(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
Mieszkańcy północnych kontynentów Ziemi często naśmiewają się z populacji tzw.
"Antypodów". A to że ludzie z Antypodów chodzą do góry nogami, a to że dźwigają
oni na swoich grzbietach całą resztę planety, itp. Jeśli jednak dobrze się zastanowić,
być może znajdzie się jakąś rację w tym sarkastycznym potraktowaniu Antypodan.
Być może okaże się że sam Bóg nigdy NIE chciał aby Antypody były zamieszkiwane
przez ludzi. Niniejsza strona rozważa tezę, że Bóg nigdy nie przeznaczył Antypodów
do trwałego zamieszkiwania przez ludzi, oraz że tych ludzi którzy zignorują intencje
Boga i zamieszkają w owych zakazanych ziemiach oczekuje brak przyszłości,
wyniszczenie, oraz zapomnienie przez resztę cywilizacji ludzkiej. Analiza owej
tezy dokonana jest tutaj głównie na przykładzie
Nowej Zelandii -
czyli obszaru który ja znam najlepiej. Jednak rozważania z tej strony odnoszą się
do wszystkich obszarów Antypodów, tj. do Australii z Tasmanią, do Nowej Zelandii,
oraz do Antarktydy.
Część #A:
Teza, cele, metody i okoliczności powstania niniejszej strony:
#A1.
Teza tej strony:
Motto:
"Pewności ani przekonania NIE można dać innym w prezencie. Można
za to wskazać innym miejsce w którym będą w stanie sobie je znaleźć."
Jeśli dokładniej przyglądnąć się procesom,
zjawiskom, oraz faktom zarysowującym się
na obszarach Ziemi określanych wspólnym
mianem "Antypody", wówczas daje się w nich
wyróżnić dosyć intrygujący trend. Wygląda to
tak, jakby życie ludzi na Antypodach opisywane
było przez zupełnie odmienne prawa natury niż
życie ludzi w północnych regionach Ziemi. Prawa
te na Antypodach zdają się bowiem być bardziej
nastawione na wyniszczanie, wymazywanie,
powstrzymywanie, itp. To z kolei inspiruje do
zadawania pytań w rodzaju "czy intencje Boga
w odniesieniu do Antypodów były takie same
jak Jego intencje w stosunku do północnych
regionów Ziemi?" Jeśli zaś Bóg miał tam inne
intencje, to jakie one były (i są)? Niniejsza strona
stara się więc przeegzaminować dokładniej
tą sprawę.
Najłatwiej dokonać przeegzaminowania intencji
Boga w odniesieniu do Antypodów, jeśli sformułuje
się tezę roboczą na ten temat, potem zaś na łamach
niniejszej strony przeanalizuje zasadność tej tezy
na bazie materiału dowodowego który ją podpiera.
Oto więc owa teza robocza. "Bóg nigdy nie
planował trwałego osadnictwa ludzi na Antypodach,
ponieważ warunki jakie zmuszony On był tam
stworzyć są wysoce wyniszczające, degenerujące
i eliminujące te czynniki które indukują postęp i
lepszą przyszłość u ludzi którzy mimo wszystko
odważyliby się tam zamieszkać."
Stawiając tutaj ową tezę niniejszej strony, zaś
w dalszej części strony prezentując materiał
dowodowy który podpiera prawdziwość tej tezy,
wcale NIE mam zamiaru nikogo tutaj przekonywać
że teza ta jest absolutną prawdą. Wszakże w tak
istotnych jak ona sprawach każdy musi sam
dokonać wyboru czy uważa ją za absolutną
prawdę, za odległe prawdopodobieństwo, czy
też za zupełną niemożliwość. Ja jedynie prezentuję
tutaj argumenty, zaś czytelnik musi sam zdecydować
co o nich sądzi.
Oczywiście gdyby teza ta uznana została przez
kogoś za poprawną, wówczas miałoby to określone
następstwa dla owej osoby. Przykładowo, na obszarach
które sam Bóg zdefiniował jako nieprzydatne do trwalego
zamieszkania przez ludzi, byłoby wysoce niebezpiecznie
osiedlać się na stale za młodu i przywiązywać przyszłość
swego potomstwa do owych obszarów. Jedyne bowiem
do czego obszary takie się nadają, to albo jednorazowe
odwiedziny turystyczne, albo też przeniesienie się tam
na ostatni etap swego życia (emeryturę) - kiedy to
i tak NIE ma się już żadnej przyszłości przed sobą
którą wrogie ludziom trendy i prawa owego obszaru
mogłyby zniszczyć.
#A2.
Najważniejszy materiał dowodowy potwierdzający prawdę tezy tej strony:
Jeśli dokładniej się rozglądnąć, w oczy rzuca
się całe zatrzęsienie materiału dowodowego
który konsystentnie zdaje się potwierdzać
prawdę tezy tej strony (tj. tezy że "warunki
które Bóg stworzył na Antypodach działają
wyniszczająco na długoterminowo mieszkających
tam ludzi"). Najłatwiej potwierdzającą moc owego
materiału dowodowego daje się odnotować
jeśli moce i sytuację które panują na Antypodach
porówna się z podobnymi mocami i sytuacjami
panującymi w północnych regionach Ziemi.
Wyliczmy więc tutaj chociaż najważniejsze
kategorie owego materiału dowodowego.
(1) Brak owoców jadalnych. W każdym obszarze
co do którego Bóg wiedział że nadaje się on do trwałego
zamieszkiwania przez ludzi, Bóg przygotował takie
środowisko naturalne, które sprzyjało tam długoterminowemu
osadnictwu ludzkiemu. Kluczowym elementem przygotowania
danego terenu do osadnictwa ludzkiego było porośnięcie
go roślinnością która dawała pożywne owoce. Stąd
najróżniejsze jadalne i smaczne owoce oraz jagody
daje się znaleźć nawet na Syberii czy na Alasce.
Z kolei na pustych i piaszczystych wyspach koralowych
na których NIE ma nwet źródeł pitnej wody, Bóg
pozasiewał dla ludzi "święte kokosy" - czyli najbardziej
użyteczne owoce świata opisywane dokładniej w punkcie #D1 strony
fruit_pl.htm - o tropikalnych owocach strefy Pacyfiku oraz o filozofii ich zjadania.
Tymczasem jeśli przyglądnąć się Antypodom,
faktycznie Bóg nie rozplenił tam żadnej roślinności
która dawałaby jakieś jadalne owoce. Przykładowo w
Nowej Zelandii
oryginalnie nie było NIE tylko jadalnych owoców,
ale praktycznie niczego co dałoby się zjeść. Jedyne
więc co pierwotni mieszkańcy Nowej Zelandii mogli
zjadać to robaki, małże, ryby morskie, ptaki morskie,
oraz oczywiście samych siebie (ludożerstwo). Nie było
tam nawet ryb całkowicie słodkowodnych, zaś po eksplozji
Tapanui z 1178 roku
wyniszczone tam nawet zostały jadalne ptaki "moa".
Wszystko więc co jadalnego obecnie istnieje w Nowej
Zelandii, przywiezione i rozplenione tam zostało przez
ludzi. I tak Maorysi przywieźli tam ziemniaki i kumara,
a także świnie, psy polarne, oraz szczury. Biali osadnicy
przywieźli tam pozostałe rośliny owocowe, wszystkie
pozostałe zwierzęta, a nawet ryby słodkowodne. Fakt
jednak że ludzie przywieźli tam w końcu owoce wcale
nie zmienia sytuacji że Bóg owoców tam nie przygotował
na przybycie ludzi. To zaś implikuje że Bóg wiedział iż
Antypody NIE nadają się na miejsce życia dla ludzi.
(2) Staranne omijanie Antypodów przez starożytnych
podróżników kierujących się ESP (np. "feng shui")
w swoich decyzjach. Antypody najwyraźniej
były starannie omijane przez tych starożytnych
podróżników którzy wykorzystywali ESP (np. używali
"feng shui") w swoim podejmowaniu decyzji.
Przykładowo, starożytni Chińczycy dokładnie
znali położenie Nowej Zelandii, powtarzalnie
wysyłali tam swoje flotylle eksploracyjne, jednak
ich znajomość "feng shui" oraz "chi" energii
najwyraźniej podpowiadała im aby NIE
utrzymywali z Nową Zelandią stałych kontaktów
handlowych, ani aby NIE zaczynali tam żadnego
osadnictwa. Jeszcze staranniej starożytni
Chińczycy omijali Australię.
(3) Dotychczasowe całkowite wyginięcie tylko w
Nowej Zelandii
aż kilku kolejnych cywilizacji. Jak to będzie
wyjaśnione w części #D tej strony, w Nowej
Zelandii tradycja mówiona Maorysów zawiera
informacje że do dzisiaj wyginęło tam już aż
kilka kolejnych cywilizacji. Niestety, australijscy
Aborygeni nie kultywują tego rodzaju tradycji.
Niemniej można szacować że w Australii
wyginęło co najmniej kilkaset kolejnych cywilizacji.
(4) Rola jakichś szkaradnych stworów o 3+1 palcach
w kolonizacji Nowej Zelandii przez Maorysów.
Jeśli dokładniej przeanalizować Maoryski folklor
mówiony, do skolonizowania Nowej Zelandii nakłoniły
Maorysów jakieś szkaradne stwory o 3+1 palczastych rękach
i nogach. Stwory te w żadnym wypadku NIE przypominają
swoim wyglądem ani "aniołów" przysłanych przez Boga,
ani też samego Boga. Nieco więcej informacji na
ich temat, oraz kilka ich dalszych zdjęć, pokazano
w części #G strony internetowej
sw_andrzej_bobola.htm - o kościele Świętego Andrzeja Boboli w Miliczu.
(5) Panowanie na Antypodach jakby odmiennych
modyfikacji praw fizycznych które powodują wyniszczanie
i zanik najróżniejszych istotnych jakości cywilizacyjnych
u zamieszkałych tam ludzi. Aczkolwiek nie
jest to możliwe do ilościowego uchwycenia, na
Antypodach niemal wszystko działa na nieco
odmiennych zasadach niż na reszcie naszej
planety. Niektóre z tych działań są dokładnie
odwrotne do działań obserwowanych na północnych
obszarach Ziemi. Kilka przykładów w tym względzie
przytoczyłem w części #F tej strony.
(6) Fascynacja siłą, ciałem i przemocą u ludzi
zamieszkujących Antypody. Owa fascynacja
moim zdaniem jest jedną z manifestacji działania
na Antypodach nieco odmiennej modyfikacji praw
natury niż na reszcie naszej planety.
(7) Zatrzaskiwanie rozwoju cywilizacyjnego.
Na Antypodach działają jakieś unikalne moce które
uniemożliwiają dokonywanie przez mieszkańców
owego regionu niezależnego od innych obszarów
rozwoju cywilizacyjnego. Stąd praktycznie cały
postęp i rozwój cywilizacyjny Antypodów wywodzi
się "z importu".
(8) Zanik "pędu do wiedzy". Zanik ten omówiono
w części #I niniejszej strony. Przykładem jednego
z objawów tego zaniku jest że w Nowej Zelandii nikt
miejscowy NIE bada tajemnic tego kraju ani nie bada
czegokolwiek innego na temat czego ujawnienie
prawdy mógłby się komuś narazić. Innym przykładem
jest tam obecna sytuacja w sprawach edukacji.
* * *
Oczywiście, w każdej z powyższych klas
dowodowych istnieje obszerny materiał
dowodowy który podpiera prawdę głównej
tezy tej strony. Dlatego każdą z tych klas
będę omawiał dokładniej w odrębnej części
tej strony która nastąpi dalej. I tak materiał
dowodowy do klasy (1) powyżej omówię
dokładniej w części #B tej strony, do klasy
(2) - w części #C, itd.
#A3.
Jak powstała niniejsza strona:
Niniejsza strona faktycznie jest produktem
tych samych niszczycielskich mocy działających
na Antypodach, których istnienie i działanie strona
ta stara się zdemaskować. Mianowicie, strona ta
faktycznie powstała ponieważ jestem bezrobotnym
(jednak nie otrzymuję zasiłku dla bezrobotnych).
Gdyby bowiem w Nowej Zelandii istniały warunki
które stwarzałyby zapotrzebowanie na moją
ekspertyzę i pracę, wówczas zajmowałbym się
rozwiązywaniem konkretnych problemów wynikających
z owej pracy. Skoro jednak NIE posiadam pracy,
moja uwaga zaczyna się kierować na bardziej
filozoficzne pytania w rodzaju "dlaczego tak jest",
"jakie są tego przyczyny", itd., itp. Na dodatek, brak
pracy powoduje także że NIE ryzykuję jej utraty
z powodu opublikowania wyników swych dociekań.
Wszakże gdybym pracował, wówczas mając na
uwadze raczej odmienną na Antypodach reakcję
na prawdę niż reakcje które prawda generuje w
północnych rejonach Ziemi, absolutnie bałbym
się opublikować cokolwiek na temat prawd które
staram się zgłębiać rozważaniami z niniejszej strony.
Do tezy i do materiału dowodowego które prezentuję
na niniejszej stronie wcale NIE dotarłem w wyniku
jakiegoś pojedynczego impulsu czy przypadku.
Faktycznie stanowią one produkt końcowy relatywnie
długiego łańcucha dociekań, opracowań, ustaleń,
przemyśleń, wniosków, itp. Wyliczmy więc teraz
podstawowe ogniwa owego łańcucha, ujawniając
skąd się wzięła teza i materiał dowodowy niniejszej
strony.
1.
Formalny dowód naukowy na istnienie Boga.
Dowód ten zainicjował wszelkie dociekania.
Wykazał on bowiem że wszystko co istnieje we
wszechświecie zostało stworzone przez Boga,
a także że absolutnie NIC się nie dzieje na Ziemi
ani w naszym życiu, bez wiedzy, bez zgody, oraz bez
nadzoru nadrzędnej istoty wszechświata przez ludzi nazywanej
Bogiem.
To zaś oznacza, że ów Bóg doskonale zna warunki
jakie stworzył na poszczególnych kontynentach i
ziemiach, a stąd wie gdzie warunki te są sprzyjające
osadnictwu ludzi, a gdzie warunki te działają
wyniszczająco na ludzi. Oczywiście, z powodów
opisanych na stronie
will_pl.htm,
Bóg dał nam tzw. "wolną wolę" w tym co zdecydujemy
się uczynić. Chociaż więc Bóg wie że każdy kto zwiąże
swoją przyszłość z Antypodami ulegnie w końcu
zagładzie, Bóg nie może "uszczęśliwiać ludzi na siłę"
i uniemożliwiać ludziom osiedlanie się na Antypodach -
jeśli ci uprą się aby wytrwać przy opcji własnej zagłady.
2. Przygotowanie Ziemi na przyjęcie człowieka.
Jak to zilustrowałem m.in. na stronie
fruit_pl.htm,
tam gdzie Bóg chciał widzieć osadnictwo ludzi,
odpowiednio przygotował On naturalne środowisko
zanim stworzył tam i osadził człowieka. Przykładowo
Bóg rozplenił tam jadalne owoce i stworzył warunki
dogodne dla rozwoju cywilizacyjnego ludzi.
3. "Zasada Dwubiegunowości". Zasada ta opisana
jest w podrozdziale I4.1.1 z tomu 5 monografii
[1/5].
Zgodnie z nią Bóg nigdy nie tworzy tylko jednego
bieguna dla czegokolwiek, a zawsze tworzy dwa
przeciwstawne bieguny. Jako przykłady rozważ
dwa bieguny pola magnetycznego i pola elektrycznego,
albo rozważ
dobro i zło.
Innymi słowy, aby zagwarantować warunki
sprzyjające rozwojowi cywlizacji ludzkiej, Bóg
musiał gdzieś stworzyć "pozytywny biegun
cywilizacyjny". Na biegunie tym Bóg tak musiał
podobierać działanie najróżniejszych praw, pól,
oraz warunków, aby osiadła tam cywilizacja
ludzka mogła się rozwijać fizycznie, duchowo,
technicznie i społecznie, dorabiać, żyć w
relatywnym dobrobycie, rosnąć, itd., itp.
Z kolei skoro Bóg stworzył już na półkuli
północnej Ziemi obszar który sprzyja owemu dobrobytowi
i rozwojowi cywilizacyjnemu ludzkości, z owej
"Zasady Dwubiegunowości" wynika że Bóg
zmuszony był również stworzyć dokładnie odwrotny
obszar na Ziemi w którym panują wrogie ludziom
warunki jakie spowodują że ludzie będą tam
zamęczani zaś ich rozwój cywilizacyjny będzie
tam blokowany. Ponieważ obszar sprzyjający
dobrobytowi, postępowi i rozwojowi cywilizacyjnemu
ludzkości rozmieszczony jest koncentrycznie
wokół miejsca w którym kiedyś zlokalizowana
była mityczna Atlantyda, wszystko wskazuje na
to że ów przeciwstawny obszar wrogi osadnictwu
ludzkiemu powinien być położony po przeciwnej
stronie Ziemi - czyli na Antypodach. Jedyne więc
co trzeba uczynić aby potwierdzić jego istnienie,
to sprawdzić czy faktycznie na Antypodach Bóg
stworzył wrogie ludziom warunki.
4. Zidentyfikowanie materiału dowodowego na wrogie
trwałemu osadnictwu ludzkiemu warunki Antypodów.
Od wielu już lat, bowiem praktycznie od 10 października
2003 roku, prowadzę totaliztyczną stronę internetową
newzealand_pl.htm - o tajemnicach i ciekawostkach Nowej Zelandii.
Na stronie owej systematycznie spisuję
i ilustruję zdjęciami wszystko to co
niezwykłego lub tajemniczego napotkałem
w trakcie moich dotychczasowych "hobbystycznych"
badań owego kraju.
Nic też dziwnego, że w miarę upływu lat
objętość tamtej strony stopniowo rosła.
Około czasu moich urodzin w maju 2008
roku, objętość ta przekroczyła 300 kB.
To zaś praktycznie oznaczało, że strony
owej NIE byłem już w stanie wystawić na
kilku darmowych serwerach z których usług
korzystałem. (Serwery te mają bowiem limit
objętości stron wynoszący właśnie 300 kB.)
Dlatego w lipcu 2008 roku postanowiłem
tamtą stronę
newzealand_pl.htm - o tajemnicach i ciekawostkach Nowej Zelandii
rozbić na dwie mniejsze strony. Pod jej
uprzednią nazwą pozostawiłem wszystko
co dotyczy natury Nowej Zelandii. Natomiast
do nowej (niniejszej) strony postanowiłem
przemieścić wszystko co dotyczy ludzi
zamieszkujących Nową Zelandię. W chwili
kiedy dokonywałem wyboru i przemieszczania
na niniejszą stronę materiału opisowego
dotyczącego ludzi zamieszkujących Nową
Zelandię, uderzyły mnie dziwne regularności.
Mianowicie wszystko co dotyczy natury
Nowej Zelandii może być przedmiotem dumy.
Jednak wszystkim co dotyczy ludzi zamieszkujących
Nową Zelandię nie tylko że trudno się chwalić,
ale czasami wręcz trzeba się za to rumienić.
Wygląda to tak jakby Bóg miał o coś wielki
żal do ludzi osiadłych w Nowej Zelandii. Owe
dziwne regularności zaczęły mi uświadamiać,
że warunki panujące w Nowej Zelandii
faktycznie są zgodne z tym czego należy
się spodziewać iż panowało to będzie na
owym "negatywnym biegunie" warunków
osadnictwa ludzkiego na Ziemi wynikającym
z "Zasady Dwubiegunowości". Co ciekawsze,
okazuje się że niesprzyjające ludziom warunki
które panują w Nowej Zelandii, panują również
na całej reszcie Antypodów - chociaż np. w
Australii powody dla których warunki te są niesprzyjające
czasami są całkowicie odmienne. Chociaż więc
owe ustalenia nie należą do optymistycznych,
a także chociaż wielokrotnie odnotowałem
jak mieszkańcy Antypodów reagują na wszystko
co nie reprezentuje prawienia im komplementów,
ciągle uważam że mam naukowy obowiązek
udostępnić te ustalenia tym co zechcą się
z nimi zapoznać. Reszta tej strony poświęcona
jest więc ich prezentacji.
Część #B:
Każdy kontynent i ląd przeznaczony do zasiedlenia przez ludzi
Bóg
odpowiednio przygotował - jednak Antypody NIE
zostały przygotowane do zasiedlenia przez ludzi:
#B1.
