Zlot "Wszewilki-2006" z dnia 8/7/6 czyli 8 lipca 2006 roku
(dwujęzycznie, po: angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
23 kwietnia 2007


Kliknij "X" lub "No" jeśli sabotażująca plansza rzekomych błędów usiłuje przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Polskie tutaj:)

Poprzedni Zlot "2006"

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Raport Zlotu "2006"

Miasto Milicz

Św. A. Bobola

Bitwa o Milicz

Wrocław

Malbork

O Bogu

Nirwana

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Prawda

Zło

Antychryst

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Dowody działań UFO na Ziemi

UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

O mnie (dr Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X


(English here:)

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Milicz

Wrocław

Malbork

About God

Nirvana

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Truth

Evil

Antichrist

Free energy

Telekinetic cell

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

Evidence of UFO activities

UFO

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

About me (Dr Jan Pająk)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 2".)



Menu 3:

(Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

energia.sl.pl

members.fortunecity.com

milicz.fateback.com

propulsion.250free.com

storm.prohosting.com/craters

timevehicle.150m.com

www.totalizm.pl

ufonauci.w.interia.pl

a.1asphost.com/Tapanui

evil.0me.com

extraordinary.biz.ly

i.1asphost.com/1964

nirwana.terramail.pl

anzwers.org/free/wroclaw

bandits.netfast.org

two.xthost.info/evidence

god.43i.net

god.ez-sites.ws

gravity.my-place.us

healing.happyhost.org

gravity.my-place.us

karma.freewebpages.org

parasitism.about.tc

rubik.hits.io




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)

Na odrębnej stronie internetowej o wsi Wszewilki opisane były liczne niezwykłości owej wioski. W owej też wsi Wszewilki, a także w pobliskim mieście Miliczu, koordynowany jest za pośrednictwem internetu cały szereg imprez które zainteresowanym czytelnikom m.in. umożliwiają zwiedzenie tych miejscowości. Sposoby na jakie imprezy te koordynują zwiedzanie owych miejscowości opisane zostały na odrębnej stronie internetowej o nazwie "Wszewilki-Milicz". Przykładowo, w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku (tj. w dniu wyrażanym łatwą do zapamiętania liczbą "8/7/6") we wsi Wszewilki organizowany jest internetowo zlot. Z kolei w sobotę dnia 7 lipca 2007 roku (tj. w dniu wyrażanym łatwą do zapamiętania liczbą "7/7/7") we wsi tej planowany jest internetowy zjazd osób zainteresowanych w filozofii zwanej "totalizm". (Pełny adres internetowy wskazywanych tu stron ukazuje się w okienku adresowym wyszukiwarki po kliknięciu na ich linki w tekście wyróżniane kolorem zielonym.) Niniejsza strona internetowa wyjaśnia najważniejsze sprawy związane z koordynacją owego zlotu z dnia 8 lipca 2006 roku (zlot ten nosi nazwę "Wszewilki-2006"). Jeśli więc zainteresowany jesteś właśnie tym zlotem "Wszewilki-2006" wówczas kontynuuj czytanie tej strony. Jeśli jednak zainteresowany jesteś jedynie zwiedzeniem Wszewilek lub Milicza, wówczas przejdź od zaraz do czytania strony "Wszewilki-Milicz". Jeśli zaś zainteresowany jesteś tylko zjazdem totalizmu we Wszewilkach z następnego, 2007 roku, wtedy przejdź od razu do czytania strony "Wszewilki-2007".

Odnotuj, że udostępniana jest już angielskojęzyczna wersja strony internetowej opisującej wieś Wszewilki. Nosi ona fizyczną nazwę "wszewilki_uk.htm". Jej pełny adres internetowy ukaże się w okienku adresowym wyszukiwarki po kliknięciu na jej linki wyróżnione w tym tekście kolorem zielonym. Odsyłaj na jej adres, oraz zachęcaj do jej przeglądnięcia, tych wszystkich swoich znajomych i przyjaciół, którzy nie znają języka polskiego, a stąd nie mogą przeczytać oryginalnej, polskojęzycznej wersji strony o niezwyklej wsi Wszewilki.


#1. Po co organizować także Zlot "Wszewilki-2006" jeśli organizowany jest już Zjazd "Wszewilki-2007":

       W dniu 7/7/7, czyli w sobotę 7 lipca 2007 roku, kilku ochotników zaplanowało zorganizować we wsi Wszewilki koło Milicza Pierwszy Zjazd Totalizmu "Wszewilki-2007". Niestety, już od pierwszego momentu przeciwko faktycznemu zorganizowaniu owego Zjazdu najwyraźniej celowo wznoszone są najróżniejsze przeszkody. Przykładowo, bezpieczeństwo jego obrad wymaga aby jego uczestnicy byli idetifikowalni. Jednak sporo osób twierdzących że są totaliztami (faktycznie jednak być może będących przeciwnikami totalizmu - tyle że zakamuflowanymi jako totaliźci) pragnie się ukrywać nawet podczas własnego Zjazdu. Stąd chcą oni uczestniczyć w Zjeździe całkowicie anonimowo. W ramach poszukiwania sposobu usunięcia owych przeszkód, Mariusz (mpkuo@o2.pl) zaproponował aby ci ludzie którzy chcą spotkać się anonimowo i nieformalnie, zjechali się na nieformalnym zlocie jeszcze w tym roku. Dla kilku powodów dokładniej wyjaśnionych na stronie "Wszewilki-2007", ja z entuzjazmem zgadzam się na taki tegoroczny, nieformalny Zlot. Niniejsza strona opisuje więc i upowszechnia najważniejsze informacje na temat owego Zlotu we Wszewilkach, który ma się odbyć już w obecnym roku, 2006, w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku (czyli na rok przed Zjazdem "Wszewilki-2007").
       Jak więc się okazuje, problemy ze Zjazdem "Wszewilki-2007" wcale nie kończą się na problemach ze znalezieniem i uzyskaniem pozwolenia na użycie odpowiednich sal, wyposażenia, zakwaterowania, transportu, wyżywienia, itp. UFOnauci doskonale wykalkulowali podsuwając totaliztom ten pomysł Zjazdu. Ma on bowiem nieprzeciętnie dużą szansę aby okazać się organizacyjną katastrofą totalizmu. Faktycznie też jego zorganizowanie jest największym wyzwaniem z jakim totalizm został skonfrontowany podczas całego swego dotychczasowego istnienia. Rzeczywiście UFOnauta BartTP może mieć rację twierdząc w swojej uwadze z dnia 2006/04/20 02:20:19 pod blogiem totalizmu nr #63, cytuję: "Ze swojej strony mogę obiecać, że moja sekcja nie będzie sabotować przygotowań do zjazdu, a nawet więcej - z radością poprzemy tę inicjatywę. Jeden warunek - UDOWODNIJCIE, że jesteście w stanie zorganizować ten koszmar logistyczny, który będzie kosztował krocie. I że pojawi się minimalnie dwudziestu totaliztów. W końcu - nie chcielibyśmy na zlocie mieć przewagi liczebnej..."
       Już po rozpoczęciu organizowania Zjazdu "Wszewilki-2007" odkryłem ze zgrozą, że niemal każdy totalizta z którym koresponduję od lat, ma jakieś poważne opory przed wzięciem w nim udziału. (Wiele z tych oporów wygląda na telepatycznie im wmanipulowanych przez UFOnautów.) I to na przekór, że niemal każdy z nich przez szereg lat upominał się u mnie o zorganizowanie takiego właśnie Zjazdu. To zaś oznacza, że faktycznie na Pierwszym Zjeździe Totalizmu obecnych może być więcej UFOnautów i wrogów totalizmu, niż samych totaliztów. Na domiar złego, opory poszczególnych totaliztów są ogromnie trudne do wyeliminowania, bowiem dokładnie przeciwstawne nawzajem do siebie, oraz przeciwstawne do oporów innych totaliztów. Przykładowo, sporo totaliztów ma jakieś zastrzeżenia do KO Zjazdu (tj. do Komitetu Organizacyjnego). Jednocześnie jednak niemal żaden długoletni totalizta nie chce się zgłosić do pracy w owym KO aby nam pokazać czynem, a nie słowami, jak najlepiej Zjazd powinien być zorganizowany, oraz jak powinna wyglądać działalność owego KO. Wielu też totaliztów chce na Zjazd przybyć anonimowo, tak aby nikt nie sprawdzał ich tożsamości, ani nikt ich nie fotografował czy utrwalał na kamerze wideo. Jednoczesnie jednak chcieliby być bezpieczni na Zjeździe. Jak zaś być tam bezpiecznym, jeśli pod osłoną owej anonimowości na Zjazd moźe wkraść się cała banda sabotażystów nasłanych przez UFOnautów. Szczerze mówiąc, to ja sam nie odważę się na Zjazd zjawić, jeśli nie będę miał pewności że ma on dobrze zorganizowaną "security" (tj. służbę porządkową), że każdy uczestnik Zjazdu który jakoś narozrabia, w razie czego może zostać szybko znaleziony i pociągnięty do odpowiedzialności, a także że owa służba będzie w stanie opanować każdy incydent wywołany przez ludzi (UFOnautów bowiem ja się nie obowiam, wszakże gdyby chcieli mnie otwarcie dopaść, przy ich możliwościach technicznych nie mieliby z tym żadnych problemów - jedyną więc moją troską jest utrudnienie im dopadnięcia mnie w sposób skryty, kiedy to w ich imieniu działał będzie jakiś pomylony Ziemianin). Wystarczy wszakże poczytać co wypisywane jest w Internecie o totaliźmie i o mojej osobie, aby mieć pewność że w Polsce istnieje wystarczająca liczba upadłych na głowę ludzi gotowych narozrabiać na tym Zjezdzie - jeśli tylko stworzy im się ku temu okazję. Dlatego np. ja NIE zaryzykuję pojawienia się na Zjeździe jeśli nie będę miał absolutnej pewności, że sprawy bezpieczeństwa obrad zostały dla niego rozwiązane w sposób pewny i niezawodny.
       Ja osobiście nieustannie szukam jakiejś formuły dla Zjazdu "Wszewilki-2007", która by rozwiązała najbardziej drażliwe z powyższych problemów, a stąd która by zadowoliła jeśli nie wszystkich, to przynajmniej wiekszość totaliztów. (To właśnie z powodów poszukiwań takiej formuły, organizacja owego Zjazdu prezentowana na stronie "wszewilki_2007.htm" bez przerwy ulega udoskonaleniom.) Przykładowo, rozwiązaniem dla problemu zadowolenia z KO jest otwarty apel jaki wystosowałem o ochotnicze zgłaszanie się do pełnienia funkcji w owym KO. Z kolei rozwiązaniem jakie zaproponowałem dla sprawy anonimowości totaliztów na tym Zjeździe, jest "rozpuszczenie" totaliztów w tłumie przeciwników totalizmu, oraz w tłumie ludzi z totalizmem zupełnie nie związanych, tak aby na sali nikt nie wiedział kto reprezentuje jaką postawę. Aby zaś stworzyć ten tłum, na Zjazd zaprosiłem również przeciwników totalizmu, oraz ludzi zupełnie z totalizmem nie związanych. Jednocześnie zaś umożliwiłem, aby wszyscy uczestniczący w Zjeździe mogli wyraźnie odseparować swoje internetowe wystąpienia od wystąpień na Zjeździe. (Tj. na Zjeździe wystąpią pod swoim prawdziwym nazwiskiem i "oficjalnym" emailem, których zwykle normalnie nikt nie zna bowiem w Internecie zawsze działają oni pod "nickiem" i pod "nickowatym" emailem.)
       Jednym z problemów jaki wyłonił się w związku ze Zjazdem "Wszewilki-2007", jest że część potencjalnych uczestników tego Zjazdu nie chce czekać aż cały rok zanim wszelkie problemy formalnego Zjazdu zostaną rozwiązane, a chce spotkać się nieformalnie już tych wakacji. Aby więc stworzyć szansę na nieformalne spotkanie się we Wszewilkach w takie szybki i anonimowy sposób, ogromnie podoba mi się pomysł "Mariusza" (mpkuo@o2.pl), (tj. Chair'a KO Zjazdu), który w komentarzu do blogu totalizmu nr #63 pod datą 2006/04/18 12:34:23 zaapelował m.in. co następuje, cytuję: "... proponuję rozważenie "Planu B" - nieoficjalnego spotkania jeszcze w te wakacje (Mariusz, co ja bym uczynił bez Twoich pomysłów). Tak, to wspaniały pomysł. Pozwoli on niecierpliwym na niemal natychmiastowe nieformalne spotkanie we Wszewilkach, a jednocześnie pomoże on rozwiązać wiele problemów samego Zjazdu. Ponadto może on dopomóc w usunięciu co poważniejszych znaków zapytania w sprawie samego Zjazdu "Wszewilki-2007". Zgodnie więc z pomysłem Mariusza, niniejszym mam przyjemność aby na sobotę, dnia 8 lipca 2006 roku (czyli na dzień którego data wyraża się numerologicznie bardzo korzystnym zapisem 8/7/6 - jaki podobnie do daty Zjazdu 7/7/7 sumuje się do zdobywczej, zwycięskiej, niekonwencjonalnej, oraz postępowej liczby 3) zadeklarować "nieformalny Zlot we Wszewilkach". Na Zlot ten pragnę zaprosić do Wszewilek wszystkich zwolenników totalizmu którzy życzą sobie pozostawac w cieniu i zachować anonimowość, a także wszystkich przeciwników totalizmu którzy życzą sobie wyjść na otwarte przestrzenie i głośno krzyczec o swojej tożsamości oraz poglądach, ponadto wszystkich tych co jeszcze nie mają żadnej opinii o totaliźmie, jak również UFOnautów wysyłanych "incognito" na Ziemię aby zwalczać totalizm. Na dodatek zapraszam tam także wszystkich tych którym totalizm jest całkowicie obojętny, jednak nie mieliby nic przeciwko temu aby na własne oczy zobaczyć np. deszcz żywych rybek spadających z nieba, albo zobaczyć inne "atrakcje" zapowiadane nam przez UFOnautów, albo zobaczyć interesującą wieś Wszewilki - której liczne miejsca warte obejrzenia opisane zostały na totaliztycznej stronie wszewilki.htm oraz dodatkowo przypomniane na przewodniku po Wszewilkach z niniejszej strony. Proszę przybyć w owym dniu do Wszewilek, na niezobowiązujący, nieformalny, anonimowy "Zlot we Wszewilkach" (ja celowo nie nazywam go "Zlotem totalizmu", bowiem gro w nim uczestniczących z założenia będzie niewiele z totalizmem miało do czynienia - poza uczestniczeniem w owym Zlocie).


