku weszli
do parlamentu liczącej około 4 milionów ludności
Nowej Zelandii, wówczas się okazuje że znacząca
ich proporcja faktycznie wcale
nie została wybrana przez naród, a jedynie "wybrała
się sama" poprzez swoje dobranie się z owej "listy".
(Takie wykazy owych 121 posłów do nowozelandzkiego
parlamentu, z zaznaczeniem którzy z nich zostali
wybrani przez naród, a którzy po prostu sami się
wybrali z owej listy, zestawione były w nowozelandzkich
gazetach, np. w
"The Dominion Post",
wydanie z wtorku, November 15, 2005, strona A1, czy w
"The New Zealand Herald",
wydanie z wtorku, November 15, 2005, strona A7.
Szokujące jest tam jak wielu z nowozelandzkich
polityków ma przy sobie znaczek "lista". Jeśli zaś
potem przyglądnąć się uważniej działalności
owych polityków "z listy", wtedy okazuje się że są
oni właśnie najbardziej upierdliwi i wyrządzają innym
ludziom najwięcej zła.)
Odnotuj przy tym że ja używam tutaj przykładu Nowej
Zelandii tylko ponieważ mieszkam w owym kraju i stąd
mam okazję dokładniej zaobserwować co w niej się dzieje.
Jednak jestem gotów się założyć, że w każdym kraju
na świecie dzieje się mniej więcej to samo, tyle tylko
że owe "tricki" używane przez polityków poszczególnych
krajów mogą być nieco odmienne aby tym lepiej dostosować
się do miejscowych warunków.
Według totalizmu narasta coraz silniejsza konieczność
stopniowego usprawniania naszych systemów wybierania
przywódców i rządów, oraz pozwalania owym przywócom
i rządom na utrzymywanie władzy. W owych usprawnionych
systemach należy ucznić pewnym, że do władzy
nikt się nie dorwie bez uprzedniego zostania demokratycznie
i imiennie wybranym przez określoną większość
narodu jakim ma potem rządzić. Ponadto konieczne
jest wprowadzenie jakiegoś niezależnego urzędu,
w poprzednim punkcie nazywanego "elektorami",
który to urząd będzie postawiony na straży moralności
i konstytucji. Znaczy, członkowie owego urzędu
będą czuwali aby poszczególni politycy sprawowali
władzę tylko tak długo, jak długo cieszą się oni
poparciem rządzonego przez siebie narodu.
Ponadto będą oni zarządzali wyborami nowych
członków rządu dla następnej kadencji. Kiedy zaś
któryś z członków rządu utraci poparcie narodu,
ów niezależny urząd elektorów powinien ogłosić
ponowne wybory, w których ten niechciany polityk
ma wprawdzie prawo aby stanąć ponownie do
wyborów, ale tylko obok innych, nowych kandydatów
na jego miejsce. Odnotuj, że najlepiej byłoby aby
owymi trzema elektorami zostawali trzej ostatni
prezydenci kraju którzy ukończyli swoją kadencję.
Wszakże mają oni wymagane doświadczenie aby
dokładnie pilnować członków rządów które przyjdą
po nich, aby ci nie uczynili nic krzywdzącego naród,
ani aby nie nadużyli swojej władzy.
#C3.
Nie obniżajmy standardów moralnych całego społeczeństwa aby przypodobać się kilku zboczeńcom:
W wyjaśnieniu "praw moralnych" z punktu #F1
tej strony opisane zostało tzw. "pole moralne"
(pole to opisane jest także na odrębnej stronie o
prawach moralnych).
Pole moralne oddziaływuje na wszelkie czynności
intelektualne ludzi. Posiada ono tą cechę,
że każde ludzkie działanie może być tak
dokonane iż przebiega ono albo pod górę,
albo też w dół tego pola. Jeśli działanie to
biegnie pod górę pola moralnego, wówczas
zgodnie z filozofią
totalizmu
uznawane jest ono za postępowanie "moralne".
Jeśli zaś działanie to stacza się w dół pola
moralnego, wówczas totalizm uznaje je za
postępowanie "niemoralne". Każde przy tym
działanie ludzkie, zależnie od okoliczności i
sposobu jego przeprowadzenia może być
zarówno postępowaniem moralnym lub
postępowaniem niemoralnym. Przykładowo,
wymierzenie komuś policzka jest niemoralne
jeśli dokonane zostaje z intencją poniżenia,
lub moralne jeśli dokonane zostaje z intencją
np. przywrócenia świadomości zemdlonemu.
Aby umożliwić nieustanną ewolucję i rozwój
wszechświata, prawa natury zostały tak
ustanowione, że każdy człowiek nieustannie
jest kuszony natychmiastowymi przyjemnościami
i łatwizną dokonywania działań wyłącznie
niemoralnych. Niemniej rozwój moralny i
duchowy ludzi domaga się od nich aby
pokonywali oni w sobie owe pokusy niemoralnego
działania, oraz aby zamiast postępowania
niemoralnego starali się wybierać postępowanie
wyłącznie moralne.
Pokusy niemoralnego postępowania kryją się
w praktycznie w każdym ludzkim działaniu i
zachowaniu. Przykładowo pożycie seksualne
może być dokonywane w sposób moralny
przysparzający szczęścia jego uczestnikom, lub
niemoralny będący źródłem krzywdy lub zboczenia.
Lekarstwa mogą być zażywane moralnie do
leczenia, lub niemoralnie jako narkotyki.
Praca może mieć charakter moralny przysparzając
dóbr, lub niemoralny krzywdząc i eksploatując ludzi.
Itd., itp. Na przekór jednak że życie nieustannie
kusi nas łatwizną i natychmiastowymi korzyściami
dokonywania działań niemoralnych, nasz
rozwój moralny i duchowy domaga się od nas
dokonywania tylko tego co moralne. Podstawowym
wymogiem życia ludzi jest więc takie ukształtowanie
wszelkich naszych działań, aby działania te zawsze
zwalczały pojawiające się pokusy oraz słabości i
przyjmowały charakter wyłącznie moralny.