Brak roślin rodzących jadalne owoce:
Zgodnie z
Biblią (która wszakże została autoryzowana przez samego Boga),
jadalne owoce są jednym z podstawowych
darów które Bóg przygotował dla ludzi na
lądach na których rasa ludzka ma żyć,
rozmnażać się, rozwijać, zaś cywilizacja
ludzka ma tam kwitnąć. To dlatego jadalne
owoce i jagody oryginalnie istniały nawet
w tak zdawałoby się nieprzyjaznych dla ludzi
miejscach jak Syberia czy Alaska. Jednym
z bardziej wymownych przykładów, jak umiejętnie
Bóg
potrafił zadbać o dobro ludzi w miejscach w
których życzy sobie widzieć ludzkie osadnictwo,
jest użyteczność świętego orzecha kokosowego
opisywanego w punkcie #D1 ze strony internetowej
fruit_pl.htm - o tropikalnych owocach strefy Pacyfiku oraz o filozofii ich zjadania.
Orzech ten rośnie na piaszczystych wyspach koralowych
otoczonych wyłącznie niezdatnymi do picia, zasolonymi
wodami oceanicznymi, na których brak nawet źródeł
wody pitnej. Zaspokaja on tam praktycznie wszystkie
potrzeby miejscowej ludności, dostarczając im nawet
wody do picia. Tymczasem omawiane tutaj Antypody
oryginalnie NIE otrzymały od Boga żadnych
jadalnych owoców. Faktycznie przed
przybyciem do Antypodów pierwszych Europejskich
osadników NIE było w Nowej Zelandii nawet
najmizerniejszego jadalnego owocu. Nawet
najmizerniejszego jadalnego owocu NIE było
też oryginalnie w całych Antypodach, a więc
ani w Australii, ani w Nowej Zelandii, ani w
Tasmani, ani oczywiście na Antarktydzie.
Praktycznie oryginalnie NIE było tam niemal
nic do jedzenia.
#B2.
Oryginalna dostępność na Antypodach tylko rodzajów żywności które uważane są jako "ostatni ratunek" (korzenie, skorupiaki, owady, itp.):
Jeśli przeanalizować co poprzednie cywilizacje
osiadłe w Nowej Zelandii miały tam dostępnego
do jedzenia, okazuje się że tylko to co dzisiejsi
ludzie uważają za tzw. pożywienie "ostatniego
ratunku". Przykładowo, jeśli ktoś zaginie w dziczy
i nie ma już nic do jedzenia, wówczas znawcy
przedmiotu radzą aby zjadać owo pożywienie
"ostatniego ratunku". Należą do niego glizdy,
robaki (np. przysmak Maorysów, czyli duże jak palce
pędraki huhu - tj. "huhu grubs"),
korzenie, jaszczurki, skorupiaki, ptaki morskie,
itp. Faktycznie też jeśli się przeanalizuje co
zmuszone były zjadać poprzednie cywilizacje
osiadłe w Nowej Zelandii czy w Australii, wówczas
okazuje się że były to właśnie takie rodzaje
pożywienia "ostatniego ratunku". Nic dziwnego
że wszystkie owe poprzednie cywilizacje do
dzisiaj już poupadały lub pozanikały.
#B3.
Niezbędność uciekania się do ludożerstwa:
Z powodów politycznych upowszechniane
jest wysoce dyplomatyczne wytłumaczenie
dla kabalizmu (ludożerstwa) np. nowozelandzkich
Maorysów. Mianowicie, stwierdza ono że Maorysi
zjadali innych aby posiąść ich "mana". (Słowo "mana"
w języku maoryskim oznacza rodzaj "energii
pierwotnej", czyli jakby szacunku i poważania,
które gromadzi dana osoba w trakcie swojego
życia. Wielu badaczy uważa że słowo to jest
pokrewne do bibilijnej "manna" - czyli do czegoś
co ludzie otrzymują od Boga.)
Faktycznie jednak wszystko wskazuje na to, że
Maorysi uprawiali ludożerstwo wobec swoich
niewolników z powodu wygody tej formy rezerwy żywnościowej.
Kiedy bowiem jedzenie było dostępne, owi niewolnicy
byli przydatni jako siła robocza (oraz do innych celów).
Kiedy zaś brak było żywności, to było łatwo ich
znaleźć i zjeść. Ciekawe poglądy na temat powodów
ludożerstwa Maorysów wyraża artykuł "Canibalism
had little to do with consuming enemies' mana, says
historian" (tj. "Ludożerstwo nie miało wiele wspólnego
ze zjadaniem mana wrogów, stwierdza historyk"), ze
strony A6 nowozelandzkiej gazety
"Weekend Herald",
wydanie datowane w sobotę (Saturday),
July 12, 2008.
W przeciwieństwie do Europy, gdzie badacze
mają prawo zgłębiać i dyskutować wszelkie fakty,
w Nowej Zelandii sprawę byłego ludożerstwa
Maorysów wstydliwie się ukrywa. Mnie osobiście
zaszokowały niektóre fragmenty programu telewizyjnego
"60 minutes" nadawanego w poniedziałek dnia
6 października 2008 roku, o godzinie 19:30 do
20:30 na kanale 3 telewizji nowozelandzkiej. W
programie tym dyskutowano właśnie niektóre
tezy ludożerswa Maorysów zaprezentowane w
książce "This Horrid Practice" (tj. "Ta Straszna
Praktyka") pióra Paul'a Moon, Profesora Historii
na AUT - Auckland University of Technology. W
owym bowiem programie zawarte zostały wypowiedzi
kilku indywidułów które niewybrednie atakowały
profesora tylko dlatego że ośmielił się poruszyć
ten temat. Podobnie niewybredne ataki na owego
professora opisane zostały w artykule "So little
time, so many questions unanswered" (tj. "Tak
mało czasu, a tyle pytań bez odpowiedzi") ze
strony B7 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie ze środy (Wednesday), October 8, 2008.
Jeszcze inny artykuł "Story upsets Maori" (tj. "Relacja
obraziła Maorysów") ze strony A3 tej samej gazety
The Dominion Post,
wydanie ze środy (Wednesday), October 8, 2008,
jednoznacznie informowała że Maorysi reagują
wrogo i z furią wobec każdego kto raportuje prawdę
na temat ich byłego ludożerstwa.
#B3.1.
Zabawna i ciekawa historia miasteczka Riverton z południowego końca Nowej Zelandii:
Z ludożerstwem Maorysów związana jest
dosyć zabawna i ciekawa historia małego
miasteczka Riverton położonego na południowym
końcu Nowej Zelandii. Warto aby czytelnik
zapoznał się z ową historią, bowiem jest ona
rodzajem unikatu na skalę światową. Tylko
na Antypodach takie zdarzenia mogły mieć
miejsce.
Ja poznałem historię miasteczka Riverton z
jakiegoś starego informatora którego tytułu
ani danych już nie pamiętam (pamiętam jednak
w której bibliotece kiedyś był on dostępny).
Powtórzę więc tutaj swoimi słowami to co
nadal pamiętam z tamtych opisów.
W okolicach obecnego Riverton zamieszkiwał kiedyś
szczep Maoryski. Typowo dla ówczesnych Maorysów
uprawiał on ludożerstwo. Kiedy więc dotarł do nich pierwszy
zadedykowany misjonarz europejski który zamierzał
przekonać ich do chrześcijaństwa, owi Maorysi po
prostu wsadzili go do dużego garnka, ugotowali i
zjedli. Widać jednak NIE był on dokładnie ugotowanym,
bowiem po jego zjedzeniu cały szczep dostał paskudnej
biegunki. Kiedy więc okoliczny busz stał się zbyt
śliski aby do niego nadal wybiegać, Maorysi ci wysłali
delegację do miejscowego szamana aby ten im
poradził co mają czynić aby się wyleczyć z owej
biegunki. Szaman najwyraźniej sympatyzował z
owym europejskim misjonarzem, wszakże w pewnym
sensie misjonarz ten był jego "kolegą po fachu".
Poinformował więc swoich współplemieńców że
biegunka owa jest karą od bogów za zjedzenie
religijnego mężczyzny. Wtedy wódz szczepu
zadeklarował, że jeśli bogowie uzdrowią ich
szczep z tamtej paskudej biegunki, wówczas
z wdzięczności pierwszemu następnemu
Europejczykowi jaki do nich zawita wódz ów
odda swoją córkę za żonę, oraz podaruje dużą
połać ziemi dla osiedlenia się. Tak się też stało.
Tyle tylko że następnym Europejczykiem który
do nich zawitał był australijski korsarz. Wódz
jednak dał mu swoją córkę za żonę - tak jak
wcześniej obiecał. Dał też mu dużą połać ziemi
do osiedlenia się. Korsarz ten osiedlił się na
owej ziemi oraz założył tam osadę (zapewne
dla innych swoich kamratów). Tak z czasem
powstało miasteczko Riverton zamieszkiwane
obecnie przez ich dalekich potomków.
Miasteczko Riverton leży zaledwie jakieś 30 km
na północ od Invercargill. Będąc w tamtych okolicach
warto do niego wpaść na krótką wizytę, NIE ma
bowiem drugiego takiego miasteczka na całym
świecie.
#B4.
Ptak morski zwany "mutton bird" - czyli do dzisiaj przetrwały przeżytek dawnego okresu braku żywności i konieczności zjadania nawet ptaków morskich:
Praktycznie niemal nigdzie na świecie NIE
zjada się ptaków morskich. Jednak ptaki morskie
zjadane są w Nowej Zelandii. Ich zjadanie
jest bowiem przetrwałym do dzisiaj przeżytkiem
z czasów kiedy NIE było tam niemal nic innego
do jedzenia. Osobiście rekomendowałbym tym
przybywającym do Nowej Zelandii spróbowanie
jednego takiego ptaka - nazywanego "mutton bird".
Nazwa "mutton bird" jest przyporządkowana
do niewielkiego ptaka morskiego o wielkości
średniego kurczaka. Jego niezwykłością jest smak
jakby ryby, połączony z potężnym smrodem
jaki od niego bije. Faktycznie uważa się, że jest
on najsilniej śmierdzącym ptakiem świata jaki
mimo wszystko jest zjadany przez ludzi. Z powodu
owego potężnego smrodu, kiedy przez własną niewiedzę
pierwszego takiego ptaka zabrałem do zjedzenia
we własnym mieszkaniu, mieszkanie to tak nasiąkło
jego smrodem, że potem aż przez kilka następnych
miesięcy miałem trudności z wejściem do mieszkania.
Dlatego ptaka tego należy kupować już ugotowanego i podgrzanego
na kuchence mikrofalowej, gotowego do zjedzenia
z gorącymi "frytkami". Jeść też go trzeba na wolnym
powietrzu, najlepiej na ławce w parku. Ptaka tego
w stanie gotowym do zjedzenia (tj. gorącego i z
frytkami) można nabyć tylko w jednym miejscu
w całej Nowej Zelandii. Miejscem tym jest sklep
rybny w mieście Invercargill. (Sprzedają go też
w kilku innych miastach Nowej Zelandii, jednak
jest on tam sprzedawany w stanie surowym, zaś
z powodu jego smrodu NIE daje się go ugotować
w mieszkaniu.) Jeśli więc ktoś przejeżdża
przez Invercargill, zjedzenie jednego takiego ptaka
powinno być wpisane do planu podróży. Przeżycie
jest bowiem NIE do zapomnienia. Ja śmiem
twierdzić, że ów "mutton bird" jest prawdopodobnie
najtrudniejszym do zapomnienia dzikim ptakiem
świata. W żadnym też innym miejscu świata
NIE daje się już doświadczyć tak silnie śmierdzącego
(chociaż zjadanego przez ludzi) ptaka jak ów "mutton bird".
W tym miejscu warto dodać, że jedynym innym
równie okropnie śmierdzącym smakołykiem jak
"mutton bird", jest owoc zwany durian.
W stanie świeżym (tj. wprost z drzewa) "durian" daje
się spróbować jedynie w Malezji. Oficjalnie jest on
uważany za najsmaczniejszy owoc świata. Jego
opis zawarty jest w punkcie #D4 na totaliztycznej stronie
fruit_pl.htm - o tropikalnych owocach ze strefy Pacyfiku oraz o filozofii ich zjadania.
Część #C:
Gdyby Antypody wybrane były przez Boga do zasiedlenia,
od tysiącleci przyciągałyby one do siebie podróżnych -
tymczasem dawni podróżni zdecydowanie omijali te
obszary z daleka:
#C1.
Wyłącznie badawcze i zwiedzające przybywanie starożytnych Chińczyków do Nowej Zelandii:
Starożytni Chińczycy byli jedyną cywilizacją
starożytności, której wyprawy eksplacyjne
posprawdzały praktycznie cały świat. W
owych eksploracjach wydatnie pomagało
im posiadanie kompasu którego wiele innych
cywlizacji NIE dorobiło się nawet przez
tysiące następnych lat. Doskonała znajomość
geografii i praktycznie całej kuli ziemskiej
przez starożytnych Chińczyków, a także
podróże ich flotylli eksploracyjnych i wypraw
kupieckich do praktycznie wszystkich
zakątków świata, podkreślone było nawet
we wspaniałej animacji zaprezentowanej
podczas ceremonii otwarcia 29-tej Olimpiady
w Beijing o godzinie 8:08 w dniu 8 sierpnia
2008 roku. W owej olimpijskiej animacji
specyficznie referowano do wypraw dokonywanych
przez niejakiego Zheng He - czyli chińskiego
admirała-eunucha z okresu Dynastii Ming,
który eksplorował wybrzeża Afryki. Jednak
starożytni eksploratorzy z Chin wiedzieli
również dokładnie o istnieniu i o położeniu
Nowej Zelandii. Ich flotylle badawcze i
zwiedzające aż kilka razy w starożytności
odwiedzały Nową Zelandię. Istnieje cały szereg
dowodów owych odwiedzin. Przykładowo
kiedyś odkryto w Nowej Zelandii prastary
dzwon typu używanego na statkach
Chińskich. Z kolei w kronikach chińskich
znaleziono opisy potężnej wulkanicznej
eksplozji która uformowała jezioro Taupo.
Na przekór jednak owych relatywnie częstych
odwiedzin, starożytni Chińczycy nigdy nie
usiłowali nawet założyć swojej kolonii w
Nowej Zelandii. Najwyraźniej ich znajomość
energii "chi" oraz znajomość "feng shui"
ostrzegała ich że Nowa Zelandia wcale
NIE jest miejscem w którym osiedleńców
czekałaby świetlista, czy choćby tylko
pozytywna, przyszłość.
Sprawa odwiedzin Chińczyków w Nowej Zelandii
omawiana jest także w punkcie #B1 strony
fruit_pl.htm - o tropikalnych owocach ze strefy Pacyfiku oraz o filozofii ich zjadania.
Jest powszechnie znanym w świecie faktem,
że Chińczycy - szczególnie w starożytności, we
wszystkim co czynili konsultowali swoje zamiary
z rodzajem wiedzy tajemnej którą obecnie znamy
pod nazwami "feng shui", "chi", itp. Wiedza ta
jest pokrewna do wielu dzisiejszych form ESP -
chociaż jest bardziej od ESP obiektywna i nastawiona
na odczytywanie fizykalnych znaków. Jedną z
powszechniej znanych manifestacji konsultowania
przez Chińczyków wszystkich decyzji ze wskazaniami
owej tajemnej wiedzy, jest np. wybór daty i godziny
oficjalnego otwarcia 29-tej Olimpiady w Beijing
w dniu 8/8/8 (tj. 8 sierpnia 2008 roku) o godzinie
8:08 wieczorem. Zgodnie bowiem z ową wiedzą
tajemną, cyfra 8 oznacza "powodzenie", "zasobność",
"sukces", itp. - tak jak to opisano w punkcie #C1.1
poniżej. Informacja którą chcę więc tutaj przekazać
i podeprzeć dowodami jest taka, że jeśli coś jest
wysoce wrogie ludziom - tak jak Antypody, wówczas
istnieją konkretne oznaki owej wrogości. Z kolei
istnienie owych oznaków daje się odczytać z
użyciem najróżniejszych dyscyplin wiedzy - w
rodzaju owej wiedzy "feng shui" używanej przez
Chińczyków, czy naukowo identyfikowalnych
ostrzeżeń opisywanych na niniejszej stronie.
Pamiętajmy też, że starożytni Chińczycy
zawsze odczytywali owe oznaki zanim podejmowali
jakąkolwiek istotną decyzję życiową. (Niestety, w
obecnej generacji Chińczyków ta długa tradycja
pomału zanika.) Fakt więc że
starożytni Chińczycy wielokrotnie docierali do Nowej
Zelandii, jednak nigdy tam nie założyli swojej kolonii -
tak jak to czynili w wielu innych obszarach i krajach,
np. w Malezji czy na Borneo, posiada bardzo istotne
znaczenie. Praktycznie fakt ten oznacza bowiem, że
starożytni Chińczycy wiedzieli o wysoce wrogiej
ludziom naturze i środowisku Antypodów.
W tym miejscu warto też dodać, że np. do Australii
czy do Antarktydy starożytni Chińczycy zapewne nawet
nie usiłowali dotrzeć. Najwyraźniej przesłanki wynikające
z ich znajomości "feng shui", a także ich wiedza,
intuicja i przezorność im podpowiadały, że NIE
ma tam potrzeby przybywać, bowiem NIE znajduje
się tam nic wartego eksplorowania, zaś natura jest
tam wyjątkowo wrogo i niszczycielsko nastawiona
do ludzi.
Powyższe powinienem uzupełnić spostrzeżeniem
które często było mi powtarzane przez sporo osób.
Mianowicie wielu ludzi przybywających po raz
pierwszy do Nowej Zelandii twierdzi, że od lądu
owego kraju bije do nich dziwna "wrogość", "chłód",
czy "poczucie zagrożenia" - które wyraźnie odczuwali
oni swoimi zmysłami. Po jakimś jednak czasie
owo dziwne odczucie u nich zanikało. Podobny chłód
czy poczucie zagrożenia odczuwają oni jedynie w obliczu
śmierci - np. w pobliżu nieboszczyka. Po przybyciu
do Australii też odczuwali oni bardzo podobny jakby
chłód - chociaż ma on tam nieco odmienny odcień.
Czyżby więc antyludzkie działanie Antypodów było
przez niektórych ludzi odbierane wręcz fizycznie?
#C1.1.
Stosunek Chińczyków do liczby 8 - jako przykład ich codziennego
konsultowania wszelkich spraw ze wskazaniami wiedzy "feng shui":
Liczby rządzą naszym życiem od chwili
urodzenia aż do śmierci. Wszystko jest
nimi opisane, zaczynając od dat naszego
urodzenia, a skończywszy na rachunkach
za nasze pogrzeby. Ponieważ NIE wszystko
w naszym życiu dzieje się jednakowo
pomyślnie, wielu ludzi zgromadziło
empiryczne obserwacje które sugerują
że wyniki przebiegu każdej sprawy zależą
m.in. od rodzaju "energii" zawartej w liczbach
które sprawę tą opisują. Zgodnie bowiem
z ustaleniami owych ludzi, niektóre liczby,
takie jak 8, przynoszą budującą energię
która wspiera korzystność wszystkiego
co opisane tą liczbą. Istnieją też liczby
o wyniszczającej energii, takie jak np.
4, która psuje następstwa wszystkiego
co liczby te opisują.
Spora proporcja Chińczyków za liczbę o najbardziej
szczęśliwej, korzystnej i budującej energii uważa
cyfrę i liczbę 8. Oczywiście, mają oni ku temu
aż wiele powodów. Przykładowo, dźwięk owej
liczby 8 w języku mandaryńskim brzmi "ba" -
co znaczy "zamożność". Liczba 8 ma także
doskonale symetryczny kształt i to w aż
dwóch osiach symetrii. Ma ona też doskonały
balans - który wynika z owej symetrii, a
który w chińskiej astrologii jest poszukiwanym
ideałem. Jest ona konsystentna - tj. nie zmienia
ona swojej wartości kiedy ją się odwróci do
góry nogami (tak jak to czyni np. "diabelska"
cyfra 6). Odbita w lustrze też czyta się jako 8.
Położona na boku stanowi symbol nieskończoności.
Kiedy się ją pisze, pióro się zatrzyma w chwili
gdy ma rysować linię w górę - podczas gdy
wszystkie inne liczby od 1 do 9 podczas pisania
zatrzymują pióro na drodze w dół (co symbolizuje
jej potencjał do wzrostu). Jej pisanie zawsze
kończy tam gdzie się zaczęło. Liczba 8 jest
podzielna przez 2. Liczba 8 ma wiodącą rolę
w binarnym systemie i w komputeryzacji.
Liczba 8 formuje doskonały sześcian o boku 2.
Przynależy ona też do matematycznej serii
Fibonacci (1, 2, 3, 5, 8, 13, 21, itp.). W naturze
pojawia się ona w formie wzorów wzrostu
w wielu roślinach i zwierzętach. Przykładowo,
wiele stworzeń wodnych ma 8 symetrycznych
części. Ludzkie ciało ma 206 kości (2+0+6=8).
W 2006 roku (2+0+0+6=8) po wielu latach konfuzji,
międzynarodowe ciało "International Astronomical
Union" zaraportowało że istnieje tylko 8 planet
w systemie słonecznym (Mercury, Venus, Earth,
Mars, Jupiter, Saturn, Uranus, Neptune).