#2. Co i jak można osiągnąć podczas Zlotu "Wszewilki-2006":

       Aczkolwiek uczestniczenie w owym Zlocie z 8/7/6 będzie zupełnie anominowe, nieformalne, oraz pozbawione jakiegokolwiek sztywnego programu, jednocześnie może ono stanowić doskonałe przygotowanie do formalnego Zjazdu "Wszewilki-2007". Wszakże uczestnicy owego Zlotu będą w stanie wystestować w praktyce gotowość Wszewilek, Milicza, oraz UFOnautów, do ugoszczenia Zjazdowego tłumu. Przy okazji sprawdzą także osobiście wszelkie punkty które potem wymagane będą dla właściwego Zjazdu (np. zdolności noclegowe Wszewilek i Milicza, liczbę miejsc i jakość gastronomiczną oraz rozrywkową największych restauracji Milicza, smak oferowanych tam dań z milickiego karpia, itp.). Ponadto przetestuja oni też zdolności organizacyjne KO Zjazdu. Wszakże ja będę sugerował temu KO aby na Zlot z dnia 8/7/6 starał się przygotować dla uczestników Zlotu specjalną "pamiątkę-trophy" ze zlotu. Pamiątką tą będzie "logo totalizmu", ale nie takie banalne, a logo o szczególnym charakterze, bowiem zaprojektowane osobiście przez artystę-karykaturzystę UFOnautow - po szczegóły patrz ilustracja "Fot. #1" z niniejszej strony. Test ów będzie więc polegał m.in. na tym, czy ów KO faktycznie będzie w stanie zdążyć z wykonaniem owego niezwykłego logo do daty Zlotu, czyli do 8/7/6 (czasu wszakże już pozostało ogromnie mało), a także czy będzie w stanie sprawnie upowszechnić to logo wśród uczestników Zlotu.
       Przybywający na Zlot do Wszewilek będą również w stanie wytestować przydatność okolic owej wsi do obozowania tam pod namiotami. Wszakże aby być we Wszewilkach już o 7 rano w sobotę dnia 8/7/6 i na własne oczy zobaczyć czy UFOnauci będą w stanie wywołać deszcz żywych rybek (jak wyjaśnione w P.S. do wpisu #64 z bloga totalizmu), niemal wszyscy z nich muszą przybyć w pobliże Wszewilek poprzedniego wieczora lub nocy. Ci co na Zlot przybędą we własnym samochodzie, mogą na noc zatrzymać się w Karłowie lub Miliczu - tak jak to opisane w punkcie #6 poniżej, a także na stronie "wszewilki_2007.htm". Jednak ci co nie posiadają własnego transportu, będą musieli przenocowac w swoich własnych namiotach już w samych Wszewilkach - najlepiej wokół pola gry miejscowego boiska sportowego połozonego tuż przy torach kolejowych.
       W przeciwieństwie do Zjazdu "Wszewilki=2007", niestety ja sam nie będę mógł sobie pozwolić aby osobiście przylecieć z Nowej Zelandii na ów Zlot z 8 lipca 2006 roku. Do dnia jego ropoczęcia jest już także zbyt mało czasu aby przygotować dla niego jakieś oficjalne imprezy, sale, czy prezentacje referatów (jedyne co dla owego zlotu mogę uczynić, oraz co faktycznie już uczyniłem, to zaapelować do kumotrów UFOnautów aby o 7 rano w dniu 8 lipca 2006 roku wytestowali na Wszewilkach swoje zdolności do wywołania deszczu żywych rybek). Jednak ciągle uczestnicy owego Zlotu będą mieli sporo zajęć do zrealizowania po przybyciu do Milicza i Wszewilek - patrz punkt #4 tej strony.
       Odnotuj, że spisywane "na gorąco" uwagi i komentarze wszystkich zainteresowanych stron o niniejszym Zlocie "Wszewilki-2006" z dnia 8 lipca 2006 roku, podobnie jak spisywane "na gorąco" uwagi i komentarze wszystkich zainteresowanych stron o Zjeździe "Wszewilki-2007", zawarte są w blogu totalizmu dostępnym pod adresami z punktu #12 tej strony (np. patrz tam wpisy nr #64 i #63).


#3. Dlaczego właśnie Zlot "Wszewilki-2006", a nie np. zlot "Zakopane-2006" czy zlot "Sopot-2006":

       Ci z czytelników, którym znane są już liczne problemy najróżniejszej natury z jakimi boryka się organizowanie Zjazdu "Wszewilki-2007", zastanawiają się zapewne dlaczego ja proponuję i nawet nalegam, aby również Zlot "Wszewilki-2006" odbywał się w dokładnie tej samej wsi Wszewilki. Czyż nie lepiej byłoby ów Zlot zorganizować w miejscowości która już posiada wszelką infrastrukturę dla zlotów, a więc posiada hotele, restauracje, od dawna wszystkim znane atrakcje turystyczne do zwiedzania, itd., itp. Jednym słowem, dlaczego organizować Zlot "Wszewilki-2006", kiedy można było wyciągnąć już wnioski z problemów Zjazdu "Wszewilki-2007" i zorganizować ów zlot np. w Zakopanem czy Sopocie? Odpowiedź na to jest bardzo prosta - z powodu działania tzw. "praw moralnych". Ponieważ niewielu czytelników słyszało zapewne o istnieniu owych "praw moralnych", a jeszcze mniej wie jak dokładnie one działają, w niniejszym punkcie wyjaśnię dogłębniej dlaczego i jak działanie owych praw wymaga aby także i opisywany tutaj zlot organizowany przez totaliztów musiał się odbywać właśnie we Wszewilkach i to właśnie w dniu 8/7/6.
       Jak zapewne czytelnik jest tego świadomy, w chwili obecnej toczy się otwarta wojna pomiędzy totalizmem a UFOnautami skrycie okupującymi naszą planetę. Jednym z pól bitewnych tej wojny jest właśnie wieś Wszewilki. Z jakichś powodów UFOnauci wyniszczają tą wieś już przez ostatnie ponad 120 lat - co wyjaśniłem dokładniej na stronie internetowej o Wszewilkach. Ponieważ ja wykryłem i wytknąłem im owo wyniszczanie, UFOnauci sobie wymyślili, że upokorzą mnie właśnie w owej wsi poprzez rzucenie mi wyzwania abym zorganizował Zjazd totalizmu we Wszewilkach, a następnie poprzez skryte zasabotażowanie owego Zjazdu tak aby nie mógł się on odbyć. Jednocześnie poprzez upokorzenie w ten sposób mnie, dodatkowo UFOnauci przyłożą też i wsi Wszewilki z której ja pochodzę, a którą to wieś prześladują oni i wyniszczają już bez przerwy co najmniej od około 1875 roku. Czyli w rzeczywistości organizowanie Zjazdu "Wszewilki-2007" nie jest jakąś tam zwyczajną czynnością organizacyjną, a zakamuflowaną "bitwą o Wszewilki" która właśnie toczy się pomiędzy UFOnautami i totaliztami. Jak każda zaś bitwa, będzie ona miała jedną stronę która ją wygra, oraz jedną stronę która ją przegra. Jeśli totalizm zdoła zorganizować we Wszewilkach udany Zjazd, będzie to jego wygraną w owej bitwie. Jeśli jednak UFOnauci zdołają skrycie zasabotażować organizowanie owego Zjazdu i spowodować że Zjazd albo wogóle się nie odbędzie, albo też odbędzie się ale będzie nieudany, wówczas bitwę tą wygrają UFOnauci. Wszakże zupełna niemożność zorganizowania tego Zjazdu, lub nieudany jego przebieg, będzie rodzajem publicznego upokorzenia dla mnie, rodzajem katastrofy organizacyjnej dla całego totalizmu, a ponadto sposobem UFOnautów na dołożenie dodatkowego prześladowania do poprzednich zgnębień prześladowanej przez nich wsi Wszewilki.
       Jednym z narzędzi którym totalizm skutecznie się posługuje w wygrywaniu kolejnych bitew z UFOnautami są prawa moralne. Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu działania owych praw, totalizm mimo wszystko relatywnie często wygrywa jednak z UFOnautami, na przekór że UFOnauci mają nad nim miażdżącą przewagę w praktycznie każdej dziedzinie. Jednym zaś z praw moralnych którego działanie odnosi się szczególnie mocno do obecnego pola bitewnego we Wszewilkach, jest prawo które w podrozdziale I4.1.1 z tomu 5 monografii [1/4] opisane zostało pod nazwą "prawa samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne". (Działanie i użycie tego prawa w walce i bitwach wyjaśnione jest dokładniej w podrozdziale W6.2 z tomu 18 monografii [1/4], gdzie sposób jego użycia nazywany jest "Metodą Jezusa". Jest ono także skrótowo opisane na odrębnej stronie internetowej o prawach moralnych.) Generalnie działanie tego prawa sprowadza się do faktu, że jeśli następuje konfrontacja dwóch stron, zaś fizycznie konfrontację tą wygra strona która jednak przegra ową konfrontrację na polu moralnym, wówczas prawa moralne automatycznie i samoczynnie unieważnią wynik owej konfrontacji, zaś stronę która początkowo fizycznie wygrała tą konfrontację jednak przegrała ją moralnie, spotka taki los jakby przegrałą ją również i fizycznie, natomiast stronę która przegrała ją fizycznie jednak wygrała ją moralnie, z czasem spotka taki los jakby wygrała ją również fizycznie. Wyrażając to innymi słowami, jeśli ja i totalizm działali będziemy w zgodzie z prawami moralnymi, wówczas nawet jeśli UFOnauci fizycznie wygrają tą "bitwę o Wszewilki", wówczas do działania wkroczą prawa moralne i stanie się tak jakby bitwę tą przegrali. Jeśli zaś ja i totalizm działali będziemy moralnie, zaś fizycznie też zdołamy wygrać ową "bitwę o Wszewilki", wówczas prawa moralne spowodują, że nasze zwycięstwo będzie trwałe i UFOnauci nie zdołają już odwrócić na swoją korzyść jego wyników. Właśnie z powodu działania owego prawa jest ogromnie istotne abym zarówno ja, jak i inni totaliźci, działali w sprawie "bitwy o Wszewilki" zawsze w zgodzie z treścią praw moralnych.
       Od pierwszej chwili kiedy zrodziła się myśl aby Zjazd totalizmu zorganizować we Wszewilkach, umysły i uczucia wszystkich tych którzy cokolwiek wiedzą o owej sprawie zaczęły budować dla niej tzw. "pole moralne". W tej chwili owo pole moralne jest już bardzo wyraźne i dobrze wykształtowane. Dzięki jego istnieniu, wiadomo teraz już dokładnie jakie działania w sprawie "bitwy o Wszewilki" są moralne, a jakie nie. Abym tą bitwę więc wygrał moralnie, wystarczy abym w swoich działaniach przez cały czas poruszał się pod górę owego pola. Dla Wszewilek takie poruszanie się pod górę owego pola moralnego jest łatwe, bowiem dokładnie jest mi już wiadomo jak ono tam przebiega, oraz jakie są zasady właśnie takiego tam poruszania się. Gdybym jednak ja sam, albo też UFOnauci, przy braku rozwagi zamiast kontynuować "bitwę o Wszewilki" właśnie we Wszewilkach, nagle przenieśli pole owej bitwy np. do Zakopanego czy Sopotu, wówczas raptownie daliby nurka w dół owego pola moralnego. Wszakże zgodnie z prawami moralnymi zrealizowaliby wówczas "unik", zaś unik taki zgodnie z prawami moralnymi jest "pójściem wzdłuż linii najmniejszego oporu intelektualnego", czyli właśnie daniem nurka w dół pola moralnego. Takie więc nagłe przeniesienie pola bitwy w inne miejsce, dla przenoszącego oznaczałoby przegranie walki na polu moralnym (nawet jeśli dzięki temu wygrałby ją na polu fizycznym). To zaś z kolei oznaczałoby że do działania wkroczyłyby prawa moralne i z czasem unieważniły również owo zwycięstwo fizyczne.
       Powodem dla jakiego wyjaśniłem tutaj sprawę zaistnienia pola moralnego które już narosło wokół "bitwy o Wszewilki", a także wyjaśniłem sprawę wpływu tego pola na końcową wygraną i przegraną w owej bitwie, jest ostrzeżenie wszystkich prawdziwych totaliztów. W filozofii totalizmu istnieje bowiem pojęcie zwane "intelektem zbiorowym". Intelekt ten formowany jest przez myśli i uczucia wszystkich tych ludzi którzy intuicyjnie lub w sposób świadomy utożsamiają siebie z tą samą organizacją czy ideą - w tym przypadku z totalizmem. Z kolei po uformowaniu takiego intelektu zbiorowego, zaczyna on doświadczać podobne losy jak indywidualna osoba - znaczy co z nim się dzieje również rządzone jest tymi samymi prawami moralnymi. Właśnie z powodu istanienia takiego "zbiorowego intelektu totalizmu", niniejszym chcę ostrzec wszystkich ludzi utożsamiających się uczuciowo albo intuicyjnie z totalizmem, aby bardzo uważali co czynią, bowiem ich indywidualne działania formują wypadkową od której zależały będą przyszłe losy totalizmu. We wszystkich też sprawach, w tym w sprawie owych zjazdów i zlotów we Wszewilkach, ich indywidualne działania powinny jednoczyć się wokół wspólnego dążenia do postępowania pedantycznie moralnego i zgodnego z działaniami wszystkich innych totaliztów. Aby zaś uformować taki jednolity front postępowania zgodnego z działaniem praw moralnych, chcę w tym miejscu ich ostrzec, że w obliczu obecnego rozwoju sytuacji mają obowiązek aby już nawet NIE rozważać zlotu czy jakiegokolwiek innego nieformalnego spotkania w miejscu odmiennym niż Wszewilki czy Milicz, oraz/lub w terminach innych niż podane. Z opisanych tutaj powodów formalnie zakazuję też faktycznym totaliztom (tj. tym osobom które poprzez własne mysli i uczucia dołączyli swój własny intelekt osobowy do "zbiorowego intelektu totalizmu") brania udziału, aż do odwołania, w imprezach organizowanych rzekomo w duchu totalizmu gdziekolwiek indziej niż Wszewilki lub Milicz, oraz ogłaszam takie imprezy (spotkania) za nielegalne i sprzeczne z zasadami działania totalizmu. Niniejszy zakaz organizowania imprez totaliztycznych w miejscach innych niż Wszewilki lub Milicz, a także w terminach innych niż tu podane, ponadto zakaz brania udziału w takich imprezach, obowiązuje faktycznych totaliztów aż do czasu kiedy sprawa fizycznej i moralnej wygranej opisywanej tutaj moralnej "bitwy o Wszewilki" zostanie definitywnie rozstrzygnięta, czyli obowiązuje aż do dnia 31 grudnia 2007 roku. W tym miejscu przypominam również, że daty wytypowane już obecnie dla legalnych zgromadzeń totalizmu są jak następuje: nieformalny Zlot we Wszewilkach Wszewilki-2006 - sobota 8 lipca 2006 roku (tj. w dniu 8/7/6). Formalny Pierwszy Zjazd Totalizmu "Wszewilki-2007" - sobota 7/7/7. Impreza (zlot lub zjazd) "Wszewilki-2008" - sobota, dnia 9/8/8, oraz impreza "Wszewilki-2009" - sobota dnia 8/8/9. Powyższe daty i miejsce owych imprez zostały starannie dobrane w zgodzie z zasadami postępowania totalizmu (wyjaśnionymi w niniejszym punkcie tej strony), tak że wzięcie w nich udziału wynosi totalizm pod górę pola moralnego. Tym samym, nawet jeśli przeciwnicy totalizmu zdołają zamienić te imprezy w fizyczną przegraną, ciągle prawa moralne zniwelują skutki tej przegranej i w końcowym efekcie nadal pozwolą totalizmowi wyjść zwycięsko z tej "bitwy o Wszewilki".
       Totaliźci nie powinni jednak przeszkadzać ani w żaden sposób interweniować, jeśli takie inne miejsca sabotażujących spotkań rzekomego totalizmu, lub inne terminy spotkań, będą wybrane przez zakamuflowanych przeciwników totalizmu, lub przez UFOnautów-podmieńców podszywających się pod totaliztów i działających w rzekomym imieniu totalizmu. Tyle że faktyczni totaliźci powinni wówczas wstrzymać się przed wzięciem udziału w tych imprezach - zgodnie z wyjaśnionym powyżej zakazem. Totaliźci nie powinni bowiem przeszkadzać owym przeciwnikom totalizmu i UFOnautom, aby ci ochotniczo przegrali moralnie tą "bitwę o Wszewilki" - nawet jeśli fizycznie ją wygrają np. poprzez zorganizowanie gdzieś spotkania sabotażującego które ogłoszą jako rzekome "spotkanie totalizmu", ale zorganizują je albo w całkiem innym miejscu, albo też na obszarze Wszewilek czy Milicza - tyle że w całkiem innej dacie niż daty podane na tej stronie.