Problem z dotychczasowym zrozumieniem moralności
przez naszą cywilizację jest, że nie wiedząc o istnieniu
pola moralnego ludzie nie byli w stanie jednoznacznie
definiować które ich postępowania są moralne, a które
niemoralne. Dlatego przykładowo niektóre zboczenia
seksualne w rodzaju homoseksualizmi i lesbiaństwa
przez wielu zaczęły być uważane za "moralne" na
przekór że faktycznie to ześlizgują one praktykujących
je ludzi w dół pola moralnego.
W rezultacie kilka krajów w ostatnich czasach
wprowadziło w życie prawo w rodzaju nowozelandzkiego
"Civil Union Bill", które sankcjonuje niektóre zboczenia
seksualne (np. homoseksualizm i lesbianizm) jako
legalnie dozwolone, a czasami nawet przyznaje
parom homoseksualistów i lesbijek te same prawa
którymi cieszą się małzeństwa heteroseksualne.
Tymczasem jeśli przeanalizować te zboczenia
(np. homoseksualizm czy lesbianizm) z punktu
widzenia ich przemieszczeń w polu moralnym,
wówczas okazuje się że są one niemoralne.
Wszakże ześlizgują one osoby je praktykujące
w dół pola moralnego. Z tego powodu
totalizm
przyporządkowuje wszystkie zboczenia seksualne
(w tym homeseksualizm i lesbianizm) do tej samej
kategorii postępowań niemoralnych do jakich
należą także wszelkie inne działania przemieszczające
ludzi w dół pola moralnego, np. narkomania,
alkoholizm, nałogi, obżarstwo, itp. Jednocześnie
totalizm nakazuje, że ludzie którzy trapieni są
tymi zboczeniami, mają obowiązek zwalczać
je w sobie w taki sam sposób jak inni ludzie
trapieni nałogami, nadwagą, lenistwem, itp.,
zwalczają w sobie źródła własnych słabości
i kłopotów.
Fakt definiowania przez totalizm homoseksualizmu
i lesbianizmu jako działań niemoralnych
wprowadza sobą określone następstwa.
Przykładowo, w jego świetle wszelkie prawa
legalizujące homoseksualizm i lesbianizm, w rodzaju
nowozelandzkiego "Civil Union Bill", dla totalizmu
są sprzeczne z treścią praw moralnych i jako takie
wymagają energicznego zwalczania i docelowego
wycofania. Totalizm uważa owe prawa za niemoralne
gesty polityków starających przypodobać się zboczeńcom
seksualnym aby zdobyć ich głosy. Niestety, gesty
te są społecznie szkodliwe, bowiem obniżają one
standardy moralne naszego społeczeństwa.
Totalizm będzie usilnie eliminował je z życia.
Totalizm zaleca także aby potępiać i występować
przeciwko wszelkim formom promowania takich
zboczeń, np. jeśli gloryfikowane są one w
filmach, sztukach, książkach, czyichś stylach
życia, itp. Faktycznie to obowiązkiem każdego
totalizty jest bojkotowanie wszelkich imprez,
inicjatyw, oraz osób, które promują, gloryfikują,
lub traktują jako moralne praktykowanie takich
zboczeń, lub które dokładają się do jakiejkolwiek
innej formy obniżania standardów moralnych
naszej cywilizacji.
Część D:
Sprawiedliwość, prawa i prawodawstwo:
#D1.
Spowodujmy aby sprawiedliwości nie trzeba było sobie kupować i aby stać na nią było nie tylko tych najbogatszych:
Ciekawe czy czytelnik kiedykolwiek się
zastanawiał jak sprawiedliwy jest dzisiejszy
tzw. "wymiar sprawiedliwości". Interesujące
wyniki badań na ten temat publikowane
były w artykule "Cost of justice is too high",
(tj. "Koszt sprawiedliwości zbyt wielki"),
opublikowanym na stronie A1 nowozelandzkiej gazety
"The Dominion Post",
wydanie ze środy (Wednesday), January 3, 2007.
Artykuł ten stwierdza m.in., cytuję:
"Sprawiedliwość jest ochroną bogatych,
wierzy wyraźna większość nowozelandczyków.
Siedemdziesią procent odpowiadających
na ankietę Ministerstwa Sprawiedliwości
Nowej Zelandii na temat systemu sądowego,
stwierdziło że koszta pójścia do sądu są za
wysokie dla większości ludzi."
(W oryginale angielskojęzycznym:
"Justice is the preserve of the rich,
a clear majority of New Zealanders
believe. Seventy per cent of respondents
to a Justice Ministry survey about the
court system, said the cost of going to
court was too high for most people.")
A musimy pamiętać, że wymiar sprawiedliwości
w Nowej Zelandii chlubi się że jest jednym
z najlepszych na świecie. Cóż więc o swoich sądach
muszą myśleć mieszkańcy innych krajów którzy
nie są aż tak fortunni jak Nowozelandczycy?
Jeśli zaś sprawiedliwość trzeba sobie
kupować i stać na nią jedynie bogatych,
to czy naprawdę wolno ją wówczas
nazywać "sprawiedliwością". Z drugiej
strony, jeśli tzw. "sprawiedliwość" wcale
nie jest tym czym się nazywa, to czym
wówczas ona faktycznie jest?
#D2.
Ułatwmy sobie życie i poprawmy dobrobyt poprzez totaliztyczne zredukowanie ilości przepisów i praw:
Niezwykłością prawa jest to, że praktycznie
nigdy dotąd nie przeszło ono usprawnienia
strukturalnego. W rezultacie dzisiejsze prawa
są jedynie objętościowo powiększonymi
krewniakami praw jakie na Ziemi istniały już tysiące lat
temu. Znaczy ich struktura, zasady sformułowania,
a także sposoby zaprezentowania, są dokładnie
takie same jakimi były już w starożytności.
Oczywiście, w międzyczasie niemal wszystkie
inne dziedziny ludzkiego życia uległy strukturalnym
udoskonaleniom. Prawa zdołały jednak oprzeć
się postępowi i pozostały jednym z owych nielicznych
tworów ludzkich, które są tak staroświeckie jak to
tylko możliwe - znaczy niemal tak stare jak sama ludzkość.
Oczywiście, posiada to swoje tragiczne następstwa.
Poprzez opieranie się udoskonaleniom, prawa
obecnie zaczynają już szerzyć bardziej
niesprawiedliwość niż sprawiedliwość. Także
ludzie którzy generują i wdrażają te coraz bardziej
krzywdzące prawa (tj. prawnicy), stają się coraz bardziej staroświeccy.