Znanych jest 8 głównych kierunków świata. Liczba
liter w alfabecie rzymskim 26 dodaje się 2+6=8.
Itd., itp. Na przekór więc że racjonalnie daje
się podważać niemal każde uzasadnienie
szczególnego znaczenia liczby 8, do ludzi
głęboko wierzących w szcześliwość i niezwykłość
tej liczby, faktycznie przynosi ona szczęście
i zamożność. A pamiętać trzeba że liczba ta
jest tylko jednym z licznych fizykalnych wskaźników
pomyślności które konsultowane w danej konfiguracji
dają znawcom "feng shui" raczej definitywne
odpowiedzi o perspektywach na przyszłość
praktycznie każdej sprawy. Tyle że w nowoczesnym
świecie coraz bardziej zabiegani i sceptyczni ludzie
przestali zważać na owe nadprzyrodzone wskazówki.
Część #D:
Gdyby Antypody wybrane były przez Boga do zasiedlenia,
ich rodzime rasy i narody kwitnęłyby - tymczasem te
cywilizacje które nierozważnie tam osiadły relatywnie
szybko tam poupadały:
#D1.
Zdefiniujmy jakie są oznaki upadku cywilizacji aby uniknąć jałowych deliberacji czy w Nowej Zelandii faktycznie upadło już aż kilka kolejnych cywilizacji:
Pisana historia Nowej Zelandii faktycznie
nadal jest w "stanie płynnym" - i to na przekór
że minęło już około 200 lat od czasu kiedy
do owego kraju przybyli pierwsi europejscy
osadnicy i zaczęli historię ową spisywać.
Ta "płynność" historii też wynika z owego
negatywnego bieguna cywlizacyjnego który
panuje na Antypodach. Biegun ten powoduje
bowiem m.in. że każdy fakt jest tam przez
kogos podważany lub zaprzeczany, bez
względu na to jak bardzo nie byłby prawdziwy.
Praktycznie to też oznacza, że w Nowej Zelandii
każdy historyczny fakt komuś z jakiegoś powodu
jest NIE na rękę i też będzie przez kogoś podważany.
W rezultacie wielu rodzimych badaczy Nowej
Zelandii nawet się próbuje "się wychylić" i
opublikować jakąkolwiek prawdę historyczą o
którą ktoś potem by poczuł się urażony. To
z kolei jest źródłem dzisiejszego stanu historii
Nowej Zelandii, kiedy praktycznie NIC nie jest
wiadomo z całą pewnością, zaś cała historia
jest nadal w stanie "płynnym".
Oczywiście prawdy tezy jak ta z niniejszej strony
NIE da się udowodnić jeśli nie uzna się konkretnych
faktów historycznych za rzeczywiste i za zaistniałe.
To dlatego aby udowodnić że w Nowej Zelandii
upadło aż kilka kolejnych cywilizacji, najpierw
musimy sobie zdefiniować co cechuje "upadek
cywilizacji". Upadek ten zdefiniujemy poprzez
rozpatrzenie cech cywilizacji o których z całą
pewnością nam wiadomo, że faktycznie one
upadły - przykładowo cywilizacji Imperium
Rzymskiego po jego zniszczeniu przez Hunów,
czy cywilizacji Inka z Ameryki po jej podbiciu
przez Hiszpanów. I tak na bazie owych cywilizacji
o których z całą pewnością wiemy że one już
faktycznie upadły, za oznaki
braku upadku NIE wolno nam traktować
jeśli np. (a) przetrwa język danej cywilizacji.
Wszakże np. język łaciński był nadal używany
jeszcze na długo po upadku Imperium Rzymskiego.
(Faktycznie to ja łaciny uczyłem się w szkole
średniej, chociaż wcale NIE jestem obywatelem
Imperium Rzymskiego. Ponadto jako chłopiec
uczestniczyłem w nabożeństwach katolickich
po łacinie - chociaż żyłem wówczas w Polsce.)
Także język używany przez imperium Inków też
jest częściowo używany aż do dzisiaj. Oznaką
braku upadku wcale też NIE jest (b) trwanie
przy życiu niektórych potomków upadłej cywlizacji.
Przykładowo, do dzisiaj żyją dalecy potomkowie
zarówno Rzymian jak i Inków. Z powyższego
widać że dowodem
upadku danej cywilizacji są następujące
cechy jeśli pojawią się one jednocześnie.
(1) Nowa kultura, religia, zasady życia
społecznego, itp., które byli uczestnicy danej
cywilizacji zmuszeni są adoptować w swoim
poupadkowym życiu. Przykładem
może być tutaj zmuszenie Maorysów
do adoptowania praw, religii, broni,
zasad walki, itp., europejskich osadników.
Oraz jednocześnie (2a) wprowadzenie zupełnie nowej
sporej wymiarowo puli genów do genetyki którą
uprzednio cechowała się społeczność danej cywilizacji,
albo też (2b) niemal całkowite wyniszczenie
ludzi którzy byli nosicielami genów danej cywilizacji.
Przykładem wyniszczającej daną cywilizację zmiany
genetyki może być zalanie Imperium Rzymskiego
przez Hunów (tj. przodków dzisiejszych
Hungarians - Węgrów) i zmieszanie genów
owych Hunów z genami Rzymian. Z kolei
przykładem wyniszczenia nosicieli genów danej
cywilizacji mogą być losy tzw. "Moa Hunters" z
Nowej Zelandii.
Jak też wykazane to zostanie w następnym punkcie
#D2 tej strony, w historii Nowej Zelandii już wielokrotnie
pojawiły się okoliczności kiedy powyższe cechy "upadku
cywilizacji" charakteryzowały raptowne zmiany jakie
tam nastąpiły. Na przekór więc że wielu ludzi być
może zechce prowadzić jałowe i czysto hipotetyczne
debaty np. na temat "czy cywilizacja Maorysów faktycznie
upadła czy też istnieje aż do dzisiaj", powyższe cechy
charakteryzujące upadki cywlizacji rozstrzygają tą sprawę
jednoznacznie. Po ich uwzględnieniu jest jasnym że
w Nowej Zelandii upadło już dotychczas aż kilka kolejnych
cywilizacji - tak jak to wyszczególniono w punkcie #D2 poniżej.
#D2.
W Nowej Zelandii upadło już aż kilka kolejnych cywilizacji:
Oto wykaz i historia kolejnych cywilizacji z
Nowej Zelandii które dotychczas najpierw
skolonizowały ów obszar Antypodów, potem
zaś upadły:
1. Upadek prastarej cywilizacji która znała nie tylko
ceramikę, ale umiała nawet rzeźbić w kamieniu.
Nieoficjalnie wiadomo, że owa prastara cywilizacja
upadła już kilka tysięcy lat temu. Praktycznie nic
obecnie nie próbuje się już ustalić na jej temat -
wszakże wiedza o jej istnieniu mogłaby komuś
się niepodobać.
2. Upadek cywilizacji "Moa Hunters". Oficjalnie
za najbardziej pierwotnych mieszkańców Nowej Zelandii
uważa się rodzaj ludzi bardzo podobnych do Australijskich
Aborygenów. Byli oni zwani "Moa Hunters", ponieważ
żywili się głównie licznymi w ich czasach gigantycznymi
ptakami Moa. Zamieszkiwali oni Nową Zelandię
od bliżej niezdefiniowanego czasu, być może
nawet od jakichś 12 500 lat (to jest jednak tylko
moja próba zgadnięcia czasów ich przybycia
do Nowej Zelandii - bazująca na alternatywnej
historii tego kraju opisanej w punkcie #F4 poniżej).
Znali oni wprawdzie ogień, jednak nie znali
ani ceramiki, ani obróbki kamienia, ani narzędzi.
Moa Hunters mieli bardzo smakowite mięso.
Po przybyciu więc do Nowej Zelandii innej
wojowniczej rasy kanibalów zwanych "Maorysi",
owi "Moa Hunters" zostali po prostu zjedzeni. Jeden
z zaprzyjaźnionych ze mną Maorysów powiedział
mi kiedyś w zaufaniu, że byli oni bardzo "lubiani"
przez Maorysów ponieważ ich mięso miało przyjemny
słonawy smak i było znacznie smaczniejsze od mięsa
Maorysów. (Z czasów kiedy zagładzani na śmierć
więźniowie Hitlerowskich Obozów Koncentracyjnych
czasami uciekali się do skrytego przeżuwania
swoich wcześniej już zmarłych współwięźniów,
przetrwały rumory że ciało ludzkie ma bardzo
nieprzyjemnie "słodki" i raczej trudny do przełknięcia
smak.)
3. Upadek pierwszej cywilizacji kanibalistycznych
Maorysów. Około roku 900 AD, tj. mniej więcej
w czasach tzw. "Chrztu Polski", do Nowej Zelandii
dotarli kanibalistyczni (ludożerczy) Maorysi. Najpierw
zjedli oni owych "Moa Hunters". Potem zaś zjadali
siebie nawzajem. Owi pierwsi osadnicy maoryscy
żyli w Nowej Zelandii aż do roku 1178 A.D. - kiedy
to zmiotła ich z powierzchni Ziemi potężna eksplozja
koło Tapanui.
4. Eksplozja statku kosmicznego koło Tapanui w
1178 roku, która zatarła w Nowej Zelandii wszelkie ślady wcześniejszych
osiedli ludzkich. W 1178 roku AD w Nowej Zelandii
miała miejsce katastroficzna ekpslozja o globalnych
konsekwencjach. Jej dokładniejszy opis zawarty jest
na odrębnej stronie internetowej
tapanui_pl.htm - o eksplozji wehikułu UFO koło Tapanui, Nowa Zelandia, 1178 AD.
Zniszczenie spowodowane ową eksplozją było
niewyobrażalnie duże. Faktycznie też uśmierciła
ona niemal wszystkich Maorysów którzy uprzednio
zamieszkiwali Nową Zelandię. Całkowicie wymazała
ona też z powierzchni ziemi wszelkie ślady osadnictwa
poprzedzającego ową eksplozję. Dlatego ślady osad
moryskich które obecnie są znajdowane i badane
przez miejscowych naukowców, wszystkie datują
się już z czasów po owej eksplozji Tapanui. To zaś
jest jedną z przyczyn owej "płynności" historii Nowej
Zelandii. Mianowicie, ponieważ naukowcy owego
kraju NIE uznają istnienia eksplozji Tapanui, ich
werdykty stwierdzają że NIE istniało osadnictwo
poprzedzające ową eksplozję. Doskonałym przykładem
oficjalnych badań które zostały tak właśnie wypaczone
następstwami eksplozji Tapanui, są te opisane w artykule
"Rat bones reduce colonisation time" (tj. "kości szczurów
zmniejszają czas kolonizacji") ze strony A2 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie ze środy (Wednesday), June 4, 2008. W
artykule tym jakiś naukowiec stwierdza, że najstarsze
kości szczurów znajdowane w obecnie znanych byłych
osiedlach Maorysów, dają datowanie około 1280 roku.
Naukowiec ten jednak przeacza, że obecnie NIE jest
wiadomym gdzie dokładnie były zlokalizowane osiedla
Maorysów przed 1178 rokiem (tj. przed datą eksplozji
Tapanui). Stąd kości szczurów z tamtych starszych
osiedli NIE mogą być narazie ani znalezione ani datowane.
5. Upadek lub zanik cywilizacji z drugiej fali emigracyjnej Maorysów.
Po eksplozji Tapanui do Nowej Zelandii zaczęła docierać
druga fala Maoryskich emigrantów. Z powodu chronicznego
deficytu żywności oni również zmuszeni byli do uciekania
się do kanibalizmu (ludożerstwa). Znaczy, przy braku
czegokolwiek innego do jedzenia, zjadali oni
siebie nawzajem. Aby zaś mieć więcej niewolników
do zjadania, bez przerwy prowadzili nawzajem ze
sobą najróżniejsze wojny. W rezultacie, z upływem
czasu ich kultura nabrała cech "zawodowych wojowników".
(Owe wojownicze cechy maoryskiej kultury przetrwały
zresztą w Nowozelandczykach aż do dzisiaj.)
W stanie też nieustannych wojen,
praktykowania niewolnictwa, oraz kanibalizmu,
owa druga fala osadników maoryskich żyła w Nowej
Zelandii aż do roku lat około 1800-nych - kiedy to
Nowa Zelandia stała się celem masowej europejskiej
kolonizacji. Jednak owa druga cywilizacja Maorysów upadła
lub zaniknęła właśnie w wyniku przybycia Europejczyków
do Nowej Zelandii. Oczywiście, czy cywilizacja ta upadła
lub zaniknęła, czy też nadal istnieje, wielu ludzi będzie
gotowych to zajadle dyskutować. Faktem jest jednak,
że Maorysi i Europejczycy tak intensywnie się ze sobą
nawzajem krzyżowali, że obecnie NIE istnieje już w
Nowej Zelandii ani jeden Maorys który NIE miałby
w sobie choćby małej proporcji europejskiej krwi
oraz u którego przetrwałaby jego oryginalna kultura
maoryska i oryginalna religia. Dla wielu zaś ludzi
zanik oryginalnej budowy genetycznej, połączony
z równoczesnym zanikiem oryginalnej kultury i religii,
praktycznie oznaczją że dana cywilizacja faktycznie
zaniknęła lub upadła.
Bez względu więc na to jak niektórzy będą ten fakt
nazywali, owa oryginalna druga cywilizacja Maorysów
Nowozelandzkich też już obecnie wcale NIE istnieje.
Do dzisiaj przetrwali jedynie potomkowie mieszańców
Europejsko-Maoryskich którzy z różnych powodów
uważają siebie za Maorysów.
6. Pierwsze przybycia europejskich
eksploratorów do Nowej Zelandii.
Począwszy od około 15 wieku, najróżniejsi
Europejscy eksploratorzy zaczęli podróże
morskie w okolice Nowej Zelandii. Wszakże
już 15 sierpnia 1511 roku Portugalczycy
zdobyli twierdzę i port w niezbyt odległym
od Nowej Zelandii malezyjskim mieście
Melaka i oficjalnie założyli tam swoją kolonię -
podczas gdy ich flotylle przybywały w te rejony
świata od kilkudziesięciu już lat. Pierwsi do
Nowej Zelandii dotarli Hiszpanie. Niestety,
nie są znane żadne wzmianki historyczne
kiedy i przez kogo miało to miejsce. Jedynym
śladem faktycznego pobytu Hiszpanów w Nowej
Zelandii jest bardzo piękne drzewo nowozelandzkie
o wspaniałych czerwonych kwiatach, zwane "Pohutu
Kawa", które naturalnie rośnie jedynie w Nowej
Zelandii. Niedawno takie właśnie drzewo odkryto
rosnące w jednej ze wsi hiszpańskich. Jego grubość
była taka, że gdyby ono rosło w Nowej Zelandii
wówczas miałoby co najmniej 300 lat. Trzeba
jednak pamiętać, że z powodu
eksplozji wehikułu UFO koło Tapanui w 1178 AD,
która skaziła telekinetycznie całą glebę owego kraju,
w Nowej Zelandii drzewa rosną znacznie szybciej
niż w Europie (np. drzewa europejskiego pochodzenia
rosną tam około 5 razy szybciej). Prawdopodobnie
więc ów statek hiszpański który przewiózł to drzewo
do Hiszpanii, odwiedził Nową Zelandię nie później
niż w 15 wieku.
Kolejnym Europejskim eksploratorem który dopłynął
do Nowej Zelandii był niejaki Abel Tasman.
Jego odkrycie tego kraju rozniosło się po Europie.
To z tego powodu w wiek później Anglicy wysłali
swego własnego eksploratora aby ten sprawdził
przydatność nowego lądu dla osadnictwa. Ciekawostką
wyprawy Abela Tasmana było, że odkrył
on maleńką Nową Zelandię, jednak zupełnie
jakby "przeoczył" gigantyczną Australię. Czyżby
więc i on miał jakąs "intuicję" na temat Antypodów
która przykładowo starożytnym Chińczykom
nakazywała omijać Australię z daleka.
Europejskie osadnictwo w Nowej Zelandii zaczęło
się jednak dopiero kiedy wyprawa Anglika o nazwisku
James Cook wykonała dokładne mapy, badania
i opisy owego kraju. Jako zupełnie nowe państwo
(a ściślej - jako zamorska kolonia Anglii) Nowa
Zelandia zaczęła się liczyć dopiero od około 1840 roku.
7. Upadek lub zanik cywilizacji europejskich kolonistów Nowej
Zelandii. Około 1840 zaczęły się czasy intensywnej
europejskiej kolonizacji Nowej Zelandii. W ten sposób
powstało dzisiejsze państwo zwane Nowa Zelandia.
Początkowo państwo to miało organizację państwa
Europejskiego i hołdowało ono wszelkim tradycjom
europejskim. Jego językiem urzędowym był język
angielski. Państwo to reprezentowało więc rodzaj
jakby europejskiej cywilizacji przeniesionej do Nowej
Zelandii. Na przekór też że oprócz Europejczyków,
w skład owego państwa wchodzili m.in. potomkowie
owych oryginalnych Maorysów, państwo to przez
około 150 lat kultywowało europejską kulturę, religię
i tradycje. W niemal niezmienionym też stanie przetrwało
ono aż do 1984 roku, czyli do czasu utraty władzy
w Nowej Zelandii przez wybitnego przywódcę
owego kraju o nazwisku
Sir Robert Muldoon
(1921-1992). Po 1984 roku, owa cywilizacja
europejskich kolonistów Nowej Zelandii uległa
szybkiemu zanikowi. Obecnie jest ona już całkowicie
zastąpiona przez zupełnie inną cywilizację, która
narazie jeszcze NIE zaczęła zanikać, nie będę
więc jej tutaj opisywał. Powód zaniku czy upadku
po 1984 roku tamtej cywilizacji europejskich
kolonistów był prosty. Był nim niemal całkowity
zanik emigracji Europejczyków do Nowej Zelandii,
spowodowany upadkiem ekonomicznym
owego kraju po utracie władzy przez Sir Roberta
Muldoon. Z kolei brak napływu nowych Europejczyków,
połączony z szybkim wymieraniem dawnych osadników
Europejskich, z coraz intensywniejszym krzyżowaniem
się międzyrasowym, oraz z brakiem oficjalnego
opowiadania się rządu przy europejskich tradycjach,
kulturze i religii, spowodowały że w Nowej Zelandii
szybko zaniknęła lub została przekształcona
ta część społeczeństwa która uprzednio
podtrzymywała tam istnienie owej cywilizacji europejskich
osadników. Jednocześnie u tych Nowozelandczyków
którzy nadal deklarują swoje Europejskie pochodzenie,
po 1984 roku nastąpiły tak duże zmiany kulturalne,
światopoglądowe, nastawieniowe, polityczne, itp.,
że na przekór iż oficjalnie deklarują oni europejskie
pochodzenie, praktycznie reprezentują oni sobą już
zupełnie odmienną cywilizację w której podstawowe
cechy (takie jak wojowniczość czy ich kult mięśni
oraz siły) zaczynają się coraz bardziej upodabniać
do tego co możnaby nazwać "cechami unikalnymi
dla mieszkańców Antypodów".
Oczywiście emigracja napływowa do Nowej Zelandii,
połączona z jednoczesnym cywilizacyjnym
wyniszczaniem napływającej nowej ludności,
wcale się NIE zakończyła. Trwa ona nadal do
dzisiaj. Wszakże opisywana na tej stronie wroga
dla osiedleńców natura Antypodów wykazuje
działanie jakby kosmicznej "czarnej dziury",
która to dziura bez przerwy będzie połykała
coraz to nowych osiedleńców po których za
jakiś czas zanikną wszelkie ślady i słuchy.
#D3.
Także w Australii upadła lub zaniknęła bliżej nieznana liczba cywilizacji:
Nowa Zelandia ma to do siebie, że bogata
tradycja mówiona Maorysów, a także ich
niemal religijne podejście do genealogii,
pozwoliło zdobyć jakieś rozeznanie co do
liczby cywlizacji ludzkich jakie tam upadły
lub zaniknęły. Tymczasem w Australii
sytuacja jesty zupełnie inna. Nic tam NIE
utrzymuje śladów ludzi którzy tam kiedyś
zyli jednak wyginęli. W rezultacie w Australii
najprawdopodobniej poupadały dziesiątki,
jeśli NIE setki, odmiennych cywilizacji, jednak
obecnie NIKT nie ma o tym najmniejszego
pojęcia. Pamiętam że kiedyś utrzymywałem
kontatky z jakimś językoznawcom który badał
oryginalne języki australijskich Aborygenów.
Twierdził on że języków tych na początku
XX wieku istniało ciągle około pół tysiąca.
Ile zaś z nich przetrwało do dzisiaj? Każdy
zaś taki zaginiony język, to kolejna upadła lub
zaniknięta cywilizacja ludzka z Antypodów.