#4. Program Zlotu "Wszewilki-2006":

Motto: Pamiętaj o zasadach totaliztycznego zlotu: nie czyń niczego poza dobrem, nie powiększaj niczego poza wiedzą, nie pozostawiaj niczego poza śladami swych stóp, nie zabieraj ze sobą niczego poza pamięcią oraz zdjęciami jakie pstryknąłeś podczas swej wizyty.

       Zlot we Wszewilkach z soboty dnia 8 lipca 2006 roku, będzie imprezą zupełnie nieformalną oraz pozbawioną jakiejkolwiek struktury czy organizacji. Każdy będzie w nim uczestniczył anonimowo. Każdy też będzie w nim czynił co sobie z góry zaplanuje, lub co mu przyjdzie do głowy już na miejscu. Wytyczne do ewentualnego planowania spędzania czasu na tym Zlocie, czyli opisy co ciekawszych miejsc we Wszewilkach które warto oglądnąć, a także opisy co bardziej interesujących aktywności których warto doświadczyć, są już zaprezentowane na niniejszej stronie, zaś z upływem czasu będą jeszcze dodatkowo udoskonalane w późniejszych akualizacjach tej strony. (A we Wszewilkach jest wiele do zobaczenia i wiele do doświadczenia, szczególnie jeśli ktoś interesuje się przeszłością i jej zagadkami, o czym można się przekonać przeglądając stronę Wszewilki.) Wybierając się na ten Zlot trzeba jednak pamiętać o zasadach totaliztycznego zlotu (patrz "motto" powyżej) a także pamiętać o zabraniu z sobą aparatu fotograficznego lub/i kamery wideo. Potem proszę też pamiętać aby pokazać mi co ciekawsze zdjęcia z tego Zlotu (po ich uprzednim skompresowaniu do objętości poniżej 100 kB aby nie zakorkować mi skrzynki pocztowej).
       Oto program głównych wydarzeń zlotu, który proponowałbym uwzględniać podczas planowania swojego w nim udziału. Wymieniam owe wydarzenia w ich kolejności chronologicznej:
       Godzina 7:00 rano: możliwość pokazu przygotowanego przez UFOnautów, w którym żywe ryby będą padały z nieba. Jeśli opady te faktycznie nastąpią, ich centrum będzie umiejscowione właśnie na boisku sportowym Wszewilek. Dlatego owo boisko będzie najlepszym punktem do obserwowania ich przebiegu (prosze jednak dokonywać swoich obserwacji z obrzeży tego boiska, oraz aż do około godziny 8 rano unikać wejścia na samo pole gry owego boiska). Na wszelki wypadek warto też trzymać aparaty fotograficzne i kamery wideo w pogotowiu - aby nie przegapić jeśli coś niezwykłego faktycznie się przydarzy.
       Godzina 7:00 do 9:00 rano: "atrakcje" zapowiedziane przez UFOnautów. Narazie nie jest jeszcze wiadomym jakie to będą atrakcje (ma to być "niespodzianka" kurtezy UFOnautów) - jest więc całkowicie możliwe, że będzie to typowe potraktowanie ludzi przez UFOnautów - tj. rozczarowanie ludzi zachowaniem UFOnautów! Na wszelki wypadek warto jednak trzymać aparaty fotograficzne i kamery wideo w pogotowiu.
       Godzina 9:00 rano do 3:00 po południu: sprzedawanie lub rozdawanie na obszarze boiska sportowego we Wszewilkach tzw. "trophy" ze Zlotu (a także rozdawanie innych pamiątek z tej imprezy). Po szczegóły owego trophy patrz punkt #5 poniżej. Będzie ono rozdawane z samochodu który przybędzie około godziny 9 rano na wolny od namiotów obszar tuż przy polu gry boiska sportowego Wszewilek, oraz zatrzyma się tam do około godziny 3 po południu - chyba że już wcześniej zabraknie mu "trophy" i innych pamiątyek ze zlotu do dystrybucji.
       Godzina 9:00 rano do 12:00 w południe: "parada pomysłów i talentów". Będzie to przedział czasu kiedy każdy przybyły w owym czasie na boisko sportowe Wszewilek ma szansę aby zademonstrować innym jakiś talent który posiada, lub jakiś pomysł który przyszedł mu do głowy. Po więcej informacji na temat tej "parady" patrz punkt #10 pod koniec tej strony.
       Godzina 12:00 (czyli "w samo południe"): międzygwiezdny mecz piłkarski na rzecz pokoju i pojednania intergalaktycznego rozgrywany pomiędzy drużyną reprezentującą UFOnautów i drużyną reprezentującą totaliztów. (Ten historyczny mecz jest jedynie internetową propozycją. Jego faktyczne rozegranie uwarunkowane będzie wieloma czynnikami, np. dobrą pogodą w dniu Zlotu, stawieniem się obu drużyn na miejsce jego rozegrania, dostępnością sędziego i piłki, itp.) Po szczegóły owego historycznego meczu międzygwiezdnego patrz punkt #11 pod koniec tej strony. Odnotuj że będzie on "międzygwiezdny" dla wielu powodów, np. ponieważ będzie rozgrywany pomiędzy wschodzącymi gwiazdami piłkarstwa.
       Cały czas, począwszy od momentu przybycia aż do chwili odjazdu: zwiedzanie interesujących miejsc Wszewilek, oraz ewentualne zwiedzanie Milicza (z obowiązkowym odpoczynkiem w którejś z milickich restauracji w celu spróbowania miejscowej "delicacy" - czyli dania ze słynnego milickiego karpia). Proponuję w tym celu wydrukować sobie kopię strony Wszewilki, zaś jeśli chce się też zwiedzić i Milicz - również i strony o Miliczu, a ponadto także kopię niniejszej strony internetowej z opisami nieoficjalnych szlaków wędrownych z punktu #8 poniżej, informującymi co, gdzie i jak warto sobie tam pozwiedzać. Następnie zaś systematycznie proponuję zwiedzać na własną rękę wszystkie miejsca opisane na owych stronach. (Co i w jakiej kolejności warto tam zwiedzać, opisuję to dokładniej już na tej stronie - patrz punkty od #8.1 do #8.4 poniżej, oraz obiecuję stopniowo opisy te udoskonalać w miarę publikowania następnych aktualizacji niniejszej strony i stron z nią spokrewnionych.)
       W tym miejscu czytelnik powinien odnotować, że internetowe koordynowanie tego Zlotu w połączeniu z faktycznym brakiem dla niego zarówno "mistrza ceremonii", jak i zadedykowanego tylko niemu komitetu organizacyjnego, wprowadza określone następstwa dla jego programu. Mianowicie, program tego Zlotu jest w stanie jedynie wskazywać kiedy określone zdarzenia mogą mieć miejsce, jednak nie jest w stanie zagwarantować, że to co przewidziane w programie faktycznie się zdarzy. Wszakże wszystko zależało będzie od tego czy rzeczywiście na Zlocie zjawią się chętni którzy ochotniczo zrealizują dane punkty programu. Dlatego przez cały czas należy pamiętać, że mottem tego zlotu jest "pół żartem pół serio", zaś tak faktycznie powinno w nim się liczyć tylko na własne poczucie humoru oraz na to co samemu się zaplanuje aby podczas niego zrealizować.
       Ci faktyczni totaliźci, którzy poczynią nawzajem ze sobą prywatne uzgodnienia, co do niewzbudzającego niczyjej uwagi spotkania się we Wszewilkach przy okazji owego Zlotu, powinni wcześniej uzgodnić dokładny punkt i czas owego spotkania, a także znak rozpoznawczy (np. czapka czy coś w co będą ubrani) - tak aby mogli się nawzajem odnaleźć i rozpoznać w tlumie osób tam obecnych, a z totalizmem zupełnie nie związanych. Przykładowe punkty spotkania, które istniają w owym obszarze, są jak następuje: (a) hydrant tuż przy owym boisku sportowym (jest/był tam tylko jeden hydrant wodociągów miejskich Milicza), (b) rząd około 5-ciu brzóz o wieku ponad 150 lat, które rosną po północnej stronie granicy boiska - wzdłuż obrzeża dołu pozostałego po wykopaniu z fundamentami staryżytnego spichlerza Milicza (szczegóły owego śpichlerza opiszę w wytycznych do zwiedzania Wszewilek - patrz opis 2 poniżej). Prosty rząd tych brzóz rozciąga się ze wschodu na zachód (nawet jeśli UFOnauci spowodują szybko ich wycięcie, ciągle powinny pozostać po nich pieńki w Ziemi), można więc uzgadniać spotkanie np. "przy pniu drugiej brzozy licząc od zachodu, o godzinie dokładnie 9:27", itp. W pobliżu są też (c) dwie pary "szlabanów" kolejowych, jeden przy owej polnej "starożytnej drodze do młyna wodnego na Baryczy", która przebiega wzdłuż granic owego boiska sportowego we Wszewilkach, drugi zaś szlaban jest zlokalizowany na przecięciu się brukowanej szosy przez Wszewilki z torami kolejowymi. Można więc wyznaczać sobie spotkania, np. "przy północnym ramieniu szlabanu przy drodze do młyna", lub przy zachodnim ramieniu "szlabanu" na wybrukowanej drodze głównej. Można też spotkać się na chodniku przed ważniejszymi budynkami Wszewilek, np. (d) przed starym młynem elektrycznym lub (e) przed budynkiem byłej szkoły (chodnik ten biegnie tylko po południowej stronie głównej drogi przez Wszewilki). Można też spotkać się (f) przy basenie przeciwpożarowym zbudowanym już po wojnie w miejscu gdzie kiedyś stał dom karczmarza Wszewilek (dom ten został spalony zaraz po wyzwoleniu wraz z rodziną owego karczmarza w środku). Wszystkie te miejsca spotkań jakie powyżej wymieniłem, leżą we wzajemnej odległości maksimum 150 metrów od siebie (za wyjątkiem budynku szkoły, która leży aż około pół kilometra od boiska sportowego).
       Z biegiem czasu dla uczestników owego Zlotu "Wszewilki-2006" postaram się publikować coraz dokładniejsze i kompletniejsze wytyczne co i w jakiej kolejności powinni zwiedzać podczas pobytu we Wszewilkach, a także jakie inne imprezy, działania, testy i sprawdzenia powinni podjąć i zrealizować aby dołożyć swoją kontrybucję do organizowania Zjazdu "Wszewilki-2007". Niestety, przygotowanie takich szczegółowszych wytycznych wymaga czasu, będę je przygotowywał więc stopniowo i publikował w kolejnych aktualizacjach niniejszej strony. Już obecnie uczyniłem początek tego publikowania, udostępniając w punkcie #8 tej strony rodzaj przewodnika turystycznego oraz opisu nieoficjalnych szlaków wędrownych umożliwiających zwiedzenie najważniejszych atrakcji Wszewilek.
       Nie wiem czy czytelnik zwiedzał kiedyś pola dawnych bitew. Ja nimi się interesowałem, więc kiedy tylko miałem okazję rzucałem na nie okiem. Otóż jeśli się patrzy na nie z punktu widzenia ich dzisiejszego stanu, wyglądają ogromnie skromnie i niepozornie. Ot zwykłe sobie pola, często zaniedbane i zarosłe krzakami. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś ścierały sie na nich całe armie, że naraz umierało na nich tysiące ludzi, oraz że od wydarzeń jakie na nich miały miejsce często zależały losy całych imperiów. Jeśli jednak ktoś oczami wyobraźni potrafi się przenieść w ich przeszłość, oraz zdoła odtworzyć w myślach to co w nich się przydarzyło, wówczas nagle pola te ożywają. Nie są one już dłużej porosłymi krzakami polami, a świadectwami istotnej historii którą z ich pomocą my możemy sobie teraz uzmysłowić. Dlatego tak właśnie radziłbym czytelnikowi patrzeć na Wszewilki podczas ich zwiedzania wzdłuż wybranych przez siebie szlaków wędrownych opisanych w punkcie #8 tej strony. Oczami wyobraźni proponuję ujrzeć tam NIE to co pozostało w nich do dzisiaj, a to co tam kiedyś było zanim drapieżne szpony ustanawiaczy historii rozdrapały to do obecnej nicości. Ponadto proponowałbym na Wszewilkach prześledzić, jak skutecznie diaboliczne moce UFOnautów są w stanie obrabować ludzi z ich historii. Taki bowiem sam rabunek i wymazywanie historii jaki dzisiaj daje się już wykazać i zrekonstruować że miał miejsce na Wszewilkach, miał także miejsce na całej naszej planecie i dla całej ludzkości. Tyle że dla całej ludzkości nikt takiej pełnej rekonstrukcji historii jeszcze nie dokonał. Być może, że Ty czytelniku powinieneś to kiedyś uczynić - po tym jak na miejscu prześledzisz jak to dokonane zostało dla Wszewilek.