W wielu też krajach nawet ubierają się oni po staroświecku.
Zamkneli się więc w swojej skorupie jak ślimaki
i wcale nie są gotowi dołączyć do postępu reszty
świata. Tymczasem owe staroświeckie prawa jakie
bez przerwy nam mnożą, coraz ciaśniej zaciskają
się petlą na naszych szyjach. Oczywiście, prawnikom
to wysoce na rękę. Wszakże mogą pobierać coraz
większe opłaty za rozdzielanie obietnic iż pomogą
nam uratować się przed owym zaduszeniem
prawami. Czy jednak zwiększanie ich zarobków
jest naprawdę celem dla jakiego prawa zostały
stworzone?
Ci z czytelników którzy poznali trochę zasady
programowania komputerów, pamiętają zapewne
że istnieją już dwa odmienne podejścia do
sporządzania programów. Jedno jest bardzo
stare. Ukształtowało się bowiem spontanicznie
zaraz po wynalezieniu komputerów. Nazywa
się ono podejściem "proceduralnym"
(po angielsku "procedural programming - PP").
Polega ono, między innymi, na tym że dla każdego problemu
sporządza się nowy program od samego początku.
W ten sposób dawniej każdy problem posiadał
własny program wykonany zupełnie odrębnie.
Z kolei na świecie liczba programistów musiała
raptownie rosnąć, aby nadążać za owym nie kończącym
się sporządzaniem tysięcy odmiennych programów.
Prawnicy na Ziemi działają właśnie zgodnie
z owym starym podejściem proceduralnym (PP).
Każda odrębna sprawa jak dotychczas regulowana
jest przez nich odrębnym prawem. W rezultacie
na świecie namnożylo się tyle odmiennych praw,
że nikt nad nimi już nie panuje - włączając w to
samych owych prawników którzy tak zawzięcie
prawa owe produkują. Prawa te są też już aż
tak zawikłane, że kiedykowiek jakiś rząd tak
zechce, z ich pomocą jest w stanie teraz ukarać
praktycznie każdego mieszkańca Ziemi za
dosłownie wszystko co tylko ktoś by nie uczynił.
W międzyczasie naukowcy komputerowi
specjalizujący się w tzw. "software engineering"
(tj. w dyscyplinie w której m.in.
ja byłem kiedyś
profesorem uniwersyteckim) dokonali ogromnego
przełomu w podejściu do zasady sporządzania
programów. Opracowali oni bowiem coś, co
po angielsku nazywa się "Object-Oriented Programming - OOP"
(tj. podejściem "zorientowanym objektowo").
Ja w tym miejscu muszę się pochwalić, że osobiście
byłem jednym z tych naukowców którzy od samego
początku uczestniczyli w formowaniu owego OOP.
Przykładowo, już w dniach 21 i 22 lipca 1979 roku
prezentowałem na konferencji naukowej w Rydzynie
pod Lesznem swój referat zatytułowany "System
obliczeń inżynierskich przykładem oprogramowania
o zwiększonej efektywności pracy", który proponował
rodzaj nowego języka programowania dla obliczeń
inżynierskich. Aczkolwiek w owym czasie nie zdawałem
sobie z tego sprawy, ów system jaki wówczas zaproponowałem
posiadał większość atrybutów dzisiejszych systemów
OOP (a było to w 1979 roku - kiedy na świecie niemal
nikt jeszcze nie wiedział o OOP). Otóż zgodnie z tym
najnowszym podejściem OOP, nowe programy
sporządza się tylko raz dla zupełnie nowej tzw.
"klasy obiektów". Potem zaś, używając jedynie
zasad tzw. "inheritancji" i "polimorfizmu" (po angielsku
"inheritance" and "polymorphism") bardzo prosto
i szybko modyfikuje się te programy dla wszelkich
podobnych klas obiektów. Obecnie totalizm proponuje
aby dokładnie takie samo podejście OOP zastosować
i do ludzkich praw. W takim przypadku wszystkie prawa
pozakryminalne, które precyzyjnie opisują działanie
całego państwa, da się zredukować do objętości
typowego kodeksu drogowego. Każdy więc mieszkaniec
danego państwa bez trudu będzie mógł je wszystkie
poznać. Wcale też wówczas nie będzie trzeba
aż tylu prawników co obecnie. Wszakże prawa te będą
aż tak proste, że niemal nikt nie będzie musiał używać
prawników aby je zrozumieć i właściwie zastosować w
życiu. Czyli po zastosowaniu owego OOP podejścia,
prawa przestałyby nas zaduszać jak wąż boa,
ani uprzykszać nam życia. Byłyby też na tyle
łatwe do poznania, że każdy mógłby je zgłębić
w całej ich rozciągłości. Oczywiście, takie ich
usprawnienie wymagałoby włożenia nieco więcej
wysiłku do układania nowych praw - wszakże
w OOP problem zanim zostanie zaprogramowany
musi zostać przeformułowany - tak aby spełnił on
cały szereg warunków. Niemniej nie zaszkodzi
prawnikom jeśli w swoją pracę nauczą się
wkładać nieco myślenia zamiast jedynie bezrozumnych
słów. Zresztą przykłady totaliztycznych "OO praw"
(tj. "praw zorientowanych objektowo") jakie
przytaczam poniżej, a także przytaczam
na odrębnej stronie w formie projektu statutu
partii totalizmu,
ujawniają że owo przeformułowanie problemów
jest relatywnie proste do zrealizowania i niemal
każdy (włączając w to prawników) jest je w stanie
prosto dokonywać.
Owo podejście OOP do usprawnienia praw
ludzkich, totalizm proponuje użyć jako jeden
z całego szeregu ofert dla ludzkości, które
ewentualne uformowanie politycznej
partii totalizmu
jest w stanie zaoferować społeczeństwu.
Oferty te generalnie stwierdzają co następuje:
"jesli naród popierał będzie polityczny ruch
totalizmu, ruch ten w zamian wyeliminuje z
codziennego życia tego narodu wszystko
co w dzisiejszych czasach nas zadręcza
oraz uniemożliwia nam prowadzenie
moralnego, szczęśliwego, pokojowego,
dostatniego i spełnionego życia".