Antypody wygladają więc jak jedna ogromna
"wykańczalnia" całych cywilizacji i indywidualnych
ludzi. Tyle że zamiast Hitlera, "wykańczalnia"
ta sekretnie jest operowana przez istoty których
wygląd pokazałem na zdjęciu z "Fot. #E1".
#D4.
Nieprzyjazna ludziom geologiczna historia Nowej Zelandii:
Nowa Zelandia posiada także wrogą dla
ludzi strukturę geologiczną. Jej terytorium
jest niestabilne. Bez przerwy jest ona
wstrząsana trzęsieniami ziemi. Co jakiś
też czas powtarzalnie pojawiają się tam
gigantyczne kataklizmy które niemal
dokumentnie wyniszczają całą osiadłą tam ludność.
Alternatywną historię geologiczną Nowej Zelandii
opisuję w punkcie #C2 odrębnej strony
tajemnice i ciekawostki Nowej Zelandii.
Geologia Australii jest znacznie przyjaźniejsza
dla ludzi niż ta z Nowej Zelandii. Niestety w
Australii ludzie zagrożeni są innymi żywiołami,
przykładowo morderczymi pożarami, suszami,
burzami pyłowymi, cyklonami, błyskawicznymi
powodziami, niebezpiecznymi zwierzętami,
suchym morderczym klimatem, brakiem wody
pitnej, itp.
Część #E:
Wiadomo że przybycie Maorysów do Nowej Zelandii zorganizowane było
wcale NIE przez Boga, a przez jakieś szkaradne, 3+1 palcowe stwory:
#E1.
Dziwne 3+1 palcowe stwory które kryją się za przybyciem Maorysów do Nowej Zelandii:
Wystarczy w Nowej Zelandii wybrać się do
dowolnego muzeum aby zobaczyć rzeźby
i podobizny tych stworów. Wcale też istoty
te NIE wyglądają na "aniołków". Mają one
3+1 szponiastych palców u rąk i u nóg,
na ich twarzach wyraźnie widać wzór który
Maorysi usiłują naśladować swoimi
"moko", zaś ich penisy niemal zawsze
są wzwiedzione i zaopatrzone w jakby
plastykowe usztywniacze. W czasach
masowej emigracji Maorysów do obecnej
Nowej Zelandii owe dziwne stwory sterowały
każdym aspektem życia Maorysów.
Z legend też wiadomo, że to one nakłoniły
Maorysów do przeniesienia się do Nowej
Zelandii. NIe ma więc żadnych podstaw
aby stwierdzać, że Nowa Zelandia została
zaludniona z woli Boga. Nieco więcej
informacji na temat tych dziwnych istot,
oraz kilka ich dalszych zdjęć, pokazano
w części #G strony internetowej
sw_andrzej_bobola.htm - o kościele Świętego Andrzeja Boboli w Miliczu.
Oto zdjęcie rzeźby jednego z takich stworów:
Fot. #E1. Oto jedna z rzeźb tajemniczych
istot o 3+1 palcach, które sterowały kiedyś
praktycznie każdym aspektem życia
dawnych Maorysów.
(Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
#E2.
Skoro owe dziwne 3+1 palcowe stwory otwarcie nakłoniły Maorysów do przybycia do Nowej Zelandii,
NIE można całkowicie wyeliminować prawdopodobieństwa, że wbrew intencjom Boga spowodowały
one także wszystkie inne emigracje do Antypodów:
Owe dziwne 3+1 palcowe stwory dysponowały
ogromnie zaawansowaną techniką. Wszakże
to właśnie ich statek kosmiczny
eksplodował koło Tapanui w 1178 roku.
Nie można więc wykluczyć, że choćby tylko
aby sprzeciwić się zamiarom Boga, to one
właśnie swoimi "trickami" zaindukowały wszelkie
emigracje ludności do obecnej Nowej Zelandii.
Wszakże to na temat ich przewrotnych działań
Bóg nas otwarcie ostrzega w autoryzowanej przez
siebie Biblii - po szczegóły patrz strona internetowa
biblia.htm.
Jak też wykazują moje badania, owe dziwne
3+1 palcowe stwory rozciagają swoje działanie
NIE tylko na Nową Zelandię, ale wręcz na całą
Ziemię. Przykładowo, na "Fot. #4abc" i na
"Fot. #6ab" ze strony internetowej
sw_andrzej_bobola.htm - o kościele Świętego Andrzeja Boboli w Miliczu
pokazałem zdjęcia rzeźb owych stworów istniejących
w Korei Południowej. W chwili kiedy byłem w Korei
Południowej odnotowałem jak szybko i sprawnie
istoty te "zorganizowały" usunięcie jednej ich rzeźby
którą ja tam znalazłem i fotografowałem. Wiadomo
także że istoty te znane były i działały w Australii -
przykładowo na "Fot. 7b" ze strony
aliens_pl.htm - o kościele Świętego Andrzeja Boboli w Miliczu
pokazałem wygląd "Baby Jagi" z 3+1 palcami
wywodzącej się właśnie z folkloru Australii
(Kliknij tutaj aby zobaczyć owo zdjęcie 3+1 palcowej australijskiej "Baby Jagi").
Informację którą chcę przez powyższe uświadomić,
to że istnieje wysokie prawdopodobieństwo
iż cała emigracja do Antypodów może być
skrycie pobudzana i podsycana przez owe
szkaradne istoty. Wszakże nie widać aby
emigracja do Antypodów przysługiwala się
dobrze ludzkości jako całości.
Część #F:
Panowanie w Antypodach jakiegoś szczególnego rodzaju pola czy modyfikacji
praw fizycznych, które powodują zmianę charakterystyki ludzi tam zamieszkujących:
#F1.
Jeśli na jakimś obszarze Ziemi działają odmienne pola oraz zmodyfikowane przez te pola prawa
natury, ich mieszkańcy muszą z czasem zacząć wykazywać wypaczanie typowych zachowań:
Z empiryki wiemy, że długotrwałe działanie
jakiegoś bardzo "słabego czynnika", może w
skutkach okazać się bardziej katastroficzne
niż krótkotrwałe działanie jakiegoś "wysoce silnego"
czynnika. Przykładowo, krople wody spadające
przez dzisiątki lat potrafią drążyć kamienie,
zaś owych kilka atomów zanieczyszczeń
zawartych w wodzie, w przeciągu setek lat
formuje gigantyczne stalagmity i stalaktyty.
Doskonale wiemy też z empiryki, że na
Antypodach w działaniu znajduje się aż
cały szereg takich "słabych czynników",
jakich sumaryczne działanie na populację
ludzką przez długie okresy czasu może
okazać się katastroficzne. Nauka ludzka
narazie NIE wyizolowała żadnego z owych
czynników, ani NIE zdołała opisać jego
długotrwałego wpływu na ludzi. Jednak
Bóg
najwyraźniej wiedział o jego istnieniu i
niszczycielskim działaniu, bowiem wcale
NIE wytypował ani przygotował Antypodów
do zasiedlenia przez ludzi. Istnienie i
działanie na Antypodach takich słabych
czynników wyniszczających jest zresztą
potwierdzane przez empirykę. Wszakże
przykładowo na przekór długotrwałości
istnienia całego szeregu cywilizacji Australijskich
Aborygenów, cywilizacje te NIE dopracowały się żadnych
znaczących osiągnięć społecznych, technicznych,
ani cywilizacyjnych. Podobnie jest z cywilizacją
nowozelandzkich Maorysów. Przez niemal
1000 lat swojego istnienia nie odkryli oni ani
metali ani ceramiki - i to na przekór że po
eksplozji Tapanui
powierzchnia niektórych obszarów np. w Otago
pokryta była grubą warstewką złota. Nie poznali
też broni miotanych, takich jak łuki, proce, czy
katapulty, na przekór że umieli rzeźbić w drewnie,
kości i kamieniu, na przekór że mieli prymitywne
narzędzia, oraz na przekór że umieli budować
domy i łodzie. Podobie zresztą jest z obecną
cywilizacją Antypodów. Jeśli dokładnie ją
przeanalizować, okazuje się że NIE dokłada
ona praktycznie żadnego wkładu np. do technicznego
dorobku ludzkości. To zaś oznacza, że ów "słaby
czynnik" anty-cywilizacyjny faktycznie działa na
Antypodach aż do dzisiaj.
Na obecnym etapie możemy jedynie spekulować
co stanowi ów "słaby czynnik" wyniszczający cywilizację
ludzką, jaki działa na Antypodach. Wszakże jest
aż cały szereg kandydatów do tej roli. Najbardziej
oczywisty z tych kandydatów jest południowy biegun
ziemskiego pola magnetycznego. Biegun ten może
w jakiś sposób modyfikować dzialanie praw natury,
tak że owe prawa zamiast stymulować rozwój cywilizacyjny -
jak to czynią w okolicach byłej Atlantydy, na Atypodach
raczej blokują i niszczą rozwój cywilizacyjny. Owo
więc pośrednie działanie na Antypodach południowego
bieguna magnetycznego mogłoby być odpowiedzialne
za brak postępu cywilizacyjnego u ludzi zamieszkujących
Antypody. Innym kandydatem na ów "słaby czynnik"
jest kierunek ruchu tzw. "przeciw-materii" - czyli rodzaju
płynu opisywanego przez
teorię wszystkiego
zwaną
Konceptem Dipolarnej Grawitacji.
Na Antypodach płyn ten przepływa w odwrotnym
kierunku niż na półkuli północnej Ziemi, formując w ten
sposób cały szereg zjawisk fizykalnych takich jak tzw.
"dziura ozonowa", ulatywanie zorzy polarnej w górę
(zamiast w dół jak na półkuli północnej), itp. Jeszcze
innymi kandydatami na owe "słabe czynniki"
mogłyby być odmienne polaryzacje światła słonecznego,
działanie innych ciał niebieskich, itd., itp. Bez względu
jednak na to co działa wyniszczająco na ludzi zamieszkujących
Antypody, fakt jest że coś jednak tam działa. Jego efekty
dają się wszakże odnotować.
Podobnie jak narazie zupełnie NIE wiemy co
wyniszcza ludzi zamieszkujących Antypody,
również narazie NIE wiemy jaki jest mechanizm
tego wyniszczania. Wszakże teoretycznie rzecz
biorąc działanie wyniszczające owego "słabego
czynnika" może się dokonywać na tysiące różnych
sposobów. Przykładowo, hipotetycznie może on
wyniszczać ludność Antypodów poprzez odwrócenie
cech męskości i żeńskości. Znaczy może powodować
że np. kobiety na Antypodach nabierają nieco
więcej cech męskich niż kobiety na północnych
obszarach Ziemi, zaś mężczyźni na Antypodach
nabierają nieco więcej cech żeńskich niż mężczyźni
na północnych kontynentach. Owe niewielkie różnice
mogą z kolei wystarczać aby ludność Antypodów
miała negatywny przyrost naturalny i z upływem
czasu wymierała. Albo przykładowo ów słaby czynnik
może powodować że obie płci na Antypodach są nieco
bardziej agresywne niż na północnych obszarach
Ziemi. Natępstwem tego może z kolei być, że np.
zamiast formować małżeństwa, populacja Antypodów
tak się boi przeciwnej płci że albo woli mieszkać
samotnie, albo też wiąże się w homoseksualne związki.
Jakikolwiek jadnak by NIE był ów cywilizacyjnie
wyniszczający mechanizm działania owego "słabego
czynnika", fakt jest że ów czynnik działa w praktyce.
Wszakże na Antypodach zanika jedna cywilizacja za
drugą. Coś więc musi powodować takie cywilizacyjne
wyniszczanie.
Oczywiście, obecny poziom wiedzy ludzkiej jest
zbyt niski aby teoretycznie wydedukować co naprawdę
jest grane na Antypodach, że cywilizacje tam zanikają.
Dlatego jedyne co nam pozostaje to gromadzić
obserwacje i wyciągać z nich wnioski. Niniejsza
część tej strony służy właśnie temu celowi. W
następnym punkcie będę starał się gromadzić
obserwacje tego co zdaje się być charakterystyczne
dla Antypodów, a co raczej NIE występuje z równą
mocą w północnych regionach Ziemi.
#F2.
Ciekawostki opisujące odmienne niż w innych częściach świata tendencje mieszkańców Nowej Zelandii (odnotuj że podobne tendencje występują też w Australii):
Oto kilka cech opisujących ludność Nowej
Zelandii, których istnienie typowo powodowałoby
zdziwienie w większości innych rejonów świata.
Kontrybucja emigrantów. Jak to wyjaśniono
w artykule ze strony A3 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie z wtorku (Tuesday), June 10, 2008, w 2006
roku każdy emigrant statystycznie (tj. w przeliczeniu
"na głowę") przysparzał gospodarce tego kraju $3545,
zaś każdy urodzony w Nowej Zelandii przysparzał
statystycznie tylko $915 (w oryginale angielskojęzycznym
"each immigrapnt makes net impact of $3547,
against $915 for NZ-born").
Najstarsza żarówka świata. Mieszkańcy
Nowej Zelandii zachęcani są do aż tak oszczędnego
obchodzenia się z elektrycznością, że to w tym
właśnie kraju znajduje się najstarsza żarówka
świata która do dzisiaj świeci. Na jej temat istnieje
nawet specjalna strona internetowa o adresie
http://www.centennialbulb.org.
Na temat owej żarówki ukazał się artykuł o tytule
"At 107, oldest lightbulb still a real livewire" ze
strony B1 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z czwartku (Thursday), May 8, 2008.
Polityka polityków. W 1993 roku ówczesny
przywódca kraju (Prime Minister) o nazwisku
Jim Bolger sprzedał za grosze koleje państwowe Nowej
Zelandii w obce ręce. Oczywiście, obcy właściciele
szybko koleje te zdewastowali, tak że już wkrótce
przestały one wypełniać przynależne im funkcje
transportowe. Kiedy więc w 2008 roku
z powodu zdewastowania i niskiej zdatności
użytkowej rząd Nowej Zelandii zmuszony został
odkupić owe koleje za bardzo słone pieniądze
aby móc im przywrócić publiczną użyteczność,
na prezesa przedsiębiorstwa nimi zarządzającego
rząd ten wyznaczył nie kogo innego a właśnie
owego Jim'a Bolger - po więcej szczegółów
patrz artykuł "Govt: We paid top dollar for rail"
(tj. "Rząd: odkupienie kolei kosztowało nas
ciężkie pieniądze"), ze strony A1 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie datowane w środę (Wednesday), July 2, 2008.
Koszta tradycji. Rolnicy Nowej Zelandii
mają swoje tradycyjnie nawyki z jakimi NIE bardzo
chcą się rozstać. Przykładowo corocznie wylewają
oni cały ocean niebezpiecznych chemikaliów na
swoje pola oraz w pyski swojej trzody. Spora proporcja
owych chemikaliów jest już zakazana w wielu innych
krajach świata. Jak też informuje artykuł "NZ exports
at risk after insecticide found in beef" (tj. "Nowozelandzki
eksport jest zagrożony z powodu chemikalii owadobójczych
znalezionych w wołowinie") ze strony A10 gazety
Weekend Herald,
wydanie datowane w sobotę (Saturday), July 5, 2008,
Nowa Zelandia może utracić zagraniczne rynki zbytu
właśnie z powodu nadmiernych ilości zakazanych
chemikalii obecnych w jej produktach rolnych. Z
drugiej zaś strony, oprócz swych produktów rolnych,
Nowa Zelandia obecnie NIE ma już niemal nic
innego do zaoferowania światu na sprzedaż.
Dzieci a dyscyplina. Anglicy mają
powiedzenie "Spare the rod and spoil the
child" (tj. "pożałuj rózgi a popsujesz dzieciaka").
Od niepamiętnych czasów generacje dzieci
były więc uczone dyscypliny przy pomocy
klapsów i rózgi. Tymczasem jedna nowozelandzka
posełczyni na sejm tak się zawzięła przeciwko
klapsom, że sama jedna przeforsowała w sejmie
prawo, iż każdy Nowozelandczyk który wymierzy
klapsa swemu dziecku jest przestępcą i należy
go za to wsadzić do więzienia. W ten sposób
ona sama jedna jakby "zaszachowała" cały naród.
Nie pomogły żadne pochody, protesty i apele
tysięcy Nowozelandczyków. Wszakże - jak
stwierdza to artykuł "Poll reveals we're still
smacking" (tj. "Badania wykazują że my nadal
dajemy dzieciom klapsa") ze stron A1 i A3 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie datowane we poniedziałek (Monday),
May 26, 2008, w świetle owego prawa większosć
rodziców staje się zwykłymi przestępcami
bowiem ciągle czasami dyscyplinuje swoje
dzieci poprzez danie im klapsa. Kiedy w końcu
zdesperowani rodzice zgromadzili wymaganą
liczbę wielu tysięcy podpisów które miały zmusić
rząd do przeprowadzenia referendum w owej
sprawie wymierzania dzieciom klapsów, najpierw
rząd oświadczył że jest za mało podpisów bowiem
ktoś tam kto podpisał ową petycję NIE był uprawniony
do głosowania. Po zgromadzeniu zaś owych brakujących
podpisów wymaganych do rozpisania referendum,
rząd oświadczył że jest już zbyt późno aby referendum
to przeprowadzić. Więcej danych na ten temat w artykule
"Smacking petition runs out of time" (tj. "Na petycję w sprawie
klapsów jest już za późno"), ze strony A1 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie datowane we wtorek (Tuesday), June 24, 2008.
Jedyna pociecha dla sfrustrowanych tym prawem
rodziców, że rząd który prawo to uchwalił podczas
wyborów w 2008 roku został odsunięty od władzy
(jak niektózy twierdzili - w dużej proporcji właśnie
dzięki głosom obywateli sfrustrowanych tym prawem.)
Lawinowa ucieczka Nowozelandczyków.
Przez długi czas fakt masowej ucieczki Nowozelandczyków
był jednym z tych tematów jakie się wstydliwie
przemilcza. Dopiero na początku 2008 roku
niektóre gazety owego kraju zaczęły nieśmiało
przypominać rządowi, że brak pracy i zarobku,
upadająca ekonomia, zamykanie rozwoju, itp.,
powoduje że młodzi i ambitni mieszkańcy Nowej
Zelandii po prostu uciekają z owego kraju.
W ten sposób Nowa Zelandia traci sól swego
narodu - znaczy najbardziej zdolnych i
niezbędnych gospodarce fachowców.
Jak też się okazało, ucieczka ta jest masowa -
z trochę ponad czteromilionowej Nowej Zelandii
corocznie ucieka około 1% jego mieszkańców.
Przykładowo, w artykule "Record numbers leaving
to Australia" (tj. "Rekordowe liczby wyjeżdżają
do Australii") ze strony A1 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie datowane w czwartek (Thursday),
October 23, 2008, ujawniono że w roku kończącym
się we wrześniu (September) 2008 roku do Australii
wyemigrowało 47200 Nowozelandczyków.
Część #G:
Gloryfikowanie rozwoju fizycznego i siły przy jednoczesnym gubieniu po drodze rozwoju intelektualnego, wiedzy, przezorności, itp.:
#G1.
Kult siły, mięśni, sprawności fizycznej, oraz sportu:
Cywilizacyjny rozwój ludzkości ma jedynie
wówczas miejsce, kiedy równocześnie z
rozwojem fizycznym następuje rozwój
intelektualny i duchowy. Tymczasem na
antypodach najwyraźniej dominuje kult
mięśnia i siły fizycznej, natomiast rozwój
intelektualny ludzi zdaje się być zwolona gubiony
gdzieś po drodze. Widać to przykładowo
po ilości programów sportowych jakie
nadawane są w telewizjach Antypodów,
po ilości stron sportowych w tamtejszych
gazetach, po nakładach rządowych na
rozwój sportu w porównaniu np. do nakładów
na rozwój badań naukowych, itd., itp.
#G2.
Stosunek do natury i do naturalnego środowiska:
Aczkolwiek teoretycznie mieszkańcy Antypodów
żywo dyskutują sprawę konieczności ochrony
naturalnego środowiska, jak narazie swoje
działania ograniczają głównie do owych
dyskusji. Jak też narazie w stosunku do
natury postępują w typowy dla Antypodów
sposób, tj. dużo siły a niewiele wiedzy,
przezorności i dalekowzroczności.
Fot. #G1. Gigantyczna dziura w Ziemi
formowana przemysłowo. Sfotografowana
z wysokości około 10 km w dniu 14 lipca 2008
roku. Aby docenić jej ogrom wystarczy
porównać jej rozmiary do wielkości białych
hal fabrycznych widocznych przy jej krawędzi.
Dziura ta znajduje się w północno-zachodnim
Queensland, Australia. Kiedy przemysłowe
pozyskiwanie minerału zostanie w tym
miejscu zakończone, owa dziura ciągle
tam pozostanie. Jest ona wszakże zbyt
duża aby ją zasypać. Z kolei jej istnienie
wprowadzi wiele najróżniejszych zagrożeń.