#5. "Trophy" ze Zlotu we Wszewilkach w dniu 8/7/6:

       W każdym co bardziej szanującym się zlocie, jego uczestnicy zdobywają lub otrzymują tzw. "trophy". (Owo "trophy" to pamiątka ze zlotu, na której otrzymanie nałożony jest obowiązek co najmniej uczestniczenia w owym zlocie, a czasami nawet kilka dalszych dodatkowych trudnych do spełnienia wymagań, np. wygrania określonych kompetycji czy zawodów.) Chciałbym więc tu zaproponować, aby również dla uczestników Zlotu we Wszewilkach w dniu 8 lipca 2006 roku, KO Zjazdu "Wszewilki-2007" przygotował mały "souvenir" właśnie jako takie "trophy". Mianowicie proponowałbym aby wszyscy uczestnicy Zlotu, którzy w owym dniu zjawią się we Wszewilkach w punkcie odbierania trophy (którym warto aby było pole boiska sportowego we Wszewilkach, jakie dla owego Zlotu będzie punktem zbiorczym), mogli otrzymać zupełnie za darmo, albo też nabywać jedynie po kosztach wytworzenia, unikalne logo totalizmu. Logo to ma tą niezwykłą cechę, że jego wielkość, sposób noszenia, a także ogólny wygląd, z całą pewnością "zaprojektowane zostały przez artystę-karykaturzystę UFOnautów". Jego wygląd zobaczyć można na ilustracji "Fot. #1" poniżej. Ponieważ powyższe aspekty owego logo zaprojektowane zostały przez artystę UFOnautów, czyli przez wroga totalizmu - tyle że działającego w sposób skryty, logo to może być kupowane i noszone również przez wrogów totalizmu (wszakże wówczas jego noszenie będzie oznaką wspierania intencji UFOnautów oraz wspierania działalności owych wrogów totalizmu). Oczywiście, może ono także być noszone jako ciekawostka przez ludzi których nic z totalizmem nie łączy, a którzy jedynie zechcą posiadać na własność coś o "nieziemskim" pochodzeniu.
       Niezależnie więc od tego czy jesteś zwolennikiem totalizmu, czy jego przeciwnikiem, albo nie masz jeszcze żadnej opinii o totaliźmie, albo nawet jesteś UFOnautą wysłanym "incognito" na Ziemię aby zwalczać totalizm, niezależnie też od tego czy jesteś mężczyzną czy kobietą, pełnoletnim czy nieletnim, a także czy jesteś praktykującym cokolwiek czy też jesteś wstrzymującym się od czegokolwiek, ciągle powinieneś już teraz sobie zaplanować, że w dniu 8 lipca 2006 roku znajdziesz się we wsi Wszewilki koło Milicza, na Zlocie "Wszewilki-2006", aby sobie odebrać niezwykły rodzaj ozdoby zaprojektowanej przez UFOnautów i cechującej się fascynującą historią. Jeśli na otrzymanie tej ozdoby przez Ciebie nałożone będą jakieś dodatkowe czy specjalne warunki, wówczas niniejsza strona napisze o tym w terminie późniejszym, kiedy to dokładnie poznane już zostaną sprawy wyprodukowania i kosztów tej wersji "logo totalizmu". (Warunki te będą mogły stwierdzać co specjalnego musisz uczynić aby zapracować sobie na owo logo, lub ile musisz za nie zapłacić, ale nie będą nakładały żadnych ograniczeń na to kto jest uprawnioony do jego zdobycia. Tj. zdobyć to logo będzie mógł każdy kto wypełni zdefiniowane później warunki - jeśli takowe wogóle będą wprowadzone.) Już w chwili obecnej się zakłada, że do otrzymania tego logo będzie uprawniony każdy kto po nie się zgłosi we Wszewilkach, bez względu na wiek czy wygląd, płeć czy orientację, wrogość czy przyjacielskość, wiarę czy niewiarę, itp., itd.
       Wygląd owej zaprojektowanej przez karykaturzystów-UFOnautów wersji "logo totalizmu" pokazany został na poniższej karykaturze z "Fot. #1".

Fot. #1

Fot. #1: Interesujące użycie tzw. "logo totalizmu" zaprojektowane przez artystę-karykaturzystę UFOnautów. Ja osobiście bym proponował, aby w pokazanym powyżej wzorcu i wykonaniu, logo to było rozdawane lub sprzedawane jako "trophy" ze Zlotu "Wszewilki-2006" odbywającego się we Wszewilkach w dniu 8/7/6. Wszakże przy takim jego zaprojektowaniu, logo to może być nie tylko noszone na szyi, ale także wpinane w klapę, zawieszane u paska do spodni, przyłączane do portmonetki, czy nawet używane w roli kółka na klucze. (Logo to widać na mojej szyi w powyższej karykaturze przygotowanej przez UFOnautów.) Historia owej wersji logo jest raczej niezwykła. Mianowicie, została ona zaprojektowana przez artystę-karykaturzystę UFOnautów. (W dzisiejszych czasach niewiele obiektów na Ziemi może się poszczycić że z całą pewnością zaprojektował je UFOnauta.) Po raz pierwszy wizerunek tej wersji logo totalizmu ukazał się na powyższej sarkastycznej karykaturze, która opublikowana była aż na kilku odmiennych stronach tego samego internetowego "web-ringu" do którego należy strona internetowa UFOnauty Robina (tego samego UFOnauty Robina, który w sobotę, dnia 7/7/7, o godzinie 12:45 - 13:00, zgodził się zaprezentować na Zjeździe "Wszewilki-2007" punkt widzenia UFOnautów, a także zalewitować przed swoją wypowiedzią aby udowodnić zebranym na sali, że faktycznie reprezentuje on UFOnautów - dla obejrzenia sobie jego anty-totaliztycznej strony patrz ruchoporu.org). Jednak kiedy w dniu 23 kwietnia 2006 roku ponownie sprawdzałem dostępność powyższej ilustracji z owym logo, z jakichś tajemniczych powodów byłem w stanie ją znaleźć tylko pod jednym z adresów owego "web-ringu", mianowicie pod adresem totalizta.blox.pl. Najwyraźniej poprzez umożliwienie mi jego odnalezienia tylko pod owym jedynym adresem, UFOnauci starają się w sposób "aluzyjny" przekazać mi jakąś informację (może czytelnik potrafiłby mi podpowiedzieć co to za informacja i co na drugim poziomie wniosków, tj. wniosków z wniosków, może nam ona ujawnić?). Ciekawostką tej wersji logo jest, że artysta-UFOnauta który przygotował jej projekt faktycznie okazuje się doskonałym fachowcem. Wszakże jeśli odłoży się na bok osobiste uprzedzenia i spojrzy na jego karykaturę z punktu widzenia oceny jakości - jego produkt okazuje się doskonały (totalizm może jedynie pomarzyć aby w jego szeregach znaleźli się faktyczni totaliźci którzy byliby równie doskonałymi fachowcami, jak ci działający w sposób skryty na rzecz UFOnautów). Przykładowo, artysta ów musiał uprzednio studiować gdzieś z ukrycia moje zwyczaje i zachowanie, bowiem faktycznie w swoim życiu prywatnym ja czuję się lepiej jeśli to co ubieram ma na tyle długie rękawy że wystają mi z nich jedynie palce (połowa moich dłoni zwykle chowa się w rękawach tego co lubię ubierać). Ponadto faktycznie nie lubię zapinać guzików przy mankietach rękawów tego co ubieram. Abstrachując jednak od samej karykatury, jej ciekawostką jest, że prezentuje ono nowe zastosowanie tzw. "logo totalizmu" wykonane w pokazanej powyżej w formie. To zaś podsuwa nam doskonały pomysł na trophy ze Zlotu "Wszewilki-2006". Jako takie trophy warto bowiem przygotować właśnie owo logo w wersji zaprojektowanej przez UFOnautów. Wszakże same logo totalizmu posiada bardzo niewykłe cechy - po dane patrz strona totalizm. Przykładowo, wydziela ono unikalny rodzaj wibracji radistezyjnych które daje się nawet odbierać wahadełkiem różdżkarskim. Ponadto posiada ono zdolność do przekonfigurowywania przeciw-świata, co w tłumaczeniu na nasze oznacza, że przynosi ono szczęście temu kto je przy sobie nosi. "Trophy" ze zlotu zawierające owo logo będzie więc także przynosiło szczęście. Przykładowo, jej umieszczenie na powyższej karykaturze najprawdopodobniej spowodowało że zacięty wróg totalizmu, UFOnauta Robin, przeszedł transformację z wroga w partnera do rozmów. Tam zaś gdzie na przekór wrogości zaczyna się rozmowy, zaczyna również rodzić się i nadzieja na stopniowe rozwiązanie różnic które nas dzielą (co faktycznie jest oznaką przynoszenia szczęścia). Warto też odnotować, że z uwagi na nietypowe pochodzenie projektu takiego użycia logo totalizmu, użycie to może być noszone nie tylko przez totaliztów, ale także przez przeciwników totalizmu, czy przez ludzi których totalizm zupełnie nie interesuje chociaż lubują się w niezwykłościach.
* * *
Zauważ, że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.