Niniejsza strona ukazuje wszakże jak
wszystko to co uprzyksza i niszczy nasze
życie społeczne może zostać wyeliminowane.
Ilustruje też nam ona, jak moralne, szczęśliwe,
dostatnie, pokojowe i zadośćuczyniające
życie na Ziemi wówczas się stanie. W dalszej
części tego punktu, zilustrowana zostanie
zasada na jakiej totalizm proponuje
zreformować pozakryminalne prawa w
oparciu o owo OOP podjeście. Proszę
odnotować, że szystko co istnieje w danym
państwie zaklasyfikowane wówczas byłoby
do jedynie dwóch zasadniczych klas,
mianowicie do "klasy konsumentów"
(czyli ludzi), oraz do "klasy producentów"
(czyli przedsiębiorstw). Po takim przekwalifikowaniu
opracowane byłoby tylko jedno ogólne
prawo które regulowałoby wszystkich
"konsumentow" (czyli wszystkich ludzi),
oraz jeszcze jedno ogólne prawo które
regulowaloby wszystkich "producentów"
(czyli wszystkie przedsiębiorstwa).
Ewentualne zaś wyjątki regulowane
byłyby właśnie "inheritacją" i/lub
"polimorfizmem". Przeanalizujmy więc
teraz razem, zaczynając od samego
początku i wyjaśniając krok po kroku,
jak to zostałoby praktycznie dokonane,
oraz jakie byłyby zalety takiej historycznej
reformy praw:
* * *
Dzisiejsze prawa są jak rodzaj węża dusiciela
który stopniowo oplata nasze społeczeństwo
i je zadusza. Dlatego totalizm stwierdza, że
najprostrzym sposobem na wydatne ułatwienie
życia oraz na poprawę dobrobytu, jest drastyczne
uproszczenie owych praw i przepisów.
Faktycznie też totalizm wskazuje łatwy
sposób na tak znaczne uproszczenie wszelkich
przepisów i praw, że prawa precyzjnie rządzące
funkcjonowaniem całego kraju dałoby się wyrazić
w objętości mniejszej od typowego kodeksu
drogowego. Ciągle jednak będą one
w stanie precyzyjnie uregulować całe
pozakryminalne życie danego kraju.
Z kolei przy tak znacznym uproszczeniu
przepisów, największa zmora naszych
czasów zostanie usunięta. Wszakże
znikną wówczas urzędasy, którzy psują
sporą część naszego szczęścia, oraz
zjadają znaczny procent dobrobytu
społeczeństwa. Przestaną być już
potrzebne dzisiejsze sejmy i parlamenty,
które zasypują społeczeństwa całym
oceanem coraz bardziej nieżyciowych
praw. To zaś spowoduje, że sejmy
przestaną w końcu marnować na tą
nadprodukcję praw zjadaną przez nie
proporcję budżetu państwa, który będzie
wtedy mógł być skierowany na bardziej
moralne cele. Nie będą wówczas niemal
wogóle potrzebni prawnicy. Wszakże takie
prawa o rozmiarach typowego kodeksu
drogowego każdy będzie w stanie poznać
w całości i sam stosować poprawnie gdzie
potrzeba. Nie będzie też już potrzeby na
całe to zatrzęsienie najróżniejszych rad,
komisji, urzędów, oraz instytucji, które obecnie
nie czynią nic innego tylko generują
coraz bardziej zawiłe przepisy oraz potem
gnębią nimi ludzi.
Totaliztyczna receptura na drastyczne
skrócenie i usprawnienie praw i przepisów
jest bardzo prosta. Stwierdza ona, że
w prawach
konieczne jest oddzielenie funkcji
konsumentów od funkcji producentów.
Kluczem zaś do obu tych funkcji jest
"prawo do sprzedaży". Klasa konsumentów
według totalizmu obejmowałaby wszystkich
tych którym nie tylko wcale nie jest potrzebne
prawo do sprzedaży, ale których prawo do
sprzedaży tak bardzo komplikuje dzisiejszy
system legalny. Do klasy tej należą
przykładowo wszyscy obywatele danego
kraju, czyli wszyscy ludzie. (Należą też do
niej wszelkie organizacje bezdochodowe,
np. harcerze.) Wszelkie funkcje
konsumentów sprowadzają się jedynie
do znalezienia jednego źródła zarobku,
oraz następnego zakupywania lub
wynajmowania za ten zarobek dóbr
jakie zechcą sobie skonsumować.
Totalizm przy tym proponuje, że
z uwagi na ograniczoną ilość
pieniędzy znajdujących się w obiegu,
która to ilość nigdy nie wystarczy aby
do końca zaspokoić łakomstwo każdego,
zarobek finansowy wolno byłoby
konsumentom pozyskiwać tylko z
jednego źródła. Źródłem tym zaś
byłoby albo zarobkowe zatrudnienie
się u jakiegoś producenta, albo
czerpanie dywident z posiadanego
przedsiębiorstwa (ale tylko z jednego,
nawet jeśli dany konsument posiadał
będzie ich kilka), albo też pobieranie
jakiejś formy finansowego wsparcia
od państwa (np. renty,
emerytury, stypendium, zasiłku dla
bezrobotnych, itp.). Po zakupieniu
dóbr, oraz po ich skonsumowaniu,
konsumenci oddawaliby za darmo
najróżniejszym przedsiębiorstwom
wszelkie "odpadki" jakie by pozostały
im po konsumpcji. Ponieważ konsumenci
nie mieliby prawa do sprzedaży, owe
"odpadki", czyli wszystko to co pozostałoby
po ich konsumpcji, oddawaliby oni za
darmo do odpowiednich przedsiębiorstw,
np. do zbiornic złomu, śmieciarzy, itp.
Konsumenci wogóle nie płaciliby
podatków. Wszakże im samym nie
wolno byłoby nic sprzedawać. Za to
mieliby prawo do posiadania na własność
jednego prywatnego przedsiębiorstwa,
które z kolei miałoby prawo posiadania
dowolnej liczby innych przedsiębiorstw.
(Czyli każdy konsument miałby prawo
do stania się właścicielem nieskończenie
dużej liczby przedsiębiorstw
zorganizowanych w hierarchiczną strukturę.)