Przykładowo, będzie ona gigantyczną
pułapką dla zwierząt i dla ludzi. Będzie
przyciągała do siebie przestępców i
przestępczą działalność. Wprowadzi
tzw. "karb" do skorupy Ziemi, od
którego z upływem czasu może
zacząć narastać linia faultowa (czyli
narastać pęknięcie skorupy które stanie
się zaczątkiem trzęsień ziemi). Będzie
już na wieki szpeciła swoją okolicę.
Miejscowe władze będą miały z nią
niekończące się kłopoty i utrapienie,
ponieważ nie będą wiedziały co z nią
uczynić i jak ją zabezpieczyć. Itd., itp.
(Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
Podobne gigantyczne dziury w ziemi istnieją
też w Nowej Zelandii. Są one tam formowane
w miejscach odkrywkowego wydobywania złota
w Otago, a także w miejscach odkrywkowych
kopalni węgla na Zachodnim Wybrzeżu.
Tyle że ja narazie nie miałem okazji aby
owe nowozelandzkie dziury sfotografować.
W warunkach wysokiej niestabilności skorupy
Ziemi i nieustannych trzęsień ziemi, owe
nowozelandzkie dziury wprowadzają jeszcze
więcej zagrożeń.
Na przekór że ludzkość wydobywa z ziemi sporo
minerałów, formowanie gigantycznych dziur takich
jak powyższa wcale NIE jest takie nagminne.
Faktycznie nawięcej z nich prawdopodobnie
istnieje właśnie na Antypodach. Przykładowo artykuł o
tytule "7 amazing holes", który ukazał się na stronach
U10 i U11 w dodatku "Streets" do malezyjskiej gazety
New Straits Times,
wydanie z piątku (Friday) July 25, 2008, wylicza tylko
7 takich szeroko znanych dziur. Z tej liczby 2 dziury
są naturalnego pochodzenia (tj. (a) tzw. "sinkhole" z
Gwatemali, tj. "dziura" która pojawiła się tam samorzutnie
na początku 2008 roku i która dotychczas pochłonęła
około tuzina domów i zabiła już co najmniej 3 ludzi,
oraz (b) "Great Blue Hole", istniejące w oceanie,
60 mil od Belize). Natomiast pozostałe "dziury" tam
opisane są ludzkiego pochodzenia. Najsłynniejsze
z nich obejmują (1) "Kimberley Great Hole" w Afryce
Południowej pozostałe tam po kopalni diamentów
zamkniętej w 1914 roku - obecnie dziura ta stanowi
największą i najniebezpieczniejszą "pułapkę" na
świecie - ma ona głębokość 1097 metrów, w 2/3
wypełniona jest wodą, jest opuszczona i zaniedbana,
zaś jej pionowe, gładkie i nienadające się do wspinania
ściany uniemożliwiają wydostanie się z tej pułapki
wszystkiego co w nią przypadkowo wpadnie,
(2) "Bingham Canyon Mine", Utah, USA - ta
"dziura" używana jest do dzisiaj i stanowi ona
największą dziurę na świecie ciągle w użyciu -
jest ona 2.5 mili szeroka i 3/4 mili głęboka,
(3) "Mirny Diamond Mine", Serbia, 525 metrów
głęboka i 1200 metrów średnicy w górnej części,
(4) "Diavik Mine", Canada, ta "dziura" jest tak
duża, oraz położona jest na takiej dziczy, że
ma ona własne lotnisko zdolne przyjąć samolot
Boeing 737.
Część #H:
Zatrzaskiwanie rozwoju cywilizacyjnego poprzez specjalne "potraktowanie" które w
Antypodach (np. w Nowej Zelandii) typowo serwowane jest wynalazcom i odkrywcom:
#H1.
Wysoce niszczycielskie
przekleństwo wynalazców
które prześladuje wszystkich twórczych ludzi, oraz jego ofiary w Nowej Zelandii:
Czytelnik z całą pewnością nigdy NIE słyszał
o jakimś ważnym wynalazku technicznym lub
światoburczym odkryciu dokonanym na Antypodach,
np. w Nowej Zelandii lub w Australii. Powód ku
temu jest prosty. Nieprzyjazne ludziom prawa
natury które panuja w owym obszarze powodują
że mieszkańcy Antypodów nabyli takich
zachowań i uformowali taki klimat intelektualny
jakie uniemożliwiają tam dokonanie czegokolwiek
przełomowego. To właśnie dlatego NIC przełomowego
stamtąd dotychczas NIE weszło do trwałego
dorobku technicznego ludzkości.
Prawdopodobnie niemal każdy słyszał
o "przekleństwie faraonów". Zdaje się ono dopadać rzeczowych badaczy którzy
starają się odkryć i potwierdzić tajemnicę kosmicznego pochodzenia ludzkości
poprzez badania piramid i starożytnego Egiptu. Niektórzy zapewne są świadomi,
że istnieje również "przekleństwo Jagiellonów" które prześladuje archeologów w Polsce.
Ma ono tendencję do zabijania każdego kto stara się rzeczowo badać średniowieczny
okres w historii Polski, tj. okres czasu kiedy czarownice i "diabły" ciągle operowały
w sposób jawny, a także okres kiedy z mocarstwa europejskiego Polska została
zepchnięta do roli nic nie znaczącego kraiku jaki później został poddany
rozbiorom przez swoich sąsiadów. Jednak niemal nikt nie jest świadomym,
że na naszej planecie działa również takie coś jak "przekleństwo wynalazców".
Owo przekleństwo powoduje, że każdy wynalazca, który stara się dołożyć
coś ogromnie ważnego do dorobku naszej cywilizacji, zostaje ukarany na
setki skrytych sposobów, a często w końcu nawet zamordowany. Jako przykład
rozważ los Rudolfa Diesel (1858 - 1913), który opracował słynny silnik
Diesel'a. Był on prześladowany przez owo "przekleństwo wynalazców" przez
okres całego swojego życia, aż w końcu zniknął za burtą (tj. najprawdopodobniej
został przez kogoś wyrzucony za burtę) podczas żeglugi przez Kanał Angielski.
Jeśli ktoś czyta życiorysy znanych wynalazców, okazuje się wówczas, że
żaden z nich nie został ochroniony przed następstwami owego przekleństwa. Praktycznie
też żaden wynalazca nie odnosi korzyści ze swojego wynalazku, bez względu
na to jak wartościowy wynalazek ten by nie był. Także wielu z nich umiera w samotności,
opuszczeni przez wszystkich, w ubóstwie i brudzie, czasami zaś ich ciała
muszą leżeć wiele dni zanim zostają przez kogoś odkryte. Jeśli istnieją
jakieś odstępstwa od owej zasady, te zwykle zawdzięczane są rodzinom
wynalazców, które to rodziny roztaczają nad nimi opiekę, a także
zawdzięczane są innym źródłom dochodów niż te pochodzące z samych wynalazków.
Stąd na przekór że praktycznie wszystko co nasza cywilizacja kiedykolwiek
osiągnęła zawdzięczane jest twórczości wynalazców, kiedy przychodzi do
spłacenia ich wysiłków, wynalazcy są oszukiwani i karani za dodawanie
swojej kontrybucji do rozwoju ludzkości. Oczywiście Nowa Zelandia -
podobnie jak cała reszta świata, posiada własny udział wynalazców, którzy
byli, lub ciągle są, prześladowani przez owo "przekleństwo wynalazców".
Poniżej w kilku podpunktach ja postaram się wyszczególnić tutaj chociaż
niektórych z nich.
#H1.1.
Sposób na jaki owo wysoce niszczycielskie
przekleństwo wynalazców
dotknęło Richard'a Pearse - nowozelandzkiego budowniczego jednego z trzech pierwszych samolotów na Ziemi:
Richard Pearse pochodził z miejscowości
zwanej Pleasant Point na Wyspie Południowej
Nowej Zelandii. Był on jednym z trzech ludzi
na świecie którzy zupełnie niezależnie od siebie
wynaleźli i zbudowali samolot. Stało się tak
ponieważ owo "przekleństwo wynalazców"
zmusiło aby samolot był wynajdowany co
najmniej 3 razy, zanim świat zdołał się
dowiedzieć, że może on wogóle być zbudowany.
Pierwszym wynalazcą samolotu był geniusz techniczny polskiego pochodzenia pracujący
w carskiej Rosji, o nazwisku Aleksander F. Możajski. Jego losy
opisane są dokładnie na stronie
Aleksander Możajski
dostępnej przez "Menu 1". Samolot Możajskiego był oblatany z sukcesem
latem 1882 roku (znaczy 21 lat przed samolotem Braci Wright). Na nieszczęście,
jego technicznie wyrafinowany samolot został efektywnie zgnieciony przez
"biurokratów"
Rosji carskiej. Ilustracja "Fot. #H2", zreprodukowana ze starej rosyjskiej encyklopedii,
dokumentuje oficjalny pokaz lotu samolotu Możajskiego dla rządu carskiej
Rosji. Drugi wynalazca który zdołał zbudować i oblatać samolot był
Nowozelandczyk o nazwisku Richard Pearse (1877-1953). Jego samolot
dokonał pierwszego lotu w dniu 31 marca 1902 roku. Niestety, z powodu działania
owego "przekleństwa wynalazców", świat nigdy nie dowiedział się o budowie
i sukcesach tych dwóch pierwszych pionierow awiacji. Dopiero trzeci
lot zakończony sukcesem, jaki odbył się w dniu 17 grudnia 1903 roku,
tym razem na samolocie Braci Wright z USA, zdołał w końcu
przebić się przez hermetyczną blokadę jaką ta szatańska siła bez przerwy
nakłada na ludzkie strategiczne wynalazki. (Zauważ, że opisy tragicznego
losu Richard'a Pearse zawarte są w tomie 1 mojej monografii
[1/4]. Z kolei wszyscy troje wynalazcy samolotu opisani są w
podrozdziale O1 z tomu 12 monografii [1/4].)
W chwili obecnej pomnik wystawiony Richardowi Pearse oraz jego samolotowi
może być oglądnięty niedaleko od małego miasteczka zwanego Pleasant Point,
na Wyspie Południowej Nowej Zelandii (koło Timaru). Polecałbym oglądnięcie
tego pomnika, jako że otwiera on nasze oczy na gorzki fakt, że "coś nie jest
tak" z tymi wynalazkami i z losami wynalazców, a czego ludzie ciągle nie są
świadomi.
Fot. #H1. Pomnik Richard'a Pearce oraz Dr Jan Pajak - czyli
wynalazek i wynalazca zniszczeni przez własnych rodaków.
Powyższa fotografia pokazuje pomnik wystawiony Richard'owi Pearse
oraz jego samolotowi. Pomnik ten wzniesiony został niedaleko małego
miasteczka "Pleasant Point" z Wyspy Południowej Nowej Zelandii.
Oznacza on miejsce w którym samolot Pearse'a z sukcesem został
wypróbowany w locie. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
Na przekór ze Richard Pearse
zbudował i oblatał swój samolot na około rok
przed Braćmi Wright, owo "przekleństwo wynalazców" uniemożliwiło mu aby reszta
świata dowiedziała się o jego wynalazku. Z kolei napięcie psychiczne
i najróżniejsze prześladowania jakich doświadczył on wówczas od swoich
rodaków, którzy nazywali go "pomylonym Pearse" (tj. "Mad Pearse"),
spowodowały że Pearse zmarł w domu wariatów.
* * *
Fot. #H2. Pierwszy samolot na świecie zbudowany został i oblatany w carskiej Rosji latem
1882 roku (tj. na 21 lat przed Braćmi Wright). Pokazany on jest na powyższej ilustracji
zreprodukowanej ze starej rosyjskiej encyklopedii. Na nieszczęście, "przekleństwo
wynalazców" spowodowało, że świat nigdy nie dowiedział się o tym samolocie, podczas
gdy jego plany i prototyp gromadziły kurz w przepastnych archiwach carskiej Rosji.
Więcej danych o samolocie Możajskiego można znaleźć na stronie
mozajski.htm - o Aleksandrze Możajskim który jako pierwszy w świecie zbudował samolot.
(Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
Ludzie zwykle nie są świadomi,
że zanim cały łańcuch korzystnych okoliczności
dopomógł aby świat dowiedział się o samolocie Braci Wright, samoloty były
wynajdowane, budowane i oblatywane przez trzech odmiennych wynalazców, którzy
nawzajem nie wiedzieli o swoim istnieniu. Owi wynalazcy to: Polak Aleksander F. Możajski
(z carskiej Rosji), Richard Pearse (z Nowej Zelandii), oraz Bracia Wright (z USA).
#H1.2.
Sposób na jaki owo wysoce niszczycielskie
przekleństwo wynalazców
dotknęło Bruce'a Simpson - nowozelandzkiego budowniczego pulsacyjnego napędu odrzutowego:
Bruce Simpson pochodzi z Tokoroa. Wynalazł
on i faktycznie zbudował efektywny, lekki, oraz prosty system napędowy,
który nazwał "cruise missile" czyli "pocisk cruise" (ja wierzę że użył tej
właśnie nazwy głównie z powodów propagandowych). Pechowo dla niego, "przekleństwo
wynalazców" spowodowało jego szybkie bankructwo. Stąd nie jest on w stanie
odnosić korzyści ze swojego wynalazku. Oczywiście, owa krzykliwa nazwa jaką
nadał swojemu systemowi napędowemu nie pomogła mu ani w produkcji ani w
sprzedaży jego atrakcyjnego napędu. Nie dopomogło mu też, że na przekór nazwania
swojego wynalazku "cruise missile", faktycznie to zbudował on prosty i lekki
system napędowy generalnego użytku, jaki mógł być używany np. w lekkich
samolotach, jako pędniki bezpieczeństwa w szybowcach, a także do napędu
łodzi w wodzie pełnej trawy lub błota. Tajemniczy los jego wynalazku
oraz wymowny sposób na jaki sztucznie spowodowano jego bankructwo, były
prezentowane w programie telewizyjnym "Sunday", nadawanym na kanale 1
TVNZ, w niedzielę (Sunday), 25 kwietnia (April) 2004, godziny 7:30 do
8:30 wieczorem.
#H1.3.
Sposób na jaki owo wysoce niszczycielskie
przekleństwo wynalazców
dotknęło Bruce'a DePalma - nowozelandzkiego budowniczego
generatora elektryczności o ponad 100% sprawności energetycznej:
Bruce DePalma mieszkał w Waiatarua
(West Auckland). Wynalazł on efektywny generator nazywany "N-Machine", jaki
wykorzystuje odwrotność tarcia (telekinezę) do generowania darmowej elektryczności.
Skrótowy opis jego generatora zawiera podrozdział K2.2 z monografii [1/4].
Najbardziej kłoptliwy problem jego generatora, jaki prześladował DePalmę
przez wiele lat i jaki uniemożliwiał przemysłowe wykorzystanie jego wynalazku,
jest że generuje on bardzo wysokie natężenie, jednak niskie napięcie prądu. Niemniej
po latach badań, Bruce DePalma podobno znalazł rozwiązanie do swojego problemu
napięcia. Pechowo jednak, zanim zdołał urzeczywistnić to rozwiązanie w swoim
generatorze, niespodziewanie zmarł w nowozelandzkim szpitalu w czwartek dnia
2 października 1997 roku, w wyniku masywnego krwawienia wewnętrznego. Z nim
prawdopodobnie umarło również jego rozwiązanie dla problemu napięciowego.
Filmy upowszechniane w ostatnich czasach ilustrują, że właśnie takie masywne
krwawienie wewnętrzne jakie zabiło DePalmę, niezależnie od najróżniejszych
naturalnych przyczyn może również zostać zaindukowane technicznie przez użycie
broni która emituje potężną wiązkę dźwięków ultrasonicznych. Niemniej jest
publicznym sekretem, że pokojowo nastawiona Nowa Zelandia nie posiada broni
ultrasonicznej. Możemy jednak sobie wyobrazić, że UFOnauci posiadają taką broń
i byliby w stanie sekretnie ją użyć w Nowej Zelandii - jeśli zechcą kogoś tam zamordować.
Możemy sobie także łatwo wydedukować, że jeśli UFOnauci eksploatują ludzkość i starają
się powstrzymywać istotne techniczne wynalazki na Ziemi, wówczas mieliby oni
pilny motyw aby zamordować Bruce De Palma w sposób sekretny natychmiast po tym
jak znalazł on rozwiązanie dla swojego problemu napięciowego. Wszakże DePalma
miał zarówno determinację jak i środki aby skierować swój wynalazek do masowej
produkcji natychmiast po tym jak stałby się on gotowy do użycia. Więcej na temat
śmierci tego wynalazcy zawarte jest w podrozdziale A4 z [1/4].
#H1.4.
Sposób na jaki owo wysoce niszczycielskie
przekleństwo wynalazców
dotknęło John Britten - nowozelandzkiego budowniczego
super-szybkich motocykli:
John Britten pracowal i mieszkał w Christchurch.
Był on prawdziwym geniuszem technicznym. Najbardziej znany jest z budowy swoich
słynnych super-motocykli (patrz zdjęcie z "Fot. #H3"). Motocyklom tym na wyścigach
nikt nie mógł dorównać. Ja miałem honor poznać go osobiście. Negocjowaliśmy
bowiem wspólne podjęcie budowy
komory oscylacyjnej i
magnokraftu -
niestety realizacja tych planów najpierw została odłożona z powodu mojego opuszczenia
Nowej Zelandii w poszukiwaniu chleba, potem zaś ucięta śmiercią Johna. John
zmarł nagle na raka w wieku około 45 lat w szczytowym okresie swojej twórczej
działalności wynalazczej. Podobno na krótko przed śmiercią znalazł rozwiązanie
dla mechanizmu aerodynamicznego machania skrzydłami które w korzystniejszej
sytuacji pozwoliłoby mu na dokończenie z sukcesem budowy jego mięśniolotu. Można i
powinno się zadawać pytanie, czy jego śmierć była przypadkiem, czy też premedytowanym
wynikiem działania "przekleństwa wynalazców"?
Fot. #H3. Od około 2004 roku, w najważniejszym muzeum
Nowej Zelandii zwanym "Te Papa", na 3-cim piętrze wystawiony
był ten super-motocykl skonstruowany przez nowozelandzkiego
geniusza technicznego o nazwisku John Britten. (Motocykl ten
ciągle był tam wystawiany w styczniu 2008 roku, kiedy to dokonywałem
kolejnej aktualizacji niniejszej strony.) Niestety, ów niezwykle dobrze
zapowiadający się wynalazca i konstruktor, niespodziewanie
zmarł na raka w 1995 roku, w środku najbardziej twórczego
okresu swego życia, w wieku około 45 lat. (Kliknij na to zdjęcie
aby oglądnąć je w powiększeniu.)
Powinniśmy zadać sobie tutaj pytanie,
czy jego śmierć to czysty przypadek, czy też działanie owego "przekleństwa wynalazców"?
Jest mi bowiem wiadomo, że
UFOnauci
posiadają
urządzenie do indukowania złośliwego raka
u tych osób na Ziemi, których chcą cichcem zgładzić. Urządzenie to demonstrowali bowiem
w działaniu uprowadzonemu jakiego osobiście badałem - po szczegóły patrz
podrozdział N5.2 w monografii [1/4]. Jest mi też wiadomo, że raka takiego
UFOnauci zaindukowali u kilku moich bliskich współpracowników - wykaz
zamordowanych w ten sposób ludzi jakich znałem zawarty jest w podrozdziale
A4 z monografii [1/4]. Wśród znajomych Johna Britten krążą też rumory,
że na krótko przed ujawnieniem się jego raka, John wynalazł efektywny
mechanizm bicia skrzydeł w budowanej przez siebie wersji "mięśniolotu".
Z kolei jest powszechną tajemnicą, że UFOnauci zdecydowanie starają się
zablokować na Ziemi rozwój wszelkich urządzeń latających, w tym mięśniolotów.
Czyżby więc UFOnauci uznali wynalazcę i budowniczego powyższego super-motocykla
za aż tak groźnego dla swoich okupacyjnych interesów na Ziemi, że go
sekretnie zgładzili?
#H1.5.
Sposób na jaki owo wysoce niszczycielskie
przekleństwo wynalazców
dotknęło Peter Daysh Davey - nowozelandzkiego budowniczego
telekinetycznej grzałki o ponad 100% sprawności (podobno
dającej 2000% energetycznej sprawności):
Peter Daysh Davey mieszkał i pracował w
Christchurch. Wynalazł on rewolucyjną
grzałkę telekinetyczną. Zgodnie z
opowiadaniami grzałka ta miała wytwarzać wielokrotnie
więcej ciepła niż zużywała elektryczności - patrz "Fot. #H5"
poniżej. Pracowała więc niemal jak najnowocześniejsze
tzw. "pompy cieplne". Nasza cywilizacja desperacko
zaś potrzebuje tego typu urządzeń. Jednak wynalazca
ten tak był prześladowany przez
agentów opisywanego tutaj "przekleństwa wynalazców",
że jego grzałka do dzisiaj nie otrzymała oficjalnych
pozwoleń wymaganych aby wdrożyć ją do seryjnej
produkcji fabrycznej - i to na przekór że minęło już
rekordowe ponad 60 lat od chwili jej wynalezienia.