#6. Opcje przybycia do Wszewilek, przenocowania we Wszewilkach lub w Miliczu, zwiedzania Wszewilek i Milicza, oraz powrotu do domu:

Motto: "W życiu nigdy nie żałujemy że coś uczyniliśmy lub zwiedziliśmy, jednak często żałujemy że mieliśmy okazję aby coś uczynić lub zwiedzić, jednak z niej nie skorzystaliśmy."

       Zlot "Wszewilki-2006" jest rodzajem prywatnej wycieczki do Wszewilek, tyle że wykonanej przez wielu ludzi naraz (wszakże "w kupie zawsze raźniej i bezpieczniej"). Jak więc niemal wszystko na takiej wycieczce, nikt nie będzie jej uczestnikom zabezpieczał ani zakwaterowania, ani wyżywienia, ani przewodników czy organizatorów którzy przygotowaliby dla nich rozrywki, ani żadnych innych wygód. Dlatego uczestnicy tego Zlotu, po zjawieniu się w okolicy Wszewilek lub Milicza muszą sami zatroszyć się o zabezpieczenie sobie wszystkiego co będzie im potrzebne dla konstruktywnego i przyjemnego spędzenia tam czasu. Opisywany tutaj Zlot będzie imprezą jednodniową. Dlatego jeśli ktoś przybędzie na niego głównie w celu poznania Wszewilek i ich historii, wówczas najbardziej optymalne rozwiązanie które ja bym mu polecał, to zjawić się we Wszewilkach możliwie wcześnie rano w dniu 8/7/6, zobaczyć co się będzie działo na obecnym boisku sportowym Wszewilek - które będzie centrum dla owego Zlotu, odnaleźć kumpli lub korespondentów z którymi tam się umówiło, pozwiedzać razem z kumplami szlaki wędrowne opisane w punkcie #8 tej strony - nawzajem sobie przypominając co interesującego warto tam odnotować i jaka była historia, funkcja, oraz losy danego miejsca, poczym wyjechać z powrotem do domu jeszcze tej samej soboty 8/7/6. Jeśli zaś ktoś przybędzie do Wszewilek aby również doświadczyć "nadprzyrodzonych" zjawisk, wówczas najlepszą ku temu okazją będzie tam przenocować - najlepiej właśnie na owym obecnym boisku Wszewilek (czyli na historycznym obszarze obozowania kupców i handlarzy koni). Poniżej wyszczególniłem najważniejsze możliwości (opcje) jakie są mi znane w zakresie sposobu przybycia do Wszewilek, noclegu albo we Wszewilkach albo też w pobliskim Miliczu, zwiedzania atrakcji i niezwykłości Wszewilek oraz Milicza, oraz końcowego powrotu do domu. Oto owe opcje:


#6.1. Przybycie do Wszewilek samochodem czy motocyklami albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni z nocowaniem w Ośrodku Wypoczynkowym w Karłowie pod Miliczem lub też w którymś z milickich hoteli, oraz zwiedzanie atrakcji Wszewilek i Milicza z pomocą samochodu:

       Niniejsza opcja pozwala na najszybsze oraz na najmniej uciążliwe zwiedzenie opisywanych na tej stronie ciekawostek i szlaków wędrownych Wszewilek i Milicza. Jeśli mieszka się jedynie kilka godzin jazdy od Wszewilek, wówczas do wsi tej można przybyć dopiero rano, np. w sobotę dnia 8/7/6. W takim przypadku warto podjechać samochodem aż do młyna elektrycznego Wszewilek, zaparkować tam samochód, podejść piechotą do pobliskiego boiska sportowego, a następnie przejść już na piechotę szlak wędrowny opisany w punkcie #8.2 niniejszej strony internetowej. Po przejściu owego szlaku piechotą i oglądnięciu w ten sposób stanu miejscowych dróg polnych, można rozważyć czy chce się podejść czy też podjechać do tamy na Baryczy owym historycznym fragmentem "drogi do starego młyna wodnego na Baryczy" opisanym w punkcie #8.1 niniejszej strony. Wszakże od młyna elektrycznego we Wszewilkach do owej tamy jest mniej niż 1 km, tyle że polną drogą (trzeba jednak pozostawić samochód jakieś 300 metrów od owej tamy, kiedy droga którą podążamy zniknie pod wałem nowego stawu rybnego). Po oglądnięciu tamy i czakramu energetycznego Milicza, można powrócić do Wszewilek, poczym już z pomocą samochodu oglądać atrakcje opisane w szlakach wędrownych z punktów #8.3 i #8.4 tej strony. Jeśli zaś mieszka się wiele godzin jazdy od Wszewilek, wówczas można przyjechać dzień wcześniej do Milicza, zanocować w jednym z miejsc noclegowych opisanych poniżej, oraz od rana następnego dnia ziwedzić Wszewilki tak jak to opisano powyżej, zaczynając od zaparkowania samochodu w okolicach młyna elektrycznego tej wioski.
       Jeśli w owej opcji przybycia do Wszewilek we własnym samochodzie ktoś zdecyduje się zatrzymać na miejscu na jedną lub kilka nocy, wówczas ma do wyboru cały szereg miejsc noclegowych. Jednym z owych miejsc jest Ośrodek Wypoczynkowy w Karłowie pod Miliczem (Państwowy-Miejski Ośrodek pod zarządem miasta Milicza). Ośrodek ten jest oddalony jedynie o około 5 km od Wszewilek. Stąd jeśli ktoś zechce, w sobotę (dnia 8/7/6) wcześnie rano zdąży się z niego podjechać do boiska sportowego Wszewilek na możliwy pokaz "deszczu żywych rybek". Oto dane owego ośrodka:
Adres pocztowy: Ośrodek Wypoczynku Świątecznego Milicz-Karłowo, ul. Poprzeczna 9, 56-300 Milicz, woj. dolnośląskie.
Telefon (w Polsce): 0-71-3841215.
Email: (? narazie nieznany - jeśli ktoś go pozna wóczas proszę dać mi znać!)
       Na stronach internetowych Milicza, np. na stronie o adresie www.milicz.pl/turystyka/noclegi/, opisane są także jeszcze inne możliwości zakwaterowania w Miliczu (czyli około 3 km od Wszewilek - tj. wystarczająco blisko aby w sobotę na 7 rano dojechać stamtąd do boiska sportowego Wszewilek). Przykładowo, jest tam opisany "Hotel Libero". Jego dane:
Adres pocztowy: Hotel Libero, 56-300 Milicz, ul. Kosciuszki 2
Telefon (w Polsce): 071/383 13 90, 38313 91 fax 071/383 13 92
Email: (? narazie nieznany - jeśli ktoś go pozna wóczas proszę dać mi znać!)
       Ponadto na stronach internetowych Milicza opisane jest też Centrum Edukacyjno-Metodyczne, które reklamuje się że ma w ofercie:
-100 miejsc w pokojach 2-, 5- i 6- osobowych,
-kuchnię turystyczną (z pełnym wyposażeniem),
-wyżywienie całodzienne dla grup zorganizowanych - na zamówienie,
-jadalnio-świetlicę, świetlice (ze sprzętem audio-video),
-węzeł sanitarny z natryskami, boisko do piłki siatkowej oraz miejsce do grilowania,
Jego dane:
Adres pocztowy: Centrum Edukacyjno-Metodyczne, 56-300 Milicz, ul. Trzebnicka 4b
Telefon (w Polsce): (071) 384 02 37, tel./fax (071) 384 02 38
Email: (? narazie nieznany - jeśli ktoś go pozna wóczas proszę dać mi znać!)
* * *
       Proszę mieć na uwadze, że jeśli ktoś dopiero rano dojedzie samochodem w pobliże boiska sportowego Wszewilek, wówczas silnie radzę mu aby samochód zaparkował w okolicach młyna elektrycznego Wszewilek, zaś do boiska podszedł na piechotę (np. na ewentualny pokaz rybek spadających z nieba). Odległość od mlyna do boiska wynosi tam jedynie jakieś 100 metrów. Natomiast polna droga od młyna do boiska jest zaniedbana przez władze i naprawdę okropna.


#6.2. Przybycie do Wszewilek pociągiem albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni ze spaniem pod namiotami wokół centrum historycznego obszaru obozowiskowego dla kupców i handlarzy koni (obecnie boiska sportowego Wszewilek), zwiedzanie atrakcji Wszewilek i Milicza poprzez przejście piechotą szlaków opisanych w punkcie #8 tej strony, oraz odjazd do domu autobusem z Milicza:

Motto: "W kupie zawsze raźniej. Jeśli więc zamierzasz nocować pod namiotem na boisku gdzie nocą może przybyć UFO, wówczas zabierz na ten Zlot tylu dobrych kumpli ilu tylko możesz. Spijcie też w conajmniej dwuosobowych namiotach."