Z kolei każde z owych przedsiębiorstw
płaciłoby już podatki, miałoby więc
prawo do sprzedawania dla swoich
właścicieli wszystkiego co tylko ci
właściciele by im zlecili. Z uwagi na
tak proste funkcjonowanie konsumentów,
ich wszystkich, a także wszelkie ich
działania, byłoby w stanie całkowicie
opisać prawo lub przepisy o długości
zaledwie kilku stron.
Całkowicie odmienna od klasy
konsumentów jest klasa producentów.
Producenci to wszelkie przedsiębiorstwa
istniejące w danym kraju, bez względu
na to co by nie produkowały. Ponieważ
w totaliźmie wszyscy producenci (tj. wszelkie
przedsiębiorstwa) w świetle prawa byliby
tacy sami, stąd istniałoby w kraju tylko
jedno prawo które opisywałoby ich wszystkich.
Jeśli zaś faktycznie pojawiłaby się potrzeba
specjalnego wyróżnienia jakiegoś producenta,
wówczas do prawa opisującego wszystkich
producentów wystarczyłoby odnieść zasady
inherytancji lub/i polimorfizmu (tj. "inheritance"
and "polymorphism") opisywane dzisiejszymi
naukami komputerowymi dla tzw. "programowania
zorientowanego objektowo" ("Object-Oriented
Programming"). Dzięki objęciu wszystkich
producentów jedym i tym samym prawem,
prawo to mogłoby też być bardzo proste.
Mianowicie, każdy producent (tj. każde
przedsiębiorstwo) musiałby mieć swego
właściciela. Jego właścicielem mogłaby
być albo pojedyncza osoba, albo spółka
czy udziałowcy, albo inne przedsiębiorstwo,
albo też państwo. Właściciel definiowałby
statut tego przedsiębiorstwa, czyli dokument
który by opisywał jak ono działa, co czyni,
jaka jest jego organizacja, co ma czynić
z wypracowanym zyskiem, ile wynosi zarobek
dyrektora, itp. Właściciel mógłby też podarować
komuś swoje przedsiębiorstwo, albo je
zupełnie rozwiązać (zlikwidować), albo
też ogłosić zbankrutowanym. (Odnotuj,
że właściciele których przedsiębiorstwa
zbankrutowały, traciliby prawo do założenia
sobie lub zakupu nowego przedsiębiorstwa
przez okres czasu zależny od wielkości
zadłużenia w chwili bankructwa.) Jeśli
właścicielem jakichś przedsiębiorstw
byłoby inne przedsiębiorstwo, wtedy
właściciel ten miałby prawo do sprzedania
wszystkich przedsiębiorstw w swoim
posiadaniu. Jeśli jednak właściciel ten
byłby tylko "konsumentem", wówczas
nie mógłby samemu sprzedać swego
przedsiębiorstwa - wszakże konsumenci
nie posiadaliby prawa do sprzedaży.
Niemniej jego własne, lub inne przedsiębiorstwo
mogłoby wtedy je sprzedać w jego
imieniu. Właściciel decydowałby także
co czynić z zyskiem przedsiębiorstwa -
czy należy go komuś wypłacać w formie
dywident, akumulować na specjalnym
koncie, czy też dawać w podarunku
wskazanemu przedsiębiorstwu. Ponadto,
właściciel zawsze by wynajmował oraz
zawsze zwalniał dyrektora przedsiębiorstwa.
Oczywiście, jeśli właściciel będzie prywatną
osobą i tak zachce, na dyrektora będzie
mógł wynając siebie samego, swoją żonę,
pełnoletniego syna, córkę, itp. Dyrektor
byłby odpowiedzialny za wszelkie aspekty
działania danego przedsiębiorstwa.
Wynajmowałby więc personel, definiował
ich zarobki, byłby pracodawcą wszelkich
zatrudnionych w tym przedsiębiorstwie
ludzi (poza sobą samym - bowiem
zatrudnienia dyrektora zawsze dokonywałby
właściciel danego przedsiębiorstwa),
reprezentował by to przedsiębiorstwo
legalnie, dopilnowywał produkcji, itd., itp.
Każde przedsiębiorstwo musiałoby
zatrudniać co najmniej właśnie swego
dyrektora jaki by za nie odpowiadał.
Dopiero ów dyrektor by decydował
czy potrzebni mu są dalsi pracownicy,
ile ich by było, jakie zarobki otrzymają,
jakie obowiązki i odpowiedzialność na
nich delegować, itp. W swoich działaniach
dyrektor byłby
odpowiedzialny tylko przed właścicielem
tego przedsiębiorstwa, oraz przed
prawem obowiązującym w danym
kraju. Każde przedsiębiorstwo miałoby
prawo do dokonywania dowolnej
działalności ekonomicznej. Mogłoby więc
m.in. sprzedawać posiadane lub wytwarzane
przez siebie dobra, usługi, oraz przedsiębiorstwa.
Musiałoby ono jednak płacić podatki do państwa.
Funkcjonowanie wszystkich przedsiębiorstw
istniejących w danym państwie opisane byłoby
jednym prawem obowiązującym je wszystkie.
Wszakże po oddzieleniu konsumentów od
producentów, wszelkie istniejące przedsiębiorstwa
działałyby na dokładnie takich samych zasadach.
Funkcjonalne i legalne oddzielenie konsumentów
od producentów - tak jak je opisano powyżej,
jedynie by dopomogło funkcjonowaniu ludzi.
Wcale też by nie działało na ich niekorzyść
ani nie ograniczało ich w żaden sposób.
Przykładowo, tak samo jak obecnie, wówczas
także każdy konsument mógłby sobie zakupić
wszystko to na co byłoby go stać, a także
sprzedać wszystko co tylko zechciałby.
Tyle tylko, że aby ujednolicić i uprościć
przepisy i prawa na temat sprzedaży,
konsument nie mógłby tego sprzedać
osobiście, a musiałby najpierw podarować
to (za darmo) jednemu ze swoich lub
cudzych przedsiębiorstw, które by to
sprzedało w jego imieniu. Jednak ogromną
korzyścią takiej niewielkiej reorganizacji
sprzedaży, byłoby że wszelkie przepisy i
prawa uległyby wówczas drastycznej redukcji.