Więcej informacji na temat owej niezwykłej grzałki
oraz na temat szokujących losów jej wynalazcy,
zawarte zostało na odrębnej stronie internetowej
boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.
Natomiast nieco więcej na temat samego Peter'a
Daysh Davey zawarte jest w punkcie #H2 poniżej.
#H1.6.
Sposób na jaki owo wysoce niszczycielskie
przekleństwo wynalazców
dotknęło także i mnie (dra inż. Jana Pająk) - też nowozelandzkiego
wynalazcy całego szeregu urządzeń opisywanych na wielu
totaliztycznych stronach:
Oczywiście, ja uważam
siebie samego
również za ofiarę tego "przekleństwa wynalazców". Ja sam wszakże też wynalazłem
sporo urządzeń technicznych i też bez przerwy staram się zbudować przynajmniej jedno
z nich. Jednak nieustannie coś niespodziewanego mi się przydarza, co niszczy owoce
moich wysiłków. Ja osobiście wyjaśniam te kłopoty za pomocą teorii niewidzialnej
okupacji Ziemi przez szatańskie istoty pasożytnicze, jakie są ogromnie zaawansowane
technicznie aż do punktu iż mogą czynić siebie całkowicie niewidzialnymi dla
ludzkich oczu. Jednocześnie jednak osiągnęły one samo dno moralnego upadku,
stąd żyją wyłącznie z rabunku innych cywilizacji. Istoty te rozciągają swoją
niewidzialną kontrolę nad wszystkim co się dzieje na Ziemi. Ich szatańskie
machinacje obejmują, między innymi, prześladowanie wszelkich ludzkich wynalazków
i karanie wszystkich ludzkich wynalazców którzy dopomagają ludzkości podnieść
naszą technikę do poziomu przy którym będziemy w stanie odnotować ich pasożytnicze
działania na Ziemi. Bardziej dokładnie opisałem owe szatańskie istoty na
stronach internetowych
evil_pl.htm,
ufo_pl.htm, oraz
bandits_pl.htm.
Jednak nawet jeśli ktoś nie podziela moich poglądów, ciągle poprzez zwykłe
ogarnięcie ogromnej liczby wynalazków jakie w niezwykły sposób są wytłumiane,
prześladowane, lub niszczone, ten ktoś musi przyznać, że "coś dziwnego jest
grane" oraz że ktoś lub coś w sposób zamierzony wytłumia istotne wynalazki
na Ziemi.
Fot. #H4. Dr Jan Pajak i maszyna Wimshurst'a -
czyli jeden z moich własnych wytłumionych wynalazków. Fotografia ta pokazuje
mnie (dra inż. Jana Pająka) trzymającego w rękach nową maszynę elektrostatyczną
Wimshurst'a, którą zakupiłem z zamiarem użycia jej jako inicjującego podzespołu
do budowy efektywnego urządzenia darmowej energii nazywanego "telekinetyczna
influenzmaschine" - po szczegóły patrz strona
telekinetyka.htm - a urządzeniach telekinetyki.
Oryginalnie jest to rysunek 11 z monografii [6/2].
(Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
W 1989 roku skompletowalem relatywnie szerokie badania tzw. "urządzeń darmowej energii".
Urządzenia te wykorzystują odwrotność tarcia do generowania darmowej elektryczności.
W taki sam sposób jak tarcie spontanicznie zamienia ruch na ciepło,
również urządzenia darmowej energii spontanicznie zamieniają energię
cieplną zawartą w swoim otoczeniu na ruch elektronów w przewodniku.
Stąd ochładzają one swoje otoczenie, podczas gdy równocześnie generują
one elektryczność dosłownie za darmo - znaczy bez potrzeby zasilania ich
w jakiekolwiek paliwo lub w jakąkolwiek inną formę energii. Ja sam wynalazłem
moje własne urządzenie darmowej energii, które w tomie 10 monografii [1/4]
opisane jest pod nazwą "bateria telekinetyczna". Zasada użyta w działaniu
owej baterii telekinetycznej wyjaśniona została na moich stronach internetowych o
"darmowej energii"
dostępnych poprzez "Menu 2" i "Menu 4" z tej strony. Ponadto rozpracowałem
wówczas również zasadę działania całej odmiennej klasy urządzeń darmowej
energii, jakie noszą ogólną nazwę "telekinetycznych influenzmaschine" (dla
przykładu, słynna "Thesta-Distatica" ze Szwajcarii, która w chwili obecnej jest
najbardziej doskonała ze wszystkich urządzeń darmowej energii zbudowanych
na naszej planecie, należy właśnie do klasy telekinetycznych influenzmaschine).
Potem zdecydowałem się zbudować owe urządzenia. Niestety, zaraz po tym jak
ukończyłem wykonywanie ich szczegółowych konstrukcji i zakupiłem podzespoły,
przez ogromnie dziwny "zbieg okoliczności" w 1990 roku straciłem pracę na
Uniwersytecie. Z kolei owa utrata pracy wykładowcy uniwersyteckiego uczyniła
zupełnie niemożliwym skompletowanie któregokolwiek z urządzeń darmowej
energii jakie wynalazłem. Wszakże, w tak przykrej sytuacji, znalezienie następnej
pracy oraz przeżycie stało się moim najważniejszym zadaniem.
Powyższa fotografia pokazuje mnie
kiedy trzymam w ręku fabrycznie nową maszynę elektrostatyczną Wimshursta,
która jest głównym podzespołem dla konstruowania telekinetycznych influenzmaschine.
Tuż zaś za moimi plecami, na wysokosci moich łopatek, zgrupowanie budynków
kampusu uniwersyteckiego jest widoczne. Kiedyś miałem nadzieję
że zbuduję tam telekinetyczną influenzmaschine - niestety straciłem
tam pracę zanim zdołałem osiągnąć ten cel. Proszę odnotować, że
zasady działania i konstrukcja baterii telekinetycznych mojego wynalazku,
a także telekinetycznych influenzmaschine (znaczy jeszcze jednej klasy
urządzeń darmowej energii do której to klasy należy słynna Thesta Distatica ze
Szwajcarii), jest omówione szczegółowo na mojej odmiennej stronie internetowej
jaka, między innymi, może być oglądana pod nazwą
darmowa energia
z "Menu 2" i "Menu 3".
Nieco dalej na widnokręgu, powyższa fotografia
pokazuje charakterystyczny stożkowy kształt miejscowego "Saddle Hill". Zgodnie z
legendami Maoryskimi, we wnętrzu owego wzgórza mieści się duża jaskinia którą
zajmuje "legowisko Taniwha'ry" - tak jak ono zostało opisane w pobliżu końca niniejszej
strony internetowej. Ja osobiście znam uprowadzonego do UFO, który twierdzi że został
uprowadzony do wehikułu UFO jaki zawisał we wnętrzu ogromnej jaskini podobno mającej
istnieć w środku owego wzgórza.
#H1.7.
Regularności odnotowalne w sposobie na jaki owo wysoce niszczycielskie
przekleństwo wynalazców
dotyka wynalazców oraz odkrywców:
Warto tutaj odnotować, że przykłady wynalazków
i wynalazców dotkniętych omawianym "przekleństwem wynalazców"
jakie wyszczególniłem na tej stronie, wcale nie wyczerpują ogromnego
oceanu podobnych przypadków. Dalsze takie przypadki omawiam na stronie
internetowej o "darmowej energii" oraz w podrozdziale A4 mojej monografii [1/4].
Przypadki jakie przedstawiłem tutaj są głównie nastawione na zilustrowanie:
(a) kategorii wynalazków jakie są zgniatane i prześladowane najbardziej
zaciekle, (b) rodzaju przeszkód jakie są wznoszone na drodze owych
wynalazków i wynalazców, oraz (c) sposobów na jakie wynalazcy są
karani przez ową
"mroczną moc"
której szatańska działalność kryje się za "przekleństwem wynalazców".
Jest łatwym do ustalenia,
że najbardziej surowo karani przez owo "przekleństwo wynalazców"
są ludzie którzy wynaleźli maszyny latające, jakiekolwiek rodzaje
silników, lub jakiekolwiek rodzaje urządzeń generujących energię.
To zaś wyraźnie demaskuje, że owa "mroczna moc" jaka kryje się
za tym przekleństwem, stara się zapobiec osiągnięciu przez ludzkość
zdolności do podróży międzygwiezdnych.
#H2.
Peter Daysh Davey - czyli wynalazca prześladowany
"przekleństwem wynalazców" którego warto poznać -
jest on wszakże "rekordzistą świata" którego paląco
potrzebny wynalazek jest już blokowany przez ponad
60 lat (tj. przez ponad 2/3 długości jego życia):
Jeśli czytelnik znajdzie się w nowozelandzkim
mieście Christchurch, wówczas powinien
skontaktować się z ponad 92-letnim wynalazcą
z owego miasta, o nazwisku Peter Daysh Davey.
(Aby zobaczyć zdjęcie tego wynalazcy wykonane w 1990 roku -
kliknij na niniejszy zielony napis i patrz na starszego Pana z brodą
(ten drugi to ja - tj.
Dr Jan Pajak),
aby zobaczyć zdjęcie tej wersji jego grzałki
którą sfotografowałem około 1990 roku -
kliknij na niniejszy zielony napis (też tam widoczna moneta ma 32 mm średnicy),
natomiast aby oglądnąć rysunek konstrukcyjny tejże grzałki -
kliknij na niniejszy zielony napis.)
Wynalazca ten jest bowiem swoistym "rekordzistą świata"
i według mojego rozeznania powinien znaleźć
się w "Guiness Book of Records". Mianowicie
jeszcze podczas drugiej wojny światowej
(tj. w 1944 roku) wynalazł on ogromnie
potrzebną naszej cywilizacji grzałkę telekinetyczną.
Grzałka ta działa na opisywanej na
odrębnej stronie internetowej zasadzie
telekinetycznych urządzeń darmowej energii.
Niezwykłe losy tego wynalazcy i jego grzałki,
prześladowanych opisanym poprzednio
"przekleństwem wynalazcy", zaprezentowane
zostały na stronie
boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.
Unikalną cechą omawianej grzałki jest, że
podobno posiada ona zdolność do generowania
aż kilkakrotnie większej ilości ciepła niż
wynosi jej zużycie elektryczności - gdyby więc
badania to potwierdziły grzałka ta mogłaby
wówczas dostarczać technicznej podstawy do
budowy termicznych "perpetum motion".
Grzałkę tą jej wynalazca opatentował oraz
zbudował jej działające prototypy. Niestety,
przez następnych ponad 60 lat ktoś systematycznie
uniemożliwiali mu wprowadzenie owej grzałki
do seryjnej produkcji. W środę dnia 30 stycznia
2008 roku kanał 1 telewizji nowozelandzkiej
pokazywał krótki reportaż (około 3 minuty) o
owym wynalazcy oraz o jego działającej
grzałce. Reportaż ten nadany został w
wiadomościach wieczornych niemal dokładnie
o godzinie 23:00. (Zapewne dysk DVD z
nagraniem owego reportażu daje się zakupić
od kanału 1 telewizji nowozelandzkiej.)
Jednocześnie lokalna gazeta nowozelandzka
z miasta Christchurch, o nazwie
The Press,
w swoim wydaniu ze środy (Wednesday),
January 30, 2008, opublikowała na stronie A13
artykuł pod tytułem "Sax notes lead to off-beat boiler"
(tj. "Nuty saksofonowe wiodą do nietypowej grzałki").
Artykuł ten informuje o istnieniu owej grzałki i jej
wynalazcy. Na początku lutego 2008 roku treść
tego artykułu była dostępna w Internecie pod adresem
http://www.stuff.co.nz/4379593a6530.html.
Pod owym adresem można wówczas też było kliknąć
na link "Watch audio slideshow of Peter Davey" który
otwierał krótki pokaz jaki demonstrował ową grzałkę
w działaniu. W dniu 30 stycznia 2008 roku wynalazca
tej niezwykłej grzałki obchodził właśnie swoje
92 urodziny. Jednocześnie jego walka
o pozwolenie na podjęcie produkcji fabrycznej
owej grzałki trwała już od rekordowych ponad 60 lat.
W owym krótkim reportażu z wiadomości telewizyjnych,
wynalazca ten ciągle wyrażał nadzieję że uda
mu się pokonać przeszkody i wdrożyć swoją
grzałkę do seryjnej produkcji. Jednocześnie
jednak do tego samego reportażu włączona
też została krytyczna wypowiedź jakiegoś
"eksperta-opiniodawcy" który na mnie
sprawił wrażenie wysoce zawiedzionego
że NIE jest w stanie stwierdzić iż owa grzałka
nie ma prawa działać. W reportażu zademonstrowano
bowiem że grzałka ta jednak działa i to natychmiast
po jej włożeniu do zimnej wody, zagotowując
tą wodę w czasie rzędu sekund.
Fot. #H5: Mr Peter Daysh Davey
demonstruje rewolucyjną
"grzałkę soniczną". Grzałka ta w dosyć
tajemniczych okolicznościach została
mu "zwrócona" na krótko przed wykonaniem
powyższego zdjęcia. Niezwykła historia
rewolucyjnego wynalazku grzałki Pana
Davey, wraz z historią tajemniczego
zwrócenia powyższej grzałki, opisana
została na odrębnej stronie internetowej
boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.
(Kliknij na powyższe zdjęcie aby
oglądnąć je w powiększeniu.)
Powyższe zdjęcie wykonałem w kilka dni po
92-gich urodzinach Pana Davey w dniu 30
stycznia 2008 roku. Wszystkie też fakty wskazują
na to, że tak sędziwy jego wiek jest wynikiem
picia natelekinetyzowanej wody wytwarzanej
właśnie przez omawianą tutaj grzałkę. Wszakże
Koncept Dipolarnej Grawitacji
informuje, że woda odpowiednio natelekinetyzowana
przez jakieś urządzenie telekinetyczne w rodzaju
omawianej tutaj grzałki, nabiera cech mitologicznej
wody życia dającej zdrowie i długie życie
wszelkim organizmom żywym. (Więcej na temat
"wody życia" wytwarzanej przez omawiana tutaj
grzałkę wyjaśnione zostało w punkcie #E6 strony
boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.)
Moim osobistym zdaniem grzałka wynalazku
Peter'a Daysh Davey jest aż tak unikalna
i aż tak nowatorska, że gdyby to zależało odemnie,
ja umieściłbym jej egzemplarz na honorowym
miejscu w specjalnej sekcji zadedykowanej dla
nowozelandzkich wynalazców i naukowców z
Narodowego Muzeum Nowej Zelandii zwanego
Te Papa.
Mianowicie umieściłbym ją tam obok takich
eksponatów, jak pierwszy samolot nowozelandzkiego
wynalazcy o nazwisku Richard Pearse
(pokazany na zdjęciu z "Fot. #H1" powyżej),
czy pierwszy model atomu opracowany przez
nowozelandzkiego naukowca o nazwisku
Ernst Rutherford. Wszakże wszystkie
owe trzy wkłady cywilizacyjne, tj. grzałka Dave'a,
samolot Pearse'a, oraz model atomu Rutherford'a,
przechodziły przez podobne koleje losu, zaś
ich twórcy w czasach kiedy tworzyli swój rewolucyjny
dorobek doświadczali bardzo podobnego potraktowania
od innych Nowozelandczyków.
Grzałka ta tym bardziej zasługuje na jej umieszczenie
w muzeum, ponieważ tajemnicze okoliczności jej
"zwrócenia" sugerują, że tak naprawdę to jest ona
rodzajem "konia trojańskiego" podrzuconego
naszej cywilizacji przez UFOnautów aby nadal
blokować i opóźniać fabryczne wdrożenie przez
ludzi zaawansowanej technologii którą grzałka ta
reprezentuje. Innymi słowy, jedną z atrakcji pokazanego
tu modelu tej grzałki zapewne jest że został on
zbudowany przez kosmitów a nie przez ludzi -
po więcej szczegółów patrz w/w strona
boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.
#H3.
Techniczne cuda świata:
Ja osobiście wierzę, że na Ziemi ciągle
znajduje się cały szereg technicznych
cudów świata. Opisany w nastepnym
punkcie poniżej "Zhang Heng seismograph"
jest tylko jednym z nich. Przez cuda owe
rozumiem już zbudowane i sprawdzone
w działaniu urządzenia
techniczne, jakich zasada działania znacząco
przekracza stan wiedzy, nauki i techniki
na Ziemi w czasach kiedy zostały one zbudowane.
Teoretycznie więc rzecz biorąc, ludzie powinni
być w stanie zbudować te urządzenia dopiero
w odległej przyszłości w stosunku do czasów
kiedy faktycznie się one pojawiły. Ich przedwczesne
pojawienie się na Ziemi jest więc dla nas
rodzajem znaku, na jaki powinniśmy zacząć
zwracać uwagę. Oto najważniejsze z owych
"technicznych cudów świata" o jakich istnieniu
do chwili obecnej zdołałem się już dowiedzieć:
#1.
Thesta-Distatica. Jest to
telekinetyczny generator darmowej energii.
Działający prototyp tego generatora znajduje się w
posiadaniu szwajcarskiej Komuny "Methernitha"
(po jego szersze opisy patrz podrozdział K2.3
z tomu 10 monografii [1/4]).
Wytwarza ona darmową energię elektryczną dosłownie
z niczego, poprzez pozyskiwanie, za pośrednictwem
zjawiska technicznej
telekinezy
(będącej odwrotnością dla zjawiska tarcia), energii
cieplnej zawartej w otoczeniu oraz zamienianie tej
energii w elektryczność.
#2.
Radio kryształkowe.
Jak to wyjaśniłem dokładnie w punktach #5 i #6.3 odrębnej strony internetowej o
ogniwach telekinetycznych,
ponad pół wieku temu na Ziemi produkowane
już były prymitywne prototypy
telekinetycznych generatorów darmowej energii.
Prototypy te nazywano "radiami kryształkowymi".
Działały one doskonale produkując darmową
elektryczność - tyle że w niewielkich ilościach.
Faktycznie to były one jedynymi urządzeniami
dotychczas produkowanymi masowo na Ziemi, które
nie wymagały żadnej baterii ani innego zasilania
w energię, a na przekór tego poprawnie wykonywały
swoją pracę. Czyniły to właśnie ponieważ zawierały
wbudowaną w siebie prymitywną wersję ogniwa
telekinetycznego opisywanego na odrębnej stronie o
ogniwach telekinetycznych.
Eksperci elektroniki wyjaśniają ów brak
potrzeby dla zewnętrznego zasilania w
energię w owych "radiach kryształkowych",
poprzez twierdzenie że jakoby owe radia
pobierały z anteny potrzebną im moc.
Jednak, ja nigdzie nie mogę znaleźć
opisów jakichkolwiek badań eksperymentalnych
które by raportowały o kimś kto faktycznie
pomierzył pobór mocy z anten owych
radioodbiorników, oraz wykazał że ów
pobór rzeczywiście pokrywa konsumpcję
energii jaka w nich ma miejsce.
Problem bowiem, na jaki staram się tutaj
zwrócić uwagę, polega na tym, że skoro
faktycznie nikt nigdy nie dokonał
eksperymentalnej weryfikacji iż radia
kryształkowe rzeczywiście pokrywają z
anteny swoje zapotrzebowanie na energię,
w praktyce mogą one równie dobrze działać
właśnie ponieważ ich obwody wyzwalały
zjawisko odwrotności tarcia które jest
podstawą działania ogniw telekinetycznych.
Tyle tylko, że eksperci elektroniki
po prostu nie zdają sobie sprawy
z tego ogromnie istotnego faktu.
Jest również dosyć znaczące, że poza
owymi "radiami kryształkowymi" nigdy
nie udało się zbudować jakichkolwiek
innych urządzeń elektronicznych które
by pokrywały swoje zużycie energii z
anteny.
Obecnie wystarczy jedynie aby owe stare prototypy
radioodbiorników kryształkowych odpowiednio
udoskonalić, a otrzyma się ogniwa telekinetyczne
pełnej wydajności i mocy. Do dzieła więc, bo
bez nich nasza cywilizacja pomału obumiera.
W punkcie #6 owej strony o
ogniwach telekinetycznych
zaproponowane zostało dokładnie, krok po kroku,
jak w najprostrzy oraz w najszybszy sposób
tak przetransformować "radio kryształkowe"
aby wypracować z jego obwodów konstrukcję
i działanie ogniwa telekinetycznego generującego
zatrzęsienie darmowej energii.