       Do zrealizowania niniejszej opcji zachęcani są ludzie młodzi, którzy NIE dysponują własnym samochodem, ale albo posiadają namioty i są w stanie spędzić noc pod namiotem wokół obecnego boiska sportowego Wszewilek, albo też są w stanie przybyć do Wszewilek wcześnie rano i oglądnąc wszelkie atrakcje owej wioski w przeciągu tylko jednego dnia. W takim wypadku, zachęcani są oni aby przyjechać do Milicza pociągiem np. popołudniem w dniu 7/7/6 (w opcji zaś jednodniowej, czyli bez noclegu pod namiotem - przyjechać tam rankiem w dniu 8/7/6), przejść do Wszewilek szlakiem wędrownym opisanym w punkcie #8.1 tej strony, na noc z piątku 7/7/6 na sobotę 8/7/6, rozbić swój namiot na byłym obszarze historycznym, na którym w dawnych czasach obozowali kupcy i handlarze koni przybywający do Wszewilek na ogromnie słynne jarmarki końskie, w sobotę 8/7/6 przejść po Wszewilkach i Miliczu szlakami opisanymi w punktach #8.2 do #8.4 tej strony, a nastepnie wrócić do domu autobusem już z dworca autobusowego Milicza. W obecnych czasach ów historyczny obszar obozowiskowy na którym mogą rozbić namioty na noc znany jest pod nazwą "boiska piłkarskiego Wszewilek". (Odnotuj jednak, że boiskiem piłkarskim stał się on dopiero w latach 1950-tych. Przed ową datą boisko piłkarskie Wszewilek zlokalizowane było w całkowicie odmiennym obszarze tej wsi - po szczegóły patrz 6 w punkcie #8.2 niniejszej strony.) Stąd osoby dysponujące namiotami mogą rozbić te namioty wokół pola gry owego dzisiejszego boiska sportowego we Wszewilkach. Boisko to będzie bowiem centrum zlotowym. Na nim będą więc miały miejsce wszelkie imprezy zlotowe (nie że jest ich zbyt wiele) - patrz punkt #4 tej strony. Względem niego też wytyczone zostały wszelkie szlaki wędrowne do zwiedzania Wszewilek i ich okolicy - po szczegóły patrz punkt #8 tej strony. Owo dzisiejsze boisko sportowe jest zlokalizowane tuż przy torach kolejowych wiodących z Milicza do Krotoszyna, a także przy dawnej "drodze do starego młyna wodnego na Baryczy" (po wojnie nazywanej "drogą na tamę") opisywanej na stronie o wsi Wszewilki. Z tego co pamiętam, to kiedyś przy nim stał jeden z owych hydrantów na zawór odtwierany ręcznie - tak aby piłkarze mieli się gdzie umyć po meczu. Jeśli hydrant ten ciągle działa, obozujący na owym boisku będą mieli zapewnioną wodę z wodociągów miejskich do picia i mycia. (Jeśli zaś jest nieczynny, lub zlikwidowany, wówczas będzie dobra okazja aby złożyć petycję na ręce sołtysa (urzędowego) wsi Wszewilki, aby z urzędu go naprawiono lub odrestaurowano w obliczu zbliżającego się Zjazdu "Wszewilki-2007".) W okolicach owego boiska jest też sporo "ziemi niczyjej" pozarastanej krzakami, z naróżniejszymi dziurami i wyrobiskami w ziemi po piasku zabranym w 1875 roku na budowę pobliskiego nasypu kolejowego. Jeśli więc zabraknie obszaru obozowego tuż przy polu boiska sportowego, zawsze można rozbić namioty na owej "ziemi niczyjej". Jakieś 100 metrów od owego boiska jest także niewielki lasek prywatny (a właściwie to aż kilka lasków), tak że ci za potrzebą będą mieli gdzie poużyźniać porost lokalnych drzewek. (Proszę jednak pamiętać o zobraniu ze sobą na obozowisko maleńkiej łopatki ogrodowej i latarki, aby przed przykucnięciem móc sobie wykopać mały dołek w ziemi, w którym potem się zakopie "pamiątki" jakie zostaną tam wygenerowane - zgodnie z totaliztycznym mottem "czyń tylko dobro, powiększaj tylko wiedzę, wywieź tylko zjęcia, pozostaw tylko ślady swoich stóp". Wszakże jeśli ktoś nie zakopie po sobie tego co wygenerował, następni wchodzący do tego lasku będą wysyłali "złą karmę" dokładnie pod jego adresem - zaś z powodu pozostawienia po sobie materialnego śladu, jest absolutnie pewnym że karma ta znajdzie swego adresata.)
       Aby po przybyciu autobusem do Milicza dostać się do owego boiska, wystarczy złapać autobus do Wszewilek i poprosić kierowcę o wyrzucenie "przy starym młynie elektrycznym na Wszewilkach" albo "na torach kolejowych". Stamtąd do boiska sportowego jest juz tylko jakieś ze 100 metrów. Jeśli zaś ktoś przybędzie do Milicza koleją, wówczas drogą okrężną (po szosie) do owego boiska jest około 5 km - i na dodatek nie jeżdżą wzdłuż większości z niej żadne autobusy. Dlatego najłatwiej z dworca kolejowego dostać się do owego boiska idąc pieszo ku północy w przybliżeniu wzdłuż torów kolejowych - tory te bowiem są rodzajem "nitki Ariadny" dla idącego, uniemożliwiającej mu zabłądzenie. (Jednak silnie odradzam przejście po samych torach i to aż dla kilku powodów, np. ponieważ ten krótki odcinek torów słynie z przedziwnie dużej liczby wypadków śmiertelnych - po szczegóły patrz strona Wszewilki. Dlatego raczej radzę iść równolegle do torów np. po historycznym "bursztynowym szlaku" opisanym w punkcie #8.1 tej strony.) Boisko znajduje się wówczas po prawej stronie torów kolejowych, w tym miejscu gdzie nasyp kolejowy niemal zanika, zaś poziom torów staje się równy poziomowi otaczającego je obszaru. (Wszędzie wcześniej tory zlokalizowane są na wysokim i z daleka widocznym nasypie kolejowym.) Największy jednak problem z owym przejściem wzdłuż torów jest taki, że jeśli idzie się po wyżwirowanej ścieżce rowerowej zawsze tam biegnącej po prawej (wschodniej) stronie tuż przy torach, wówczas zwykle dniami policja kolejowa lubuje się tam w łapaniu ludzi którzy podążają ową ścieżką i w karaniu tych ludzi mandatami (szczególnie ulubionymi miejscami dla owej policji dla zaczajania się na przechodniów, był kiedyś most kolejowy na Baryczy, oraz położony nieco wcześniej przed nim "most na młynówce". Dlatego, jeśli komuś się spieszy, wóczas znacznie lepszym wyjściem od wędrowania po owej ścieżce żwirowej tuż przy torach i wzdłuż tych torów, jest używanie polnej drogi która biegnie wzdłuż nasypu u podstawy owego nasypu (idących ową drogą policjanci kolejowi nie mają prawa okładać mandatami). Tyle że droga ta jest pełna dziur i stąd nie nadaje się do przejścia nocą - chyba że ktoś ją dobrze zna. Aż do mostu na Baryczy droga ta biegnie pod nasypem po jego lewej stronie, zaś za mostem na Baryczy biegnie ona pod nasypem po jego prawej stronie. Kiedy zaś droga zanika, bowiem tory przebiegają po moście, wówczas po prawej i lewej stronie od mostu kolejowego, w niewielkiej odległości od torów, jest najpierw mostek przez Młynówkę i jej odnogę, potem zaś po prawej stronie torów jest tama na Baryczy - po których można przejść na drugą stronę wody bez obawy zapłacenia mandatu. Idąc tą drogą z daleka też widać, czy na danym moście kolejowym faktycznie czają się policjanci kolejowi, bowiem przy mostach biegnie ona po tej samej stronie torów po której zwykle ukrywają się oni przed ludźmi. Jeśli jednak komuś się nie spieszy i idzie w świetle dziennym - tak że nie zachodzi niebezpieczeństwo że zabłądzi, wówczas raczej zalecałbym przejście do boiska Wszewilek tzw. "bursztynowym szlakiem" opisanym z punkcie #8.1 tej strony.
       Ów "bursztynowy szlak" to odcinek bardzo starej, bo liczącej już około 1000 lat, jakby polnej drogi biegnącej równolegle do torów kolejowych po ich prawej (wschodniej) stronie. Droga ta stanowi atrakcyjny odcinek prastarego "bursztynowego szlaku" znanego nam z lekcji historii. Można nią łatwo przejść z milickiego dworca kolejowego do boiska sportowego na Wszewilkach, omijając z daleka możliwych policjantów kolejowych łapiących przechodniów przy torach. Początkowy odcinek owej drogi jest tą samą drogą polną, którą około 1000 lat temu poruszały się wozy konne z Duchowa do Wszewilek. Dalszy jej odcinek, to faktycznie jedna z gałęzi historycznego "bursztynowego szlaku" który kiedyś wiódł właśnie po tej drodze przez wieś Wszewilki. Na jej odcinku niedaleko od boiska sportowego, jako mały chłopiec znajdowałem kiedyś bardzo stare monety - niestety, później przechandlowywałem je za najróżniejsze bezwartościowe rupiecie. Dzisiaj droga ta przebiega przez wąską tamę na Baryczy - stąd nadaje się tylko do ruchu pieszego lub na rowerach (tj. nie jest ona już przejezdna na całej swej długości dla zaprzęgów konnych ani dla samochodów, chociaż jej początkowe fragmenty na obu jej końcach są ciągle przejezdne - stąd nadają się aby nimi podjechać samochodami niemal aż do samej tamy na Baryczy). Ponadto jest ona kręta, wąska, wyboista, pełna dołów i przebiega wzdłuż starej wody, daje się więc po niej przejść lub przejechać tylko przy dobrym świetle dziennym (wędrowanie lub jazda nią nocą byłyby bardzo niebezpieczne, szczególnie jeśli ktoś jej nie zna). Opisuję ją tutaj w punkcie #8.1 tej strony. Jej zaletą jest, że podążając nią we dnie, po drodze mija się wiele szczególnych i interesujących miejsc historycznych Wszewilek, opisanych na stronie Wszewilki (np. przechodzi się nią niedaleko od byłego młyna wodnego na Baryczy, a także koło czakramu energetycznego Milicza, wyrzucającego bardzo silny podmuch wzmacniającej i uspokajającej energii "chi").
       Po przybyciu na historyczny obszar obozowiskowy, który obecnie jest boiskiem we Wszewilkach, swoje namioty proszę rozbijać nie na samym polu piłkarskim owego boiska, a na obrzeżu boiska wokół owego pola gry. Powody ku temu są aż dwa. Pierwszy to że samo boisko ma bardzo "wrażliwą trawę" o którą "ogromnie dbają" miejscowi piłkarze z drużyny "Wszewilkowskich Wilków". Nikt zaś z przybyszy zapewne nie chce wzbudzać gniewu owej bojowej drużyny poprzez koczowanie na ich delikatnej trawie. Drugim zaś powodem jest, że na godzinę 7 raną w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku, zamówiłem u UFOnautów próbny deszcz żywych ryb. W ramach tego deszczu na środek owego boiska ma być zrzucony duży żywy rekin albo mniejszych rozmiarów żywy wieloryb - po szczegóły patrz P.S. do wpisu nr #64 z bloga totalizmu (adres w punkcie #12 poniżej). Ci więc, którzy odważą się zaobozować w obrębie samego boiska, mogą rano się zbudzić pod owym rekinem czy wielorybem - nie chciałbym wówczas być w ich skórze. Z uwagi na owe "atrakcje" jakie UFOnauci po północy mogą jednak zafundować przybyłym do owego boiska, dobrze jest rozbijać namioty w pobliżu swoich kumpli, a także trzymać latarkę i aparat fotograficzny pod ręką. Nie radzę też rozbić swego namiotu daleko od innych namiotów, szczególnie jeśli ktoś śpi w nim samotnie.
       Tak nawiasem mówiąc, to radzę przywieźć ze sobą na Zlot stojadła, turystyczną kuchenkę do gotowania (z paliwem), produkty do przygotowania sobie śniadania, a także chleb lub kanapki - wszystko to będzie bowiem nie do zdobycia po przybyciu na owo boisko. Jeśli też ów rekin lub wieloryb faktycznie pojawi się na boisku, wówczas upoważniam i nawet zalecam zgromadzonym, aby wkrótce po jego upadku i po dokładnym jego obfotografowaniu, zwyczajnie usmażyli go sobie na śniadanie - zanim jacyś przedstawiciele związku ochrony wielorybów lub dobroci dla rekinów zdążą zjawić się i zabronić im spróbowania tego poczęstunku - który notabene zostanie dostarczony specjalnie dla podniebienia wszystkich zgromadzonych w owym miejscu. (Między nami mówiąc, to duża "ryba" po upadku na ziemię setki kilometrów od morza nie będzie miała najmniejszej szansy na przeżycie - np. wieloryby bez wody zawsze szybko zaduszają się pod swoim własnym ciężarem. Jeśli więc się jej natychmiast nie zje, wówczas jej życie zostanie zmarnowane zupełnie bez pożytku.) Ja niniejszym udzielam im mojego osobistego pozwolenia na zwyczajne zjedzenie owej "spadłej z nieba ryby" - proszę mi potem napisać jak smakowała. Wszakże na Wszewilkach nie jest łatwo o nabycie rybnego śniadania. Ponadto dobrze potem mieć pamięć, że faktycznie spróbowało się jak smakuje taka "rybka spadła z nieba". Po przygotowaniu sobie śniadania proszę jednak pamiętać, aby wszelkie po nim pozostałości, a także śmiecie, starannie zakopać w dołku głębokim na co najmniej 20 cm, który sobie wykopiemy przywiezioną w tym celu na obozowisko maleńką łopatką ogrodową. Wszakże po zakończeniu naszego obozowania teren ma wyglądać tak jakby tam nigdy nas nie było (tj. "czyń tylko dobro, powiększaj tylko wiedzę, wywieź tylko zjęcia, pozostaw tylko ślady swoich stóp"). Tak między nami mówiąc, to powinienem się tutaj przyznać, że od czasu kiedy straciłem pracę, często jadam tzw. "fish and chips". Fama zaś głosi, że w ramach tej potrawy, w Nowej Zelandii zwykle dostaje się właśnie kawałek upieczonego rekina. Ci więc którzy będą obecni na boisku, zaś faktycznie żywe ryby wówczas spadną z nieba, będą mogli spróbować jak smakują moje nowozelandzkie posiłki. Powinienem tutaj też dodać, że moją najbardziej ulubioną zupą jest właśnie "shark-fin soup" czyli "zupa z płetwy rekina".