Potrzebne wszakże byłoby tylko jedno
prawo które by opisało działanie i funkcje
przedsiębiorstw, zaś owo jedno prawo
regulowałoby wszystkich producentów
istniejących w danym kraju. Czyli dziesiątki
tysięcy dzisiejszych praw byłyby wówczas
zastąpione przez tylko jedno prawo. Warto
przy tym odnotować, że owo pokomplikowanie
dzisiejszych praw wynika właśnie z braku
proponowanego przez totalizm oddzielenia
konsumentów od producentów. Jeśli bowiem
połączy się ze sobą te dwie kategorie, świat
zostaje zapełniony ogromnie skomplikowanym
systemem najróżniejszych konfiguracji konsumentów
i producentów. Dla każdej zaś z tych konfiguracji
konieczne są odrębne przepisy i prawa.
Przykładowo, tylko w obrębie kategorii rencistów
czy emerytów daje się wtedy wyróżnić dziesiątki
odrębnych podkategorii. Dla regulowania zaś
każdej z nich konieczne są obecnie zupełnie inne
prawa. I tak, istnieć muszą renciści
czy emeryci którzy nic nie posiadają, a stąd
nic nie sprzedają. Istnieć muszą także
renciści i emeryci, którzy posiadają jakąś
nieruchomość, a więc którzy "sprzedają"
jakąś usługę przynoszącą im dochód.
Następni posiadali będą fundusze w
banku, "wynajmują" oni więc bankom
te fundusze. Potem istnieć będą też tacy
co mają jakieś produkty do sprzedawania,
np. produkty z własnego gospodarstwa
czy fabryczki. Tych też muszą regulować odrębne
prawa. Do tego dodają się prawa regulujące
emerytury i renty płacone z odrębnej puli,
w odmiennych wysokościach, itd., itp.
Tylko więc dla rencistów i emerytów w
poza-totaliztycznym (starym) systemie
praw musiała istnieć ogromna liczba
praw i przepisów, w której zapewne
nawet najlepsi prawnicy przestali się
już całkowicie orientować. Tymczasem
w totaliztycznych prawach, pod względem
legalnym wszyscy oni byliby traktowani
dokładnie tak samo jak dowolni
inni konsumenci. Także klasa
producentów byłaby wówczas traktowana
przez totaliztyczne prawa w dokładnie
taki sam sposób, znaczy każdy z nich
byłby taktowany tak samo jak wszyscy
inni producenci.
Zaproponowane przez totalizm uproszczenie
prawa, ogromnie uprościłoby także rządzenie
krajem. Faktycznie to całym totaliztycznym
państwem byłby w stanie zarządzać rząd
podobnie mały jak rząd Szwajcarii (jest
wszakże niemal pewnym, że zasobność
Szwajcarii wynika właśnie z jej rządu).
Przykładowo, rząd takiego totaliztycznego
państwa mógłby być złożony z tylko
jednego prezydenta oraz np. siedmiu
ministrów demokratycznie wybieranych
przez cały naród co pięć lat. (Dodatkowo
taki rząd musiałby też posiadać trzech
elektorów. Elektorzy ci co każde 5 lat
organizowaliby demokratyczne
wybory rządów kolejnych kadencji.
Sprawdzaliby też czy członkowie rządu
nie łamią konstytucji poprzez np. niemoralne
postępowanie czy przez nadużywanie władzy.
Elektorami tymi jednak byliby prezydenci
z poprzednich trzech "ukończonych" kadencji
rządu, nie trzebaby więc już ich oddzielnie wybierać.)
Totaliztyczne państwo pozbawione więc
byłoby owej "ciężkiej głowy" odżywianej
przez wychudzone ciało narodu, czyli
owej masy mocnych w gębach polityków
z dzisiejszych rządów, których jedyna
umiejetność często polega na zasiewaniu zamieszania
oraz na unikaniu brania odpowiedzialności
za to co czynią. Każdy z owych 8+3 członków
totalitycznego rządu byłby też legalnym
właścicielem (ale tylko na czas sprawowanej
kadencji) kilku przedsiębiorstw rządowych
które dopomagałyby mu w rządzeniu.
Przykładowo, minister ekonomii byłby
właścicielem m.in. przedsiębiorstwa
podatkowego oraz przedsiębiorstwa
rejestracji przedsiębiorstw, zaś minister
spraw zagranicznych byłby właścicielem
przedsiębiorstwa paszportowego oraz
przedsiębiorstwa zarządzania ambasad.
Rząd rządziłby więc krajem poprzez
dyrektorów owych przedsiębiorstw. Nie byłoby
już potrzeby na dzisiejsze urzędy ani na
urzędników, a także na całą ową masę praw
regulujących działanie urzędów i urzędników
państwowych. Wszakże przedsiębiorstwa
za pomocą których państwo by było rządzone,
regulowane byłyby dokładnie tymi samymi
prawami, jak wszelkie inne przedsiębiorstwa
danego kraju. Z kolei bez urzędów i urzędników
nie byłoby kolejek, problemów, zawiedzionych
obywateli, krzywdy, niesprawiedliwości, itp.
Opisane tutaj totaliztyczne uproszenie praw
spowodowałoby lawinowe uproszczenie
wszystkiego, przywrócenie ludziom kontroli
nad tym co się dzieje, oraz nadanie klarowności
i przejrzystości wszelkim sprawom danego kraju.
Zaproponowane powyżej oddzielnie konsumentów
od producentów, oraz ścisłe ich zdefiniowanie w
postaci ogólnych "klas", wprowadziłoby też całą
masę pozaprawniczych korzyści do praktycznie
każdej dziedziny życia. Przykładowo w ekonomii
ograniczałoby ono zamrażanie kapitału przez
oszczędzających konsumentów. Ożywiłoby też
rynek i gospodarkę owymi tysiącami nowych
producentów. Wszakże państwo dopomagałoby
wtedy każdemu konsumentowi w założeniu i
zarejstrowaniu i zastartowaniu własnego
przedsiębiorstwa. Po tym zaś jak owa strona
formalna formowania przedsiębiorstw zostałaby
zrealizowana, rzesze nowych właścicieli łatwo
już byliby w stanie intensyfikować rynek swą
wysoce konkurencyjną produkcją i usługami.
W życiu społecznym eliminowałoby to obecne
źródła niesprawiedliwości, oraz pomniejszałoby
wyzysk człowieka przez człowieka. W walce z
przestępczością usuwałoby ono większość
dzisiejszych źródeł przestępstw gospodarczych.