#3.
Mechanizm z Antikythera. Był to analogowy
komputer astronomiczny który umożliwiał wyznaczanie
położeń ciał niebieskich, daty zaciemnień, itp. Analizy
wskazują że przykładowo był on w stanie uwzględniać
niejednorodności w ruchu orbitalnym Księżyca z precyzją
większą niż wiele dzisiejszych programów komputerowych.
Komputer ten zbudowany był pomiędzy latami 100 a 150
BC, prawdopodobnie przez greckiego astronoma o nazwisku
Hipparchos z wyspy Rhodes. Miał on wymiary 33x16x10 cm.
Odkryto 30 kół zębatych z brązu z jakich się składał -
aczkolwiek uważa się w rzeczywistości posiadał ich co
najmniej o 7 więcej (część z nich zaginęła). W roku
1900 odkryto go we wreku starożytnego statku rzymskiego koło wyspy
Antikythera
(w połowie drogi pomiędzy Peloponnese a Crete). Na
początku listopada 2006 roku ukazał się na jego temat
artykuł w "Nature", który następnie był streszczony w
dwóch nowozelandzkich gazetach, mianowicie w artykule
"Ancient Greek computer yields its secrets" ze strony B3
nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z soboty (Saturday), December 2, 2006, a także
artykule "Ancient computer found on seabed" ze strony B4
nowozelandzkiej gazety
The New Zealand Herald,
wydanie datowane w piątek (Friday), December 1, 2006.
#4.
Wieczna lampka. Nieprzerwanie wytwarza ona
światło bez zużywania jakiejkowiek energii. Opisałem
ją w podrozdziale H6.1.3 monografii [1/4].
#5.
Arka Przymierza (ta z Biblii). Opisałem ją dokładniej
w podrozdziale S5 z tomu 14 monografii
[1/4].
Dostępne dane dokumentują że było to najważniejsze
urządzenie napędowe m.in. powodujące lewitowanie
dzisiejszych wehikułów UFO - to dlatego ową Arkę
nosili kiedyś tzw. "lewici". W dzisiejszych czasach
urządzenie to nazywane jest
komorą oscylacyjną.
#6.
Grzałka z Pakistanu. Miała ona kształt metalowej
amfory pustej w środku. Nieprzerwanie zagotowywała
ona wodę bez pobierania jakiejkolwiek energii. Została
zniszczona gdzieś w latach 1950-tych przez naukowca
angielskiego który ją rozciął aby zbadać co znajduje się
w jej środku (okazała się być pusta). Zasada działania
takich grzałek wynika ze zjawisk opisanych w podrozdziale
H6.1.3 z tomu 4 monografii
[1/5].
Według moich oszacowań, zasada ta była niemal identyczna
do zasady działania grzałki telekinetycznej opisanej na stronie
boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.
Tyle że jej powierzchnie omywane gorącą i zimną wodą
dodatkowo były sprzężone zwrotnie poprzez oscylator
z jej rezonującymi elektrodami. Dlatego gorąca i zimna
woda która omywała te powierzchnie wyzwalała działanie
tzw. Efektu Seebeck'a, generując na tych powierzchniach
ładunek elektryczny potrzebny do zadziałania owej amfory.
Na dodatek do powyższego, analizowałem i osobiście
gwarantuje jako technicznie poprawne dwa następne
przekazy telepatyczne, które zalecają nam zbudowanie
dalszych takich cudownych urządzeń. Przekazy te są
opisane w podrozdzialach N2 i N5.1.1 monografii [1/4],
a także w odrębnych traktatach [7/2] i [7B]. Ponadto
dokonywałem także badań dalszych dwóch starożytnych
odpowiedników takich cudownych urządzeń,
przykładowo tzw. "kamienia filozoficznego",
oraz "orba" (czyli "jabłka monarszego").
Wyniki tych badań opublikowałem w rozdziale
S monografii [1/4].
Więcej informacji na temat powyższych i innych
niezwykłości zawarte zostało na stronach o
telepatii oraz o
Seismografie Zhang Henga.
#H4.
Wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi - znaczy starożytny instrument jaki alarmuje
o zbliżającym się trzęsieniu ziemi zanim ono nas uderzy:
Kolejnym urządzniem na którym wyraźnie
widać działanie w Nowej Zelandii owego
"przekleństwa wynalazców", jest aparat
do zdalnego wykrywania gotujących się
trzęsień Ziemi. Nowa Zelandia leży na
obszarze silnie zagrożonym trzęsieniami
Ziemi. Co jakiś czas potężne trzęsienie
Ziemi unicestwia tam znaczną proporcję
mieszkańców. Taki aparat nosi więc w
sobie potencjał aby uratować życie tysięcy
ludzi. Na przekór jednak że od około 2003
ja niemal krzyczę że jestem w stanie zbudować
taki aparat, jak narazie nadal pozostaję bezrobotnym
zaś moja wiedza techniczna i naukowa oraz
moja znajomość zasady działania tego aparatu
pozostają niewykorzystane.
W Wellington, stolicy Nowej Zelandii, działa
narodowe muzeum Nowej Zelandii o nazwie
Te Papa.
(W chwili kolejnego aktualizowania tej strony
w styczniu 2008 roku wstęp do niego był
bezpłatny - podobnie zresztą jak do większości
innych muzeów Nowej Zelandii.)
Z ogromnej liczby eksponatów wystawionych
w owym muzeum, dwa polecałbym
do szczególnie uważnego oglądnięcia.
Są one bowiem rodzajami unikatów.
Jednym z owych eksponatów polecanych
tu do dokładnego oglądnięcie jest
zdalny wykrywacz nadchodzących trzęsień
Ziemi. Wykrywacz ten jest błędnie nazywany
"seismografem Zhang Heng'a". Dlaczego
ów zdalny wykrywacz gotujących się trzęsień
ziemi jest warty oglądnięcia, opisuję to w
niniejszym punkcie. Kolejnym eksponatem
wartym oglądnięcia jest motocykl John'a Britten.
Motocykl ten pokazany jest na "Fot. #H3"
poniżej, zaś opisany w punkcie #H1.4 tej strony.
Jak prawdopodobnie każdy jest już tego
świadomym, dzisiejsza nauka nie jest w
stanie przewidzieć trzęsień ziemi zanim
one nastąpią. Nasze dzisiejsze instrumenty,
nazywane "sejsmografami" wskazują
jedynie zaistnienie trzęsienia, jeśli trzęsienie
to już potrząśnie samym instrumentem.
Dlatego ujawniają one trzesienia ziemi
dopiero po fakcie - czyli kiedy już
dokona ono zniszczeń. Tymczasem
proszę sobie wyobrazić, że tak dawno
temu jak w roku 132 AD (czyli niemal
2000 lat temu), chiński genialny astronom
i matematyk o nazwisku Zhang Heng
zbudował urządzenie obecnie błędnie
nazywane
sejsmografem Zhang Henga.
(Tj. opisy tego urządzenia wskazywane
są przez wyszukiwarki jeśli nazwa "Zhang Heng seismograph"
użyta jest jako słowa kluczowe.) Było ono
w stanie ostrzec o zbliżającym się trzęsieniu
ziemi na długi czas zanim owo trzęsienie
uderzyło. Instrument tego geniusza jest
aż tak zaawansowany, że - jak wyjaśnię to
w dalszej części tego opisu, nawet dzisiaj
wyprzedza ono stan naszej obecnej nauki
ortodoksyjnej o co najmniej dalsze 100 lat.
Aby było jeszcze bardziej interesujące,
połowy wielkości replika tego cudownego
urządzenia znajduje się w Nowej Zelandii.
Może ona być ogladana w muzeum nazywanym
Te Papa,
a znajdującym się w Wellington. Ja
osobiście wierzę, że oryginalne urządzenie
jakie owa replika imituje, było jednym
z "technicznych cudów świata".
Gdyby w Wellington znajdowało się
oryginalne i pracujące takie urządzenie,
nie zaś jego wzrokowo-podobna replika,
Nowa Zelandia mogłaby dumnie stwierdzić,
że jest ono najbardziej zaawansowanym
urządzeniem technicznym na nowozelandzkiej
ziemi, oraz jednym z kilku nielicznych
cudów technicznych naszej planety.
Urządzenie Zhang Henga faktycznie było skonstruowane
w formie ozdobnej fontanny - patrz fotografia z "Fot. #H6".
Kiedy też żadne trzęsienie ziemi nie
nadchodziło, urządzenie to działało również
jako ozdobna fontanna. Główny zbiornik na
wodę owej fontanny miał kształt parabolicznej
komory antenowej wykonanej z blachy miedzianej.
Kształt ten w przekroju pionowym przypominał
kształt dzisiejszych parabolicznych anten satelitarnych.
Miał on tą cechę, że skupiał on dokładnie w
swoim centrum większość promieniowania
jakie docierało do owej komory antenowej z
dowolnego miejsca na Ziemi gdzie właśnie
gotowało się jakieś trzęsienie ziemi. Do obwodu
bocznych ścianek tej komory antenowej przymocowanych
było osiem pysków smoczych, z których wypływała
woda. W każdym z tych pysków znajdowała się
ciężka metalowa "perła". Pod każdym zaś z tych
pysków smoczych ustawiona była mosiężna żaba,
która faktycznie była głośnym dzwonem ulanym
w kształcie żaby. Strumienie wody wylewające się
z pysków smoczych zakreślały w powietrzu łuk,
wpadając w otwarte pyski owych żab. Kiedy
jednak nadchodziło trzęsienie ziemi, wówczas
owa ciężka metalowa perła trzymana w pysku
smoka od strony z której nadchodziło to trzęsienie,
wypadała wraz z wodą i uderzała w mosiężną
żabę poniżej. Jej uderzenie powodowało, że
żaba (która faktycznie była głośnym dzwonem)
wydawała bardzo głośny dźwięk dzwoniący.
Dźwięk ten był właśnie alarmem ostrzegającym
o nadchodzącym trzęsieniu ziemi.
Zasada działania opisywanego tutaj urządzenia
bazuje na indukowaniu falami telepatycznymi
zdecydowanych różnic w tarciu wody wypływającej
z pysków owych smoków. W normalnym bowiem
przypadku, kiedy żadne silne trzęsienie ziemi
nie gotuje się w pobliżu tego urządzenia, woda
jaka wypływa z pysków owych smoków formuje
tzw. "wypływ laminarny". Wypływ ten jest doskonale
znany z małego tarcia. Woda ta swoim tarciem
nie jest więc w stanie wyrzucić ciężkich metalowych
pereł leżących w owych pyskach w równowadze
chwiejnej. Kiedy jednak gdzieś w pobliżu zaczyna
się gotować trzęsienie ziemi, tarcie warstw skalnych
indukuje potężne fale telepatyczne które docierają
do komory antenowej owej fontanny. Paraboliczny
kształt owej komory ogniskuje owo promieniowanie
na wlocie do jednej z rur doprowadzających wodę
do pyska smoka leżącego po stronie z której dane
trzęsienie ma nadejść. Energia tego promieniowania
telepatycznego zamienia teraz wypływ wody z owego
pyska z poprzedniego "wypływu laminarnego" na
tzw. "wypływ burzliwy". Wypływ zaś burzliwy ma już
na tyle duże tarcie, że wyrzuca on perłę z pyska
tego smoka. Z kolei upadająca perła podnosi alarm
dźwiękowy informujący wszystkich że trzęsienie
ziemi właśnie nadchodzi. Ludzie mają więc czas
aby uciec z budynków zagrożonych zawaleniem
przez to trzęsienie ziemi.
Niefortunnie dla nas wszystkich, oryginalne
urządzenie Zhang Heng'a zostało zniszczone.
(Nie powinno to dziwić, zważywszy co wyjaśniłem
o diabolicznych UFOnautach na stronie o
UFOnautach.)
Do naszych czasów przetrwały jedynie laickie
opisy ludzi którzy widzieli je w działaniu, jakie
wyjaśniają nam jak ono wyglądało. Jednak
kluczowe szczegóły działania tego urządzenia
pozostają nieznane. Szczegóły te, niestety,
muszą być wynalezione i wypracowane całkowicie
od początku (na szczęście ja jestem bardzo
dobry w takim powtórnym wynajdowaniu).
Dlatego też począwszy od słynnego 19-wiecznego
wynalazcy angielskiego, Dra John'a Milne,
który zbudował swój własny sejsmograf używany,
między innymi, w Nowej Zelandii, najróżniejsi
naukowcy ortodoksyjni spekulowali jak ów
"Zhang Heng seismograph" może działać.
Ponieważ patrzyli oni na owo urządzenie z
perspektywy ich własnej wiedzy, wyjaśniali
jego działanie na taki sam sposób jak działanie
dzisiejszych sejsmografów. Mianowicie, zgodnie
z nimi, urządzenie to wykorzystuje siły inercji
do wzniecania alarmu. Jedna z takich
wydedukowanych konstrukcji tego urządzenia,
pokazana została na rysunku dostępnym pod
adresem internetowym
international.tamu.edu.
W ich więc zrozumieniu, to cudowne urządzenie
działa niemal tak samo jak obecne sejsmografy.
Na podstawie tamtych spekulacji wykonali oni też
dzisiejsze repliki owego urządzenia. Jednak moje
własne badania nad ową repliką z Wellington,
a także analizowanie tego co wiem na temat
urządzenia Zhang Heng'a, wskazują jednoznacznie
że założenia które dzisiejsi naukowcy przyjmują
są całkowicie błędne. Wszakże starają się oni
opisać owo cudowne urządzenie jako prymitywną
wersję dzisiejszych sejsmografów działających
na zasadzie sił inercji. Tymczasem w rzeczywistości
urządzenie to wykorzystuje doskonałą wśród
starożytnych Chinczyków wiedzę na temat "chi",
lub - jak my dzisiaj je nazywamy - "fal telepatycznych".
Owo błędne wyjaśnienie inercyjne naukowców
ortodoksyjnych nie ujawnia pełnych możliwości
tego cudownego urządzenia, a na dodatek
wprowadza wiele konfuzji. Ponadto z powodu
swojej błędności, uniemożliwia ono zbudowanie
protypu który by zadziałał. (Wszystkie kopie
tego cudownego urządzenia które zbudowane
zostały przez dzisiejszych naukowców odmówiły
działania! Powodem było że dla nich wszystkich
naukowcy ci zakładali zupełnie błędną zasadę
działania opartą na siłach inercji zamiast "chi".)
Ja sam interesuję się tym urządzeniem od 1993
roku, czyli od czasów kiedy podczas swojej profesury
w Malezji usłyszałem o nim po raz pierwszy od
zaprzyjaźnionych Chińczyków. Niestety, nie zdołałem
wówczas ustalić gdzie jego oryginał się znajduje,
nie stać zaś mnie było aby polecieć do Chin i tam
go poszukiwać (dopiero niedawno dowiedziałem
się że jego oryginał został zniszczony). Jednak
skoro
Dr Pająk
nie mógł przybyć do sejsmografu,
sejsmograf przybył do Dra Pająka. W 2003 roku
całkiem niespodziewanie dla siebie znalazłem to
urządzenie w muzeum "Te Papa" odległym jedynie
o kilka kilometrów od mojego ówczesnego mieszkania.
Natychmiast też poddałem je analizom funkcjonalnym.
W wyniku swoich badań rozpracowałem odmienne
wyjaśnienie dla zasady działania dla "Zhang Heng
Seismograph". Wyjaśnienie to już opisałem parę
paragrafów wyżej, oraz streściłem je także w podpisie
pod ilustracją "Fot. #H6". Jest ono całkowicie odmienne
od tych zaproponowanych przez innych naukowców.
Bierze ono bowiem pod uwagę działanie fal telepatycznych,
na którym oryginalne urządzenie Zhang Heng'a
bazowało. Jak bowiem się okazuje, starożytni
Chińczycy wiedzieli znacznie więcej od nas o
falach telepatycznych. Referowali oni do nich
wówczas jako do energii "chi". Ponadto cała ich
wiedza na temat tzw. "feng schui" to faktycznie
wiedza o następstwach oddziaływania na losy
ludzi określonych rodzajów fal telepatycznych.
Stąd moje wyjaśnienie dla działania tego urządzenia
ujawnia, że do wykrywania trzęsień ziemi zaprzegnięte
w nim zostały włąśnie fale telepatyczne (chi).
To zaś umożliwiało aby trzęsienia te wykryć
na długi czas zanim zdołają one do
nas dotrzeć i dokonać zniszczeń.
Zgodnie z moimi oszacowaniami, opisany tu
telepatyczny wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi
wyprzedza stan dzisiejszej nauki ortodoksyjnej
o co najmniej 100 lat. Jest tak ponieważ nauka
ortodoksyjna potrzebuje co najmniej 50 następnych
lat aby się nauczyć czym właściwie są fale telepatyczne,
potem potrzebuje następnych 30 lat aby się nauczyć,
że nadchodzące trzęsienia ziemi zawsze wysyłają
ostrzeżenie uprzedzające - które przyjmuje właśnie
postać wiązki potężnych fal telepatycznych
(odbieranych w wyprzedzeniem
m.in. przez zwierzęta), a potem
jeszcze co najmniej 20 lat aby zbudować pracujące
urządzenie telepatyczne jakie wykorzystywałoby
tą wiedzę dla ostrzegania ludzi o nadchodzącym
trzęsieniu ziemi. Stąd jeśli już ktoś będzie w Nowej
Zelandii, wówczas sugerowałbym wstąpić do muzeum
nazywanego
Te Papa
aby zobaczyć na własne oczy ten starożytny cud
techniki, jaki na Ziemi zapewne zostanie zbudowany
nie wcześniej niż za jakieś 100 lat. (Technicznie
mógłby on być zbudowany już obecnie. Niefortunnie,
dzisiejszy wrogi dla nowych idei klimat naukowy
czyni to niemożliwym.)
Przy okazji omawiania tego cudownego urządzenia
w podrozdziale N6.2 z tomu 11 monografii [1/4],
przytaczam tam także kilka istotnych powodów,
dlaczego urządzenie to NIE miało prawa działać
na zasadzie inercji - czyli działać tak jak je obecnie
wyjaśniają ortodoksyjni naukowcy, a faktycznie
musiało działać na zasadzie fal telepatycznych
(tj. "chi"). Oto najważniejsze z owych powodów:
1.
Kształt. Wyprodukowanie w starożytności
komory rezonansowej o kształcie parabolicznego
lustra wklęsłego, o zarysie identycznym do
dzisiejszych satelitarnych anten telewizyjnych
było bardzo kosztowne i trudne. Zhang Heng nie
ukształtowalby więc swego urządzenia w aż tak
trudny sposób, gdyby użyta zasada działanie
tego nie wymagała. Tymczasem tylko urządzenie
działające na "chi" wymaga ściśle parabolicznego
kształtu. Urządzenia zaś działające na zasadzie
sił inercji (tak jak nasze dzisiejsze sejsmografy)
mogą mieć obudowę o dowolnie prostym kształcie,
np. zwykłej skrzynki.
2.
Fontanna. Jeśli owo urządzenie działa na zasadzie
sił inercji, wówczas wcale nie musiało być budowane
jako fontanna. Wszakże woda jedynie psułaby jego
inercyjne działanie. Jednak woda jest absolutnie
konieczna dla wykorzystania fal telepatycznych (tj. "chi").
3.
Położenie głów smoczych w połowie wysokości fontanny.
Gdyby ten instrument działał na zasadzie sił inercji,
wówczas wyloty dla strumieni wody wcale nie powinny
być wbudowane w połowie wysokości komory antenowej.
Wszakże gdyby wyloty dla wody były tuż przy dnie
komory antenowej wówczas uzyskiwane byłoby wyższe
ciśnienie wylotu, a stąd fontanna taka działałaby znacznie
lepiej. Za to wyloty wody w połowie wysokości komory
antenowej są absolutnie konieczne dla wykorzystania
fal telepatycznych. Wszakże właśnie w połowie wysokości
znajduje się punkt ogniskowy w jakim fale te są skupiane.
4.
Chi. Starożytni Chinczycy znali doskonale własnosci
"chi" (tj. fal telepatycznych). Jednak niemal nie posiadali
żadnej wiedzy na temat mechnanicznych drgań gruntu
i na temat sił inercji.
5.
Symetria. Urządzenia pracujące na zasadzie
drgań inercyjnych działaję symetrycznie - jako że
wibracje są zawsze symetryczne. Doskonale widzimy
to na dzisiejszych sejsmografach, w których rysowana
linia zawsze wychyla się o niemal tą samą wartość w
obu kierunkach z punktu równowagi. Stąd gdyby
urządzenie Zhang Heng'a pracowało na zasadzie
inercji, wówczas dwie (a nie jedna) "perły" musiałyby
zawsze wypadać z pysków smoków po przeciwstawnych
stronach urządzenia. Z kolei fale telepatyczne (tj. "chi")
powodowałoby że tylko jedna "perła" wypadała z pyska
tylko jednego smoka. Starożytne opisy efektów działania
tego urządzenia wyjaśniają, że zawsze wypadała z niego
tylko jedna "perła".