Wszakże klarowałoby kto jest odpowiedzialny
za co, eliminowałoby większość dzisiejszych
możliwości i sposobów przekierowywania
poza-prywatnych funduszy do prywatnych kieszeni,
zaś np. w przypadku czyjegoś bankructwa
pozwalałoby faktycznie odpowiedzialnych
zmusić do spłacenia długów oraz pozbawić
ich na wymagany czas prawa do posiadania
innych przedsiębiorstw. W zakresie moralności
eliminowałoby to duże grupy ludzkie które
obecnie żyją z uprzykszania życia innych
ludzi. Itd., itp.
* * *
Oczywiście, totalizm jest w stanie dokonać
nie tylko opisanej powyżej redukcji i
uproszczenia praw gospodarczych.
Wypracował on bowiem również znacznie
moralniejsze od obecnych zasady
działania praw kryminalnych. Esencja
owych totaliztycznych usprawnień prawa
kryminalnego wyjaśniona została w tomie
7 monografii
[1/4].
#D3.
"Moralność anuluje nielegalność" - czyli wymagajmy od ludzi moralnego postępowania a nie przekształcania się w prawników:
Nasze
dzisiejsze rządy są niezwykle produktywne w
generowaniu najróżniejszych zakazów. Bez
przerwy więc uchwalają coraz bardziej zawiłe
prawa. Następnie za nasze podatki zatrudniają
one całą sforę urzędników którzy dopilnowują
aby ludność pozostająca w mocy tych rządów
poznawała te prawa w całej ich rozciągłości
i przestrzegała je na każdym kroku.
W rezultacie dzisiejsze rządy
starają się przekształcić całą ludzkość w prawników.
Jeśli zaś ktoś nie posiada inklinacji prawniczej,
lub (jak ja) praktykuje totalizm i w swym życiu
stara się postępować moralnie oraz zgodnie z własnym
sumieniem bez względu na to co nam nakazuje
ludzkie prawo, wówczas rządy te czynią życie
takiego kogoś okropnie mizerne. Co jeszcze
gorsze, wiele z owych nowych praw i przepisów
wcale nawet nie stara się być moralnymi.
Dlatego, jesli ktoś w swoim życiu kieruje się
np. sumieniem, wtedy bez przerwy wchodzić
musi w kolizję z owymi niezliczonymi
wymaganiami legalnymi. Wynikiem tego
jest, że w dzisiejszych czasach
legalność stawiana jest ponad moralnością.
Oczywiście, zgodnie z totalizmem jest to
sytuacja niedopuszczalna. Wszakże powoduje
ona że prawa ludzkie skierowane są przeciwko
prawom moralnym i polu moralnemu, które
ustanowione zostały przecież przez Boga
i które ludzie powinni wypełniać w pierwszym
rzędzie jako najbardziej priorytetowe.
Ja
osobiście wierzę, że zapewne posiadam wyższą
od przeciętnej znajomość ludzkiego prawa.
Wszakże otrzymałem dosyć staranną edukację
formalną, wiele spraw rozumiem raczej dobrze,
a ponadto w życiu ścisle praktykuję totalizm który
zabrania mi czynienia komukolwiek krzywdy.
Jednak mimo to bez przerwy rozbijam sobie
nosa na owych coraz bardziej represyjnych
prawach jakie ograniczają nasze działania.
Jakże więc owe prawa muszą dawać się we
znaki tym prostym ludziom którzy nie otrzymali
formalnego treningu na moim poziomie, a także
nie praktykują totalizmu. Dla zwykłych ludzi
dzisiejsze prawa muszą być jak rodzaj spowolnionego
ukamieniowywania egzekwowanego przez urzędników
za karę iż ktoś nie ma ambicji dokładnego
poznania wszelkich praw jakie dotychczas zostały
uchwalone. Na dodatek, ukamieniowania owego
one dokonują za pieniądze swych ofiar - wszakże to
podatki zwykłych ludzi opłacają całą tą nadprodukcję
represyjnych praw, a także opłacają działanie instytucji
i pensje urzędników którzy potem egzekwują te prawa
od ludzi. W rezultacie
dzisiejsze prawo niemiłosiernie bije ludzi dosłownie
na każdym kroku, wcale nie bacząc przy
tym że ofiary owego prawa faktycznie to nikogo nie
skrzywdzili ani że ich ambicją i celem życia wcale
nie jest przekształcenie siebie w prawników.
Aby
dać tutaj jakiś codzienny przykład ślepej zaciekłości z jaką
dzisiejsze prawa czynią nasze życie mizerne nawet
jeśli nikomu nic złego nie czynimy, opiszę tutaj
zdarzenie które dotknęło mnie osobiście i dawało
mi zajęcie przez niemal miesiąc począwszy od
dnia 14 listopada 2005 roku. Był to czas kiedy
nad naszą planetą gromadziły się chmury tzw.
"ptasiej grypy".
Aby więc jakoś dopomóc swojej rodzinie w Polsce,
postanowiłem im wysłać całą gamę najróżniejszych
ziołowych medykamentów przeciw grypowych. Jednym
z wysyłanych medykamentów były tabletki "echinacia",
czyli tzw. "immune booster" którego w Polsce podobno
nie można dostać, zaś w Nowej Zelandii są nimi zawalone
półki każdego supermarketu. Problem z tymi tabletkami
był jednak, że oryginalnie sprzedają je w szklanych butelkach.
Aby więc butelki nie stłukły się podczas transportu przez
połowę świata, wysypałem zawartość dwóch buteleczek
do plastykowago woreczka i do paczki zapakowałem ten
woreczek zamiast oryginalnych butelek. W woreczku
umieściłem też etykietkę wyjaśniającą dokładnie co
on zawiera. Przesyłka owej paczuszki (ED145101656NZ)
do Polski międzynarodowym kurierem kosztowała
mnie 55 dolarów nowozelandzkich. Jednak
zaraz po jej nadaniu zacząłem otrzymywać telefony od
nowozelandzkich celników żądających odemnie recepty na
owe luźne tabletki - ponieważ nie były one w oryginalnym
opakowaniu. Wytłumaczyłem im wtedy, że "echinacea"
można zakupić w supermarkecie i nie mam na nią
recepty. Wytłumaczyłem im także, że powodem
dla jakiego przepakowałem tą "echinacea" w plastykowy
woreczek było iż nie chciałem aby butelki zbiły się
podczas tak długiej drogi. Apelowałem też, aby paczki
tej mi nie odsyłać z powrotem, a ją przepuścić, bowiem
jej zwrot będzie równoznaczny z ukaraniem mnie na
przekór iż wcale nie jestem przestępcą. Mimo tych tłumaczeń
w dniu 24 listopada 2005 roku cała paczka została mi
zwrócona. Po jej zwróceniu okazało się że paczka
została jednak przez celników rozpakowana, zaś jej
zawartość zapewne dokładnie przeanalizowana. Czyli celnicy
sprawdzili co wysyłam i dokładnie wiedzieli że to co im
wyjaśniłem o przepakowaniu jest prawdą, że nie czynię
nic niemoralnego ani nikogo nie krzywdzę swoją
przesyłką, ani że to co wysyłam wcale nie jest antraksem,
materiałem wybuchowym, ani jakimś narkotykiem
(gdyby zresztą był to narkotyk, celnicy nie omieszkali
by mnie natychmiast postawić przed sądem).
Wiedzieli też że nie popełniłem żadnego przestępstwa,
zaś jedynym moim uchyleniem było że nie będąc
prawnikiem nie poznałem całego prawa
odnoszącego się do spraw celnych kraju w którym
mieszkam. Wiedzieli więc że tylko z powodu swojej
nieznajomości prawa (chociaż zgodnie z logiką i
zdrowym rozsądkiem) nie dopełniłem ich legalnego wymogu
aby owe tabletki "echinacea" wysyłać w oryginalnych
butelkach zamiast w plastykowym woreczku. Mimo to
ukarali mnie poprzez zwrócenie mi przesyłki za jaką
zapłaciłem aby dostarczona była do rodziny w Polsce
a nie do miejscowego urzędu celnego i z powrotem
do mnie. Czy owo ukaranie mnie "za niewiedzę"
jest "legalne", "moralne", oraz "fair"? Zgodnie z prawem
ludzkim zapewne jest ono "legalne". Wszakże nowozelandzki
urząd celny właśnie tak mnie ukarał - a jestem pewnien
że ma on na swoich usługach całą sforę zawodowych prawników i
nie uczyniłby tego gdyby nie było to "legalne". (Nie
jest to zresztą ani pierwszy, ani zapewne już ostatni,
raz kiedy prawa ludzkie karały lub ukarzą mnie za
fakt ich nieznajomości w całej ich rozciągłości.)
Jednak zgodnie z totalizmem takie działanie celników
wcale NIE jest ani "moralne" ani też "fair". Wszakże:
(1) przesyłka jaką wysyłałem nie krzywdziła nikogo,
(2) celnicy ją sprawdzili i z całą pewnością wiedzieli
że to co im wytłumaczyłem na temat przepakowania
"echinacea" jest prawdą, (3) jestem też gotów się
założyć, że przeanalizowali czy to co wysyłam zgadza
się z tym co napisałem na etykietce (wszakże zapewne
powodem dla jakiego otwarli moja paczkę było sprawdzenie
czy nie wysyłam jakichś narkotyków, antraksu, albo
materiału wybuchowego) - mogli więc bez trudu moje
niedopatrzenie naprawić poprzez albo usunięcie z
paczki (za moją zgodą - wszakże dyskutowali ze mną
przez telefon zawartość owej paczki) i zwrócenie mi tylko
tej jej części która budziła ich zastrzeżenia, albo też poprzez
nalepienie na owej przesyłce jakiejś swojej etykietki
stwierdzjącej coś w rodzaju "sprawdzona przez urząd celny
i nie zawiera niedozwolonych substancji", a ponadto (4)
za działalność owych celników ja już dawno zapłaciłem
swoimi podatkami które sumiennie uiszczam przez
wiele lat - nie było więc potrzeby aby mnie dodatkowo
obciążać np. poprzez nierespektowanie mojej opłaty
za dostarczenie przesyłki aż do Polski (wszakże ja
zapłaciłem 55 dolarów nowozelandzkich za dostarczenie
mojej przesyłki do Polski, a NIE za przewiezienie jej
z poczty do miejscowego urzędu celnego a potem
ponownie do poczty z której musiałem ją sobie sam
odebrać). Oczywiście, po odebraniu owej przesyłki,
w ramach swej walki o sprawiedliwość i fairness
napisałem podanie do urzędu pocztowego o zwrot
owych $55 które zapłaciłem za jej dostarczenie
do Polski. W dniu 10 grudnia 2005 otrzymałem
wiadomość że pieniądze te faktycznie będą mi
zwrócone. Czek na ich wartość otrzymałem 21
grudnia 2005 roku.
Kiedy ta pierwsza przesyłka wróciła do mnie, odżałowałem kolejnych
55 dolarów na drugą przesyłkę. Z drugiej przesyłce usunąłem
już owe pechowe tabletki echinacea które zgodnie z informacją
celników poprzednio spowodowały jej zwrot. Na wszelki
wypadek usunąłem też z niej wszystkie inne mniej istotne
rodzaje leków które poprzednio wysyłałem. W tej drugiej
przesyłce pozostawiłem więc jedynie jedną paczkę lekarstwa
przeciw-grypowego, które uważałem za najbardziej
skuteczne. Dnia 28 listopada 2005 roku wysłałem
ponownie do Polski drugą przesyłkę z tylko jedną
paczką owego najistotniejszego lekarstwa. Jednak
i tym razem druga przesyłka ponownie została zatrzymana
przez celników. W dniu 1 grudnia 2005 roku celnicy Ci
zadzwonili do mnie i zażądali abym wysłał im receptę
na owo lekarstwo. Odżałowałem więc dalsze $5.50 na
faks i wysłałem im receptę. Po jej wysłaniu nastała
niepokojąca i długa cisza. Z jej powodu zacząłem
się nawet zastanawiać czy nie popełniłem niechcący
jakiegoś przestępstwa dla którego państwo przegląda
właśnie prawa i przepisy aby znaleźć sposób jak
mnie ukarać. Dopiero 5 grudnia 2005 roku odkryłem,
że lekarstwo zostało w ko