6.
Alarm dźwiękowy. Omawiane urządzenie służyło
podnoszeniu alarmu dźwiękowego - to właśnie dlatego
używało ono żab jakie wydawały głosny dźwięk bicia
w dzwon. Gdyby jednak było to urządzenie inercyjne,
wówczas podnosiłoby ono hałas tylko kiedy trzesienie
ziemi już nim wstrząsnęło. Jednak alarm w takim
przypadku wcale nie byłby już potrzebny, bowiem
towarzyszyłby on doskonale dla każdego widocznym
oznakom trzęsienia ziemi, takim jak np. zawalanie
się budynków, przesuwanie się i upadanie mebli,
kołysanie się podłogi, itp. Jedyne więc uzasadnienie
dla użycia alarmu dźwiękowego jest, jeśli był on
podnoszony na jakis czas przed nadejściem
właściwego trzęsienia ziemi, czyli jeśli urządzenie
to działało na zasadzie fal telepatycznych (tj. "chi").
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu
wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto
większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając
w to populany "Internet Explorer", pozwala na
załadowanie każdej ilustracji
do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli
przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć,
a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego
przez siebie software graficznego.
Jeśli życzysz sobie przesunąć
daną ilustrację (tj. fotografię lub rysunek), znaczy
chcesz przemieścić ją w inne miejsce ekranu
z którego właśnie czytasz jego opis, wówczas
powinieneś uczynić co następuje: (1) kliknąć na
nią aby spowodować pojawienie się tej ilustracji
(zdjęcia lub rysunku) w odrębnym okienku, (2)
zmniejszyć wymiary tego odmiennego okienka
(z danym zdjęciem lub rysunkiem) poprzez "złapanie"
myszą jego prawego-dolnego narożnika i przesunięcie
tego narożnika w górę-lewo aby otrzymać rozmiar
tego odrębnego okienka jaki sobie życzysz mieć
(odnotuj że kiedy raz zmniejszysz już rozmiar
pierwszej takiej ilustracji, wówczas wszelkie następne
kliknięte rysunki pojawią się już w owych zmniejszonych
rozmiarach - chyba że je ponownie powiększysz w
taki sam sposób), a następnie (3) przemieść to
odmienne okienko z ilustracją w miejsce strony internetowej
w którym zechcesz je oglądać. (Aby je przemieścić
złap je myszą za ten niebieski pasek na jego
górnej krawędzi). Odnotuj też, że jeśli przesuniesz
(suwakiem) tekst tej strony kiedy go czytasz, owo
odrębne okienko z dodatkowym rysunkiem nagle
zniknie. Aby je ponownie przywrócić w nowe położenie
strony musisz kliknąć na jego "ikonkę" (nazwę) w
najniższej części ekranu.
Fot. #H6: Powyższe
zdjęcie pokazuje telepatyczny wykrywacz nadchodzących
trzęsień ziemi - tj. instument zdolny do odbierania fal
telepatycznych wysyłanych przez gotujące się trzęsienie
ziemi i do podniesienia alarmu zanim
trzęsienie to uderzy. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć
je w powiększeniu.)
(Odnotuj, że znacznie bardziej
dokładny opis tego niezwykłego urządzenia
zawarty jest na odrębnych stronach internetowych
seismograph_pl.htm, oraz
telekinesis_pl.htm.)
Zajmnie to nie mniej niż jakieś 100 dalszych lat
zanim dzisiejsza nauka ortodoksyjna nauczy się
jak budować takie urządzenia. Szokująco jednak
urządzenie takie zostało już zbudowane w starożytnosci
przez chińskiego geniusza o nazwisku Zhang Heng.
Wykorzystuje ono starożytną wiedzę chińską o tzw.
chi (czyli o "falach telepatycznych") dla
wzniecania wczesnych alarmów ostrzegających
przed nadciągającym trzęsieniem ziemi. Owe "chi"
czyli "fale telepatyczne" które ono wykorzystuje w
swoim działaniu, można sobie wyobrażać jako
rodzaj dźwięku lub światła, który:
(1) propagowany jest w odmiennym świecie,
(2) rozchodzi się z nieskończenie dużą szybkością,
(3) każdy obiekt jest dla niego przeźroczysty, stąd
przenika on przez obiekty nawet tak ogromne jak
ziemia czy słońce, oraz (4) częściowo odbija się
on od praktycznie każdej powierzchni. Nowa Zelandia
otrzymała replikę tego cudownego urządzenia
od zarządu miasta Beijing (Pekin) w Chinach.
Owa replika jest jedną z pierwszych jakie
udostępnione zostały poza granicami Chin.
Obecnie może ona zostać oglądnięta w muzeum zwanym
Te Papa
z Wellington - stolicy Nowej Zelandii.
Powyższe zdjęcie ilustruje również zasadę
działania urządzenia Zhang Henga. Jak to
wyraźnie widać z tego zdjęcia, urządzenie Zhang
Heng'a przyjmuje postać metalowej fontanny,
w której woda wylewa się z pysków ośmiu smoków
wprost do otwartych ust ośmiu spiżowych żab
(ropuszek) czekających poniżej. Smoki są
przymocowane do komory antenowej w kształcie
zbliżonym do dzisiejszych anten satelitarnych
oraz wypełnionej wodą. Osiem wlotów do rur
które doprowadzają wyciekającą wodę,
umieszczonych jest w pobliżu centrum tej komory.
Z tych punktów wlotu, woda doprowadzana jest
do ośmiu dysz wylotowych tej fontanny, jakie
ukształtowane są ozdobnie na podobieństwo
pysków smoczych, oraz rozmieszczone w
równych odstępach naokoło obwodu komory
rezonansowej. Pionowe umiejscowienie i
konfiguracja owych wlotów, rur, oraz pysków
smoczych jest tak dobrane, że woda jaka
przez nie przepływa wykazuje to co nauka
hydromechaniki nazywa przepływem
laminarnym. Aby być w stanie dokładnie
dostroić konfigurację pysków smoczych oraz
intensywność przepływu laminarnego wody,
specjalny pionowy drążek sterowniczy umieszczony
jest w centrum komory rezonansowej. Ów
drążek połączony jest ze szczękami poszczególnych
smoków za pośrednictwem układów dźwigni.
Mechanizm owego drążka i dźwigni służy
doregulowaniu siły przepływającej wody do
poziomu wymaganego dla wyrzucenia danej
"perły" z pyska trzymającego ją smoka. Dlatego
mechanizm ten służy także do regulowaniu
mocy trzęsienia ziemi jaka jest wymagana
aby podnieść alarm. Pechowo jednak,
dzisiejsi ortodoksyjni naukowcy interpretują
ów drążek jako inercyjny mechanizm wyzwalający,
podobny do tego używanego w dzisiejszych
sejsmografach.
Aby wszcząć alarm poprzedzający trzęsienie
ziemi, w pysku każdego smoka umieszczona
jest ciężka metalowa "perła". Wielkość, ciężar,
oraz kształt tej perły jest tak dobrany, że w
normalnym przypadku laminarny przepływ
wody nie wyrzuca jej z pyska danego smoka.
Jednak tzw. "przepływ burzliwy" powoduje
wypadnięcie tej perły z pyska smoka i jej
wpadnięcie do otwartego pyska żaby siedzącej
poniżej owego smoka. Miedziana komora
antenowa posiada tak zaprojektowaną
krzywiznę swoich parabolicznych ścianek
bocznych, że ścianki te formują dla fal
telepatycznych rodzaj "lustra parabolicznego".
(Starożytni Chińczycy doskonale byli obznajomieni
z falami telepatycznymi, jakie oni nazywali "chi".)
Owo lustro paraboliczne odbija fale telepatyczne
i koncentruje je na wlotach do rur które
dostarczają wodę do pysków poszczególnych
smoków z przeciwstawnej strony komory.
W normalnych jednak okolicznościach,
owe fale telepatyczne mają zbyt małą energię,
a ponadto zbyt mała amplitudę oraz niewłaściwą
częstotliwość, aby zakłócić przepływ laminarny
wody przez usta któregokolwiek ze smoków.
Jeśli jednak nadciąga trzęsienie ziemi,
wówczas trzęsienie to wzbudza potężne
spiętrzenie fal telepatycznych ("chi"). Fale
te mają energię oraz częstotliwość do jakiej
komora antenowa została dostrojona. Amplituda
i energia owych fal skoncentrowana na
wlocie do rury która doprowadza wodę
do pyska określonego smoka jest wystarczająco
silna do zakłócenia "przepływu laminarnego"
wody, oraz do przemienienia tego przepływu
w tzw. przepływ burzliwy. Jak nauka
hydromechaniki nas uczy, przepływ burzliwy
formuje znacznie wyższe siły oporu i tarcia
niż przepływ laminarny. Stąd ów przepływ
burzliwy jest w stanie wyrzucić perłę z pyska
danego smoka. Perła wpada do pyska żaby
siedzącej poniżej. Z kolei owa żaba jest faktycznie
rodzajem głośnego spiżowego dzwonu. Stąd,
jeśli ciężka metalowa "perła" wpada do niego,
dzwon ten wydaje bardzo głośny sygnał alarmu
na zbliżające się trzęsienie ziemi. Stąd każdy
wie, że potężne trzęsienie ziemi nadchodzi,
każdy przygotowuje się więc na jego nadejście.
Ponieważ krzywizna komory antenowej
odbija fale telepatyczne jak wklęsle lustro z
powrotem w kierunku z którego one nadeszły,
pojedyncza perła która wypada z pyska
smoczego wskazuje także dokładny kierunek
z jakiego owo trzęsienie ziemi wkrótce nadejdzie.
Stąd urządzenie pokazane powyżej nie tylko że
informuje iż potężne trzęsienie ziemi właśnie
nadchodzi, ale także informuje z jakiego kierunku
ono wkrótce przybędzie (stąd także czy np.
jest ono w stanie wzbudzić fale tsunami,
obsuwiska ziemi, itp.).
Jeszcze bardziej precyzyjne opisy konstrukcji
i działania powyższego urządzenia znajdują
się w podrozdziale N6.1. z tomu 11 monografii
[1/4]. Z kolei informacje na temat fal telepatycznych
jakie dobrze jest poznać dla lepszego zrozumienia
działania tego urządzenia zawarte są w podrozdziale
H7.1 z tomu 4 monografii [1/4]. (Monografia [1/4]
dostępna jest nieodpłatnie za pośrednictwem
niniejszej strony internetowej.)
* * *
Opisany powyżej telepatyczny sejsmograf
wnosi możliwość uratowania od niechybnej
śmierci niezliczone liczby ludzi którzy żyją
na obszarach jakie w przyszłości dotknięte
zostaną gwałtownymi trzęsieniami ziemi.
Ponadto posiada on ogromny potencjał
komersyjny. Jeśli więc jego cena zdoła
zejść do poziomu dzisiejszych domowych
wykrywaczy dymu, niemal każda rodzina
będzie chciała go posiadać w swoim mieszkaniu.
Wszakże z wyprzedzeniem wystarczającym
dla skutecznej ucieczki, ostrzegał on ją będzie
przed ewentualnie nadchodzącym trzęsieniem
ziemi. Dlatego obecnie, kiedy jego prawdziwa
zasada działania jest już poznana, czas
abyśmy zakasali rękawy, przetłumaczyli tą
zasadę działania na dzisiejszy poziom
technologii, oraz podjęli seryjną produkcję
tysięcy takich urządzeń.
"Seismograf Zhang Henga" jest opisany w całym
szeregu źródeł. Niezależnie od powyższego opisu
omawia go również podrozdział N6.1 z tomu 11 monografii
[1/4],
jak również odrębna strona internetowa poświęcona
wyłącznie temu
sejsmografowi.
Ponadto, wyniki badań nad budową i zasadą działania
tego cudownego urzadzenia prezentowane były w moim
referacie na konferencję naukową ICST-2005. Referat
ten można sobie przeczytać pod adresem konferencji
ICST-2005.
Część #I:
Zanikanie "pędu do wiedzy" - czyli dlaczego na Antypodach (np. w Nowej Zelandii) tak wiele nadal odczekuje swojego odkrycia i odkrywcy:
#I1.
Dlaczego w Nowej Zelandii nadal tak wiele oczekuje na swego odkrywcę:
Aż do około 1840 roku Nowa Zelandia
pozostawała dziczą odciętą od reszty świata.
Zaraz po owym zaś terminie zamieszkujący
ją ludzie byli głównie zajęci innymi sprawami
niż tropienie jej tajemnic. Z kolei w obecnych
czasach w Nowej Zelandii ukształtował się
unikalny klimat intelektualny który powoduje
że większość badaczy owego kraju nie
zamierza ryzykować "wyhylenia się"
poprzez podjęcie próby przebadania
jakiegoś "tabu". Dlatego do dzisiaj
ów kraj nadal ukrywa w sobie wiele
tajemnic które reszta świata chętnie zapewne
zechciałaby poznać. Z kolei fakt że np. w Nowej Zelandii
działają jakieś ukryte hamulce które uniemożliwiają
odkrycie i przebadanie wszystkich zawartych tam
tajemnic sam w sobie jest kolejnym dowodem
że na Antypodach faktycznie działają jakieś
anty-cywilizacyjne moce które są silniejsze
od instynktownego u ludzi "pędu do wiedzy".
Moce te w przeszłości były, zaś dzisiaj nadal
są, głównym powodem dla którego Antypody
NIE dokładają swego własnego wkładu do rozwoju
technicznego naszej cywilizacji. To więc wcale
NIE Antypody niosą resztę Ziemi na swoich
barkach, a reszta Ziemi zmuszona jest nieść
Antypody w kierunku lepszej przyszłości.
#I2.
"Śpiący olbrzym":
Największą atrakcją Nowej Zelandii nadal
oczekującą na swego odkrywcę, jest gigantyczna
figura ludzka tzw. Śpiącego Olbrzyma
istniejąca gdzieś w niedostępnej dziczy półwyspu
Coromandel. Wygląd i istnienie owej figury
wyjaśniam dokładniej w punkcie #B2 odrębnej
strony internetowej
god_proof_pl.htm - o dowodach naukowych że Bóg faktycznie istnieje,
a także w podrozdziale V3 mojej monografii
[1/4].
#I3.
Dalsze ciekawostki Nowej Zelandii o których istnieniu słyszałem, jednak których osobiste przebadanie uniemożliwia mi narazie brak funduszy i brak czasu:
Na niniejszej stronie, a także na oryginalej
stronie
newzealand_pl.htm - o tajemnicach i ciekawostkach Nowej Zelandii,
opisałem cały szereg interesujących i tajemniczych
faktów na temat Nowej Zelandii. Owe tajemnice
wyczerpują listę tych jakie ja sam zdołałem
dotychczas przebadać i opisać. Niezależnie
od tych, w Nowej Zelandii istnieje cała masa
dalszych tajemnic które nadal oczekują na
swego odkrywcę. Być może że właśnie Ty
czytelniku zechcesz zostać ich odkrywcą.
Oto wykaz dalszych tajemnic, o których istnieniu
w Nowej Zelandii kiedyś już słyszałem, jednak
które oficjalnie wcale dotąd NIE zostały odkryte
i udokumentowane.
(1) Mityczny niewidzialny kryształ zlokalizowany w geograficznym
centrum Nowej Zelandii, jakiego podobno można dotknąć, jednak nie można
zobaczyć. (Być może że kryształem tym jest
komora oscylacyjna
działająca w tzw.
stanie telekinetycznego migotania -
po szczegóły patrz strona
telekinesis_pl.htm - o telekinezie indukowanej technicznie.)
(2) Tajna szkoła Maoryskich szamanów jaka wciąż operuje ukryta w dziczy
Nowej Zelandii, a do jakiej egzamin wstępny polega na psychokinetycznym zrzuceniu
ze stołu kamienia wielkości pięści - jednak bez fizycznego dotknięcia owego kamienia.
(3) Dwie piramidy z Coromandel Peninsular;
(4) Tajemniczy Wielki Mur Nowej Zelandii który jest jak miniaturową wersją Wielkiego Muru
Chińskiego, Muru z Peru, czy Muru Hadriana z Brytanii (zbudowanego w 122 roku AD).
(5) Legendarne plemienie niezwykłych istot z mgły które podobno
posiadają swoje podziemne miasto w nowozelandzkiej prowincji Firdland;
oraz wiele więcej.
Dlatego być może warto aby czytelnik uczynił coś aby dopomóc odkryć
i przebadać także i te tajemnice.
#I4.
Istnieją też dalsze przykłady materiału dowodowego który dokumentuje zanik "pędu do wiedzy" u mieszkańców Nowej Zelandii:
Jednym z przykładów tego materiału dowodowego
jest sytuacja z dzisiejszym systemem edukacyjnym
owego kraju.
Część #J:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#J1.
Podsumowanie tej strony:
W treści niniejszej strony zaprezentowałem
tezę, że Bóg najwyraźniej NIE życzy sobie
ludzkiego osadnictwa na Antypodach. Z kolei
ludzi którzy mimo wszystko tam się osiedlają
i wiążą na stałe losy swoich potomków z
Antypodami, Bóg najwyraźniej traktuje w
"specjalny" sposób zarezerwowany dla tych
co sprzeciwiają się Jego woli. Przytoczyłem
tu też nieco materiału dowodowego który
podpiera prawdę tej tezy. Oczywiście
materiału dowodowego na poprawność tej
tezy jest znacznie więcej. Niestety, zarówno
teza tej strony, jak i dowody na jej podparcie,
dla wielu mieszkańców Antypodów będą
ogromnie drażliwe. Bardzo więc trudno je
zaprezentować naukowo bez wystawienia
się na ryzyko wzbudzenia czyichś emocji.
Dlatego tylko niektóre ze znanych mi dowodów
miałem tutaj odwagę przedstawić. Mam przy
tym nadzieję, że dowody które odważyłem
się tutaj zaprezentować już wystarczą do
wskazania najważniejszych trendów jakie
odróżniają Antypody of reszty świata. Stąd
zainteresowani czytelnicy powinni być w
stanie znaleść dalszy odnośny materiał
dowodowy już we własnym zakresie. Ja
ze swojej strony obiecuję dodać w przyszłości
do tej strony nieco więcej materiału dowodowego
jeśli tylko natrafię na taką jego postać
która nie zapowiada wzbudzania zbyt
wielkich emocji.
Oczywiście, źródłem sytuacji opisanej na tej
stronie jest sam Bóg. Ja jestem jedynie "posłańcem"
czy "nosicielem wiadomości" - czyli osobą
która powtarza co na ten temat powinno samo
rzucić się wszystkim w oczy (jeśli ktoś celowo
nie zamyka swoich oczu). Wcale też NIE usiłuję
przekonywać nikogo aby uwierzył w to co tutaj opisałem.
Uważam jedynie za swój naukowy obowiązek
uczynić te informacje dostępne do zainteresowanych
osób, zaś wnioski jakie z owych informacji osoby
te wyciągną są już ich prywatną sprawą.
Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj.
dra inż. Jana Pająka
(a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka),
pod jakie można wysyłać ewentualne
uwagi lub zapytania, podane są na stronie:
o mnie (dr inż. Jan Pająk).
Tam również dostępne są adres pocztowy
i numery telefonu autora.
#J3.
Copyrights, disclaimer, itp.:
Informacja copyright. Każda fotografia jaka podpiera tutaj ktorąś z konkluzji
moich badań, jednak która NIE pochodzi z moich własnych zbiorów, posiada nosiciela
praw copyrights wyszczególnionego pod nią. Pozostałe fotografie pochodzą z moich
monografii, stąd prawa copyright z owych monografii odnoszą się także do nich.
* * *
Disclaimer. Odnotuj że poglądy wyrażone na niniejszej stronie NIE są
podzielane przez właścicieli innych niż moje fotografii pokazanych tutaj,
nawet jeśli właściciele owych fotografii zgodzili się abym wykorzystywał
ich zdjęcia. Chociaż fotografie reprezentują najbardziej obiektywny materiał
dowodowy, ciągle sytuacje jakie one uchwyciły mogą być interpretowane na
kilka odmiennych sposobów.
* * *
Niniejsza strona należy do większego łańcucha stron internetowych
poświęconych najróżniejszym tajemnicom i ciekawostkom (oferując
m.in. nieodpłatne monografie na ich tematy). Łańcuch ten obejmuje
strony zestawione w "Menu 2".
* * *
If you prefer to read English,
click on the flag (jeśli preferujesz angielski,
kliknij na poniższą flagę)
Data zapoczątkowania budowy tej strony internetowej: 7 lipca 2008 roku.
Data najnowszego aktualizowania tej strony: 7 marca 2009 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)