#6.3. Przybycie do Milicza i potem Wszewilek autobusem albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni z noclegiem w którymś z hoteli lub ośrodków wyszczególnionych w punkcie #6.1 powyżej, zwiedzanie atrakcji najpierw Milicza a potem Wszewilek poprzez przejście piechotą szlaków opisanych w punktach #8.4, #8.3, #8.2, oraz #8.1 tej strony, oraz odjazd do domu pociągiem ze stacji kolejowej Milicza lub autobusem z dworca autobusowego Milicza:

       Opcja ta jest zalecana, jeśli nie dysponuje się samochotem a stąd korzystało się będzie z transportu publicznego, zaś z rozeznania rozkładów jazdy lub czasów przyjazdu wynika, że koniecznym będzie zanocowanie gdzieś co najmniej przez jedną noc - nie chce się jednak, lub nie może, nocować pod namiotem. W takim przypadku rekomenduję przyjechać autobusem do Milicza, zameldować się w jednym z milickich hoteli lub ośrodków wyszczególnionych powyżej w punkcie #6.1, zwiedzić sobie szlak z punktu #8.4 tej strony, przenocować do nastepnego dnia w Miliczu w jednym z miejsc wyszczegółnionych w owym punkcie #6.1 powyżej, zaś następnego dnia przejść i zwiedzić szlaki #8.3, #8.2, oraz #8.1, poczym albo powrócić do Milicza na jeszcze jeden nocleg zanim powróci się do domu, albo też wrócić do domu pociągiem z milickiej stacji kolejowej.
* * *
       Proszę odnotować, że którąkolwiek z opcji zwiedzania Wszewilek się wybierze, opcję tą trzeba sobie z góry zaplanować przygotować. Przykładowo, należy z góry sprawdzić rozkłady odjazdów i przyjazdów pociągów i autobusów które ma się zamiar użyć, albo z góry zarezerwować sobie noclegi w hotelu czy ośrodku w którym ma się zamiar zatrzymać, itd., itp. Wszakże od tego jak dobrze ktoś się przygotuje do tej wyprawy i zwiedzania, zależało potem będzie jak przyjemnie spędzi czas podczas jej trwania, oraz jak dobre wspomnienia z niej później wyniesie.


#7. Co we Wszewilkach jest warte zwiedzania i oglądnięcia:

Motto: "Przyszłość i przeszłość są symetryczne względem teraźniejszości."

       Czytelnik zapewne zadaje sobie pytanie "dlaczego mam przyjeżdżać do Wszewilek w dniu Zlotu, czyli 8 lipca 2006 roku, kiedy ową wioskę mogę też zwiedzić w dowolnym innym terminie". Odpowiedź na to pytanie brzmi, że jest aż wiele ku temu powodów. Przykładowo, jeśli nie zaplanuje się czegoś na konkretną datę, wówczas jest wysokie prawdopodobnieństwo że wogóle tego się nie zrealizuje. Jeśli więc nie zdecydujemy się przyjechać na zwiedzanie Wszewilek właśnie w dniu 8 lipca 2006 roku, wówczas najprawdopodobniej nigdy nie zwiedzimy owej wioski. W dniu 8 lipca 2006 roku warto również przybyć do Wszewilek ze względów pamiątkowych. Wszakże zgodnie z programem opisanym w punkcie #4 tej strony, w godzinach 9 do 15 przedstawiciele KO Zjazdu i Zlotu mają na boisku Wszewilek sprzedawać lub rozdawać tzw. "trophy" z owego Zlotu. Ponadto, w dniu owym będzie również we Wszewilkach wielu ludzi wykonujących pamiątkowe fotografie. (Ja wszakże zachęcam wszystkich uczestników, aby wykonywali zdjęcia każdego interesującego momentu owego Zlotu, potem zaś przysyłali mi co ciekawsze z tych zdjęć do wystawienia na niniejszej stronie internetowej.) Czyż zaś nie przyjemnie będzie po Zlocie zobaczyć siebie w internecie jak się stoi w naturalnej pozie na historycznym miejscu, albo jak duma się nad jakimś ważnym aspektem historii? Innym istotnym powodem przybycia właśnie w owym dniu, jest ponieważ mieszkańcy Wszewilek naszego przybycia w dniu Zlotu będą się spodziewali. Wszakże informacja o owym Zjeździe będzie wówczas już w internecie przez kilka miesięcy, zaś Wszewilczanie nie gęsi też do internetu czasami zaglądają. Spodziewając zaś się "najazdu" ciekawskich z dalekiego świata, nie będą ani wcale zdziwieni, ani też podejrzliwi, jeśli jacyś obcy ludzie nagle zaczną interesować się architekturą ich budynku, zaglądać do ich obejścia, rozbijać namioty na ich boisku sportowym, czy łazić po ich polach, łąkach i laskach. Chociaż więc w innych dniach roku prawdopodobnie wzięliby widły i pogonili takiego kogoś gdzie pieprz rośnie, w samym dniu Zlotu zapewne chętnie wyjdą przed bramę swojego domostwa, pogawędzą z przybyszami, opowiedzą im o historii swego domu czy historii co ciekawszego miejsca Wszewilek, pokażą obejście, poczęstują szklanką wody, a nawet - jeśli zajdzie potrzeba, to podwiozą traktorem do co bardziej interesującego miejsca. Jeszcze innym powodem do wybrania właśnie tej daty na przyjazd do Wszewilek, jest że z punktu widzenia numerologii data ta jest dosyć szczególnym dniem. (Takie numerologicznie szczególne daty po angielsku nazywają się "auspicious". Daty wszystkich Zlotów i Zjazdów we Wszewilkach, tj. soboty w dniach 8/7/6, 7/7/7, 9/8/8, oraz 8/8/9, zostały specjalnie tak dobrane aby reprezentować sobą właśnie takie numerologicznie "auspicious" dni.) Istnieje więc jakieś tam prawdopodobieństwo że w dniu tym wydarzy się coś na tyle niezwykłego we Wszewilkach, iż możemy potem żałować że nie ujrzeliśmy tego na nasze własne oczy. Jeszcze inne pytanie, nad którym ktoś być może się zastanawia, to że "Wszewilki są przecież wioską jak każda inna, cóż więc takiego unikalnego miałyby one mi do zaoferowania i pokazania, czego dotychczas bym nie widział w żadnej innej wiosce Polski". Jak jednak się okazuje faktycznie Wszewilki mają wiele do pokazania co jest unikalne tylko dla nich i czego nie da się zobaczyć w żadnej innej wiosce Polski. Poniżej wyszczególnię najważniejsze z rzeczy wartych tam oglądnięcia. Oto one:


#7.1. Porównanie przeszłości z teraźniejszością w celu nabycia umiejętności wnioskowania o przyszłości:

       Wszyscy wiemy, że nasza teraźniejszość jest rezultatem przeszłości poddanej ewolucji i działania czasu. Z tego powodu niemal każdego człowieka który widzi obecny wygląd czegokolwiek, interesuje jak to coś wyglądało wiele lat temu. Przykładowo, widząc jakiegoś aktora czy bohatera filmowego w dniu dzisiejszym, często zadajemy sobie pytania jak on wyglądał w czasach młodości. Jeśli bowiem opanuje się umiejętność symulowania w naszym umyśle zmian z przeszłości do teraźniejszości, wówczas ma się też możliwość przewidywania przyszłości. Wszakże aby zobaczyć co już wkrótce nastąpi, wystarczy to co widzimy wokół siebie dzisiaj poddać takiemu samemu procesowi jaki znamy że zamienił on przeszłość w dzień dzisiejszy. Przykładowo, wiedząc jak jakiś aktor zmienił wygląd z młodego na stary, jesteśmy też w stanie przewidzieć jak my sami, lub jak ktoś z naszych bliskich, zmieni swój wygląd po upływie określonego czasu. Problem jednak z poznaniem procesu "od przeszłości do teraźniejszości" jest, że ogromnie mało miejscowości na naszej planecie ma go udokumentowanym dla siebie. Większość więc miejsc możemy zobaczyć jak one wyglądają dzisiaj, jednak nie wiemy dla nich, jak one wyglądały np. 50 czy 100 lat temu. Tymczasem Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce, dla której ów proces został w internecie udokumentowany praktycznie dla przedziału ostatniego 1000 lat. Dlatego warto przyglądnąć się na miejscu, czyli we Wszewilkach, jak ten proces zmian wyglądał i do jakiego dzisiejszego wyniku on doprowadził. Z kolei po tym jak poznamy ten proces dla Wszewilek, będziemy mogli go odnieść do dowolnej wsi lub miejscowości która będzie nam znana.


#7.2. Ilustracja procesu niszczenia ludzkiej przeszłości i prawdziwej historii, jaki na wielką skalę skrycie prowadzony jest na Ziemi:

       Wszewilki są niemal jedynym miejscem na świecie, gdzie mroczne siły które skrycie okupują naszą planetę, tj. dzisiejsi UFOnauci dawniej zwani "diabłami", zostały przyłapane na systematycznym i celowym niszczeniu obiektów które są nośnikiem historii ludzkości. Dlatego prowadzony przez nich proces systematycznego niszczenia wiedzy o historii naszej planety jest na Wszewilkach dokładnie zilustrowany oraz opisany. Ponieważ proces taki zachodzi na wielką skalę praktycznie w każdym miejscu na Ziemi, warto mu się przyglądnąć we Wszewilkach aby potem go rozpoznać jak jest kontynuowany w dowolnym innym interesującym nas miejscu naszej planety.


#7.3. Zilustrowanie spiralnej ewolucji architektury budownictwa wiejskiego:

       Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce, dla której ewolucja architektury jej domostw od pierwszej aż do nadchodzącej szóstej ich generacji została udokumentowana w internecie. Dlatego warto przyglądnąć się tej ewolucji we Wszewilkach, aby potem móc ją odnosić do dowolnej innej wsi lub miejscowości która nas interesuje.
       Za mojego życia we Wszewilkach można tam było zobaczyć wiejskie budynki mieszkalne przynależące do generacji od 2-giej do 5-tej, oraz kilka pozostałości po ich 1-wszej generacji. Przykłady aż kilku z owych generacji mieszkalnych zabudowań wiejskich przetrwały tam też do dzisiaj. Są one wskazywane podczas wędrówki po szlakach opisywanych w punkcie #8 tej strony. Budynki 1-wszej generacji, czyli najstarszej z istniejących, nie przetrwały do moich czasów. Pamiętam jednak ich ślady i pozostałości. Były to ziemianki, z podłogą mieszkalną częściowo wkopaną pod powierzchnię gruntu (im były one starsze, tym głębiej pod ziemią zakopana była ich podłoga) lub uklepaną bezpośrednio na powierzchni ziemi. Ponieważ były one tanie oraz łatwe do zbudowania i utrzymywania, zwykle zamieszkiwała je tylko jedna osoba, tylko jedna para małżeńska, lub tylko jedna rodzina z małymi dziećmi (kiedy bowiem dzieci dorastały, wówczas budowały sobie własne ziemianki). Właściciele ziemi w okolicach Wszewilek zaprzestali budowania ziemianek już około lat 1600-nych. Jednak samotni bezrolni parobcy, budowali i zamieszkiwali ich nieco udoskonalone wersje (z klepiskiem umiejscowionym już na powierzchni ziemi) aż do późnych lat 1800-tnych. Budynki 2-giej generacji, które już w czasach mojej młodości liczyły ponad 300 lat, były budowane z gliny i drzewa zaś ich dachy kryte były sitowiem. Ich podłoga wprawdzie również uklepywana była bezpośrednio na ziemi, jednak pomiędzy glebę a ich klepisko wstawiano już warstwę materiału izolującego termicznie. Budowane więc one były w oryginalnym "stylu architektonicznym Wszewilek" (styl ten opisałem dokładniej w punkcie #7 strony internetowej o Wszewilkach, zaś jego doskonałą ilustracją jest architektura kościoła Św. Andrzeja Boboli w Miliczu której zdjęcie można zobaczyć na stronach o tym kościele lub o Wszewilkach). Zarówno budowa domów 2-giej generacji, jak i późniejsze ich utrzymywanie w stanie zamieszkiwalnym były dosyć pracochłonne. Dlatego wymagały one nieustannej opieki ludzi młodych i sprawnych fizycznie. Z tego powodu zawsze były one bardzo długie, zaś zamieszkiwało je aż kilka wzajemnie spokrewnionych rodzin i generacji (np. rodzina dziadków, rodzina rodziców, oraz rodziny ich dzieci). Ostatni z owych budynków mieszkalnych tamtej drugiej generacji, notabene stojący kiedyś zaledwie około 50 metrów od omawianego tutaj budynku Zagórskich - tyle że po przeciwnej stronie owej oryginalnej (polnej) drogi, a zamieszkany przez babcię Sołtysową, rozebrany był jeszcze w latach 1960-tych. Budynki kolejnej, 3-ciej generacji, były kategorią przejściową. Stanowiły one pierwsze budynki wznoszone we Wszewilkach z trwałej cegły i z ceramicznych dachówek. Chociaż jednak używały one już nowego (tj. trwałego i nie wymagającego nieustannych napraw) materiału budowlanego, czyli drogiej cegły i dachówki, cała ich architektura, funkcjonalność, oraz kultura zamieszkiwania nadal kopiowała budynki 2-giej generacji. Dlatego ciągle miały one sufity nisko nad podłogą. Ich okna były małe. Ich klepiska ciągle leżały bezpośrednio na Ziemi, chociaż oddzielane już były od gleby warstwą materiału izolującego termicznie. Posiadały aż po kilka dzwi wejściowych wiodących do tego samego budynku - ponieważ ciągle zamieszkiwały je 2 lub nawet 3 generacje spokrewnionych rodzin, np. dziadkowie, rodzina rodziców i rodzina dzieci. Z kolei ich dachy były bardzo strome, a stąd strychy nietypowo ogromne. (Wielkość owych strychów wyznaczana była bowiem kątem spadu dachu, który z kolei definiowany był rozkładem sił od śniegu zalegającego dach zimą oraz wytrzymałością dawnej drewnianej konstrukcji budynku.) W czasach mojej młodości liczyły one już około 200 lat - pamiętały więc ciągle czasy jeszcze sprzed budowy kolei. Obecnie ich wiek pomału zbliża się do 300 lat. Ja osobiście rozciągnąłbym nad nimi ochronę prawną, w przeciwnym przypadku już wkróce wszystkie z nich poznikają. Do dzisiaj przetrwało ich być może tylko ze 3 w całych byłych Wszewilkach. Budynki 4-tej generacji też były z cegły. Miały one już normalną, dzisiejszą wysokość sufitów nad podłogą, oraz klasyczną formę pudła z mniej spadzistym dachem (wszakże ich konstrukcja była już wytrzymalsza). Ich podłoga wyniesiona już była nad powierzchnię gleby i zawieszona na jakiejś strukturze nośnej. Pod podłogą niemal jako reguła wykonywana już była podziemna piwnica o charakterze ziemianki, przeznaczana na obszar magazynowy. Stanowią one większość obecnej zabudowy Wszewilek. Niemal zawsze ich wnętrze składa się z dwóch odrębnych mieszkań, ponieważ zwykle z rodziną właściciela domu zamieszkiwali w nich także rodzice właściciela (tj. jego ojciec i matka). Wszystkie one były budowane już po czasach budowy kolei żelaznej (czyli już po 1875 roku). W końcu budynki obecnej, 5-tej generacji, to typowe brzydkie i nudne kostki sześcienne potynkowane od zewnątrz. Budowane są one zwykle z betonu lub pustaków, stąd wymagają otynkowania. Zwykle wogóle nie mają one strychu, zaś ich dach jest jednocześnie sufitem ich najwyższego piętra. Częściowo lub całkowicie pod ziemią mają one już "basement" a nie piwnice, czyli wyspecjalizowane pomieszczenia identyczne do mieszkalnych, tyle że zagłębione pod ziemię i używane jako garaże, warsztaty, składy paliwa, pomieszczenia dla generatorów i pieców centralnego ogrzewania, itp. Niemal zawsze zamieszkuje je tylko jedna rodzina ich właścicieli. Stąd ich pomieszczenia zaczynają dzielić się (i specjalizować) zależnie od wypełnianej funkcji na kuchnie, jadalnie, salony, sypialnie (zwykle odrębne dla każdego członka rodziny), pralnie, gabinety, biblioteki, itp. Wszewilki obecnie mają ich już sporo, zaś ich liczba wzrasta. Wiem, że poza Polską wykształtowała się już kolejna, 6-ta generacja wiejskich budynków mieszkalnych. Interesujące, że coraz częściej zamieszkiwana jest ona przez pojedynczych ludzi żyjących w nich samotnie - podobnie jak było to z domami 1-szej generacji (domostwa ludzkie jakby powróciły więc do swego punktu startowego). Pomału przyjmuje się ona i w Polsce, tyle że nie doszła jeszcze do Wszewilek. Jej budynki to małe i zupełnie niezależne od reszty świata "pałacyki" o dużej i wysoce wyspecjalizowanej przestrzeni mieszkalnej, o doskonałym zabezpieczeniu przed nieproszonymi intruzami (faktycznie są to niemal "niezdobyte" twierdze z alarmami, kamerami telewizyjnymi, zdalnie zatrzaskiwanymi drzwiami, pancernymi szybami, ukrytymi przejściami, własnymi schronami przeciw-atomowymi, itp.), o doskonałym połączeniu z resztą świata (szybki internet, telekonferecja, optyczne telefony, itp.), o zdolności do "samowystarczalności" (tj. do zupełnie niezakłóconego funkcjonowania w przypadku odcięcia ich od dostaw prądu, gazu, wody, paliwa, żywności, itp.), oraz o ogromnie ozdobnych i skomplikowanych formach zewnętrznych i wewnętrznych. Faktycznie, jeśli dobrze się zastanowić, to domostwa owej 6-tej generacji w rzeczywistości noszą wszelkie cechy statków kosmicznych, tyle że ciągle nie są one w stanie ulecieć w przestrzeń. Czyli są one jakby odpowiednikami ziemianek 1-wszej generacji w stosunku do dzisiejszych domostw. Nietrudno więc przewidzieć, że następną po nich, 7-mą generacją wiejskich domów mieszkalnych będą "latające domy" zbudowane w formie statku kosmicznego nazywanego magnokraftem. Owa siódma generacja domów zacznie być budowana natychmiast po tym jak ludzkość opanuje budowę urządzeń zwanych komorami oscylacyjnymi będących napędami dla magnokraftów. Podobnie też jak domostwa drugiej generacji, początkowo domy 7-mej generacji będą drogie, zaś latanie nimi i ich obsługa będą wymagały umiejętności młodych ludzi. Dlatego w pierwszej fazie ich istnienia ponownie zapewne zamieszkiwały w nich będą całe grupy spokrewnionych rodzin, a więc dziadkowie, rodzice, oraz rodziny ich dzieci. Sytuacja ta zmieni się jednak kiedy magnokrafty potanieją bowiem opracowana zostanie ich wersja telekinetyczna (tj. samonapełniająca się energią), a stąd powstanie także i kolejna już, bo 8-ma generacja "latających domów". Staną się one przyszłościowymi odpowiednikami domostw wiejskich 3-ciej generacji. Itd., itp. - w kółko Macieju. Rozwój domostw będzie więc zataczał coraz wyżej wznoszące się spirale, podobnie jak tzw. "Prawo Cykliczności" omawiane w rozdziale B z tomu 2 monografii [1/4] definiuje spiralny postęp w rozwoju ludzkich napędów. (Owo "Prawo Cykliczności" jest to rodzaj jakby "Tablicy Mendelejewa", tyle że zamiast dla pierwiastków chemicznych jego działanie rozciąga się dla urządzeń technicznych budowanych przez ludzi. Dlatego wyjaśnione powyżej powtarzalne cykle jakie daje się odnotować w rozwoju domostw wiejskich, faktycznie wynikają z działania owego "Prawa Cykliczności".)


#7.4. Poznanie historii i niezwykłości Wszewilek:

       Niewiele istnieje obecnie wsi w Polsce, których historia byłaby tak interesująca jak historia Wszewilek, a jednocześnie znana dla aż tak długiego przedziału czasu około 1000 lat. Dlatego warto poznać historię Wszewilek, oglądając na miejscu obiekty które historię tą ilustrują.


#8. Nieoficjalne "szlaki wędrowne" wsi Wszewilki, wzdłuż których można dokonywać zwiedzania tej niezwykłej wsi i jej okolic:

       Oczywiście, nikt na Wszewilkach ani w ich okolicach nie zadbał aby pooznaczać jakiekolwiek szlaki wędrowne które dopomogłyby w zwiedzaniu tej miejscowości i w poznaniu jej niezwykłej historii. Dlatego ja wytyczyłem własne takie nieoficjalne szlaki, poczym opisałem je na odrębnej stronie internetowej o nazwie Wszewilki-Milicz, a także opisałem w niniejszym punkcie tej strony. Ponieważ faktycznie szlaki te nie są przez nikogo pooznakowywane, podczas ich opisów będę wyjaśniał jak je samemu należy sobie wytyczać podczas ich przechodzenia. Ponieważ w moich wyjaśnieniach posługiwał się będę kierunkami geograficznymi, wędrującym po tych nieoficjalnych szlakach znacznie ułatwiłoby znajdowanie właściwej drogi gdyby nosili oni ze sobą mały kompas (plus, oczywiście, wydruk z niniejszej strony internetowej, a także ze strony związanej tematycznie z danym szlakiem, np, strony Wszewilki, lub strony Milicz). Kompas wskazywałby im lepiej drogę podczas ich wędrówki i zwiedzania historycznych miejsc Wszewilek (i okolic tej wioski) na bazie podanych poniżej informacji. Z kolei wydruk z niniejszej strony pozwalałby im utrzymać się na danym szlaku, oraz zwracać uwagę na co bardziej interesujące aspekty tego co po drodze mijają.


#8.1. Nieoficjalny "szlak bursztynowy" wiodący ze stacji kolejowej w Miliczu do obecnego boiska sportowego Wszewilek (a dawnego obszaru obozowiskowego):

       Ów szlak jest jedynie długi na około 1.5 km. Wolnym krokiem można go więc przejść w przeciągu około 1.5 godziny. Przejście nim i oglądnięcie sobie jego ciekawostek i historycznie interesujących miejsc jest więc wprost idealnym rozwiązaniem kiedy ktoś zamierza przybyć do Wszewilek pociągiem w czasie dnia. (Lub zamierza odjechać z Wszewilek dniem również pociągiem - wówczas też powinien przejść ten sam szlak, tyle że "tyłem do przodu", czyli zaczynając od końcowego z podanych poniżej opisów a kończąc na pierwszym z tych opisów.) Niektóre fragmenty owego szlaku daje się także zwiedzać z samochodu. Przykładowo, od dworca kolejowego w Miliczu (a także od milickich łazienek) do niedawna dawało się samochodem dojechać aż do lewego brzegu tamy na Baryczy - patrz 6 poniżej. Z kolei od Wszewilek daje się nim dojechać aż do brzegu najnowszego stawu rybnego przy Wszewilkach (tj. do jakiś 300 metrów od tamy na Baryczy - patrz 7 poniżej). Ponieważ jednak szlak ten wiedzie po wertepach, trzeba go pokonywać przy dobrej widoczności. Jego przebieg pokrywa się z grubsza początkowo z przebiegiem niemal 1000-letniej drogi z Duchowa do Wszewilek, potem zaś z równie starym odcinkiem gałęzi historycznego "Bursztynowego Szlaku" - czyli prastarej drogi wiodącej najpierw z Milicza do Wszewilek przez most przy starym młynie wodnym Wszewilek, potem zaś wiodącej przez Pomorsko do Gniezna i dalej do Gdańska. Pomocnym przy wędrówce opisywanym tutaj szlakiem byłby wydruk strony internetowej Wszewilki. Oto poszczególne odcinki owego szlaku:
       1. Śpichlerze Milicza. Wszyscy ci którzy przybywają do Milicza koleją, zwykle klną na położenie milickiej stacji kolejowej. Jest ona bowiem oddalona o około 2 km od centrum miasta. Ponadto nie posiada żadnej komunikacji miejskiej z owym centrum. Bardzo jednak mało ludzi wie, że takie położenie milickiego dworca kolejowego zostało uwarunkowane historycznie. Na niewielkim bowiem wzgórzu na którym obecnie mieści się milicki dworzec kolejowy, już jakieś 1000 lat temu mieściły się stare śpichlerze Milicza. Potem w miarę upływu czasu, śpichlerze te obrosły w cały szereg innych składów, tartaków i warsztatów, tworząc niejako "przemysłową dzielnicę Milicza". Dlatego kiedy w 1875 roku budowano kolej przez Milicz, jej dworzec zaplanowano właśnie w miejscu owych odwiecznych śpichlerzy. Oficjalną wymówką było, że takie jego położenie przybliży kolej do miejscowych wytwórni - czyli tam gdzie jej najbardziej potrzebowano. Nieoficjalnym zaś powodem było, aby zniszczyć owe prastare śpichlerze oraz wszelkie ślady ich istnienia. Podczas też budowy milickiego dworca kolejowego, śpichlerze te dokumentenie wyburzono. Teraz nie pozostało po nich nawet śladu. Kiedy jednak wyjdzie się z budynku dworca w Miliczu (pamiętając aby wcześniej odpisać sobie z rozkładu jazdy widocznego na ścianie owego dworca godziny odjazdów pociągów powrotnych do naszego domu), wchodzi się na rodzaj jakby dziedzińca. Jest to właśnie dziedziniec wokół którego od kilkuset lat stały owe milickie śpichlerze. Najważniejszy z nich stał po prawej (północnej) stronie owego dziedzińca - patrząc od wyjścia z dworca. Z tyłu za nim istniała duża przystań dla małych milickich barek, którymi ziarno dowożone było do niego, a potem odwożone do młyna wodnego na Baryczy, za pomocą żeglownej kiedyś odnogi Młynówki - która to odnoga w dawnych czasach docierała aż do owych śpichlerzy.
       2. Przystań dla barek pod starym milickim śpichlerzem. Jeszcze do niedawna, z północnej strony wzgórza z dzisiejszym milickim dworcem kolejowym oraz wybrukowanym dziedzińcem owego dworca (dawniej zaś wzgórza na którym znajdowały się śpichlerze Milicza), znajdował się spory jakby staw. Kiedyś do stawu owego wiodła żeglowna odnoga Młynówki. (Odnogę tą w kilku odcinkach zasypano później nasypem kolejowym podczas budowy obecnej linii kolejowej. Niemniej ciągle do dzisiaj w wielu miejscach widoczne są jej fragmenty. Ponadto drugi most w nasypie kolejowym licząc od stacji kolejowej Milicza, czyli jeden most kolejowy przed mostem nad samą Młynówką, oryginalnie był właśnie mostem przez ową żeglowną odnogę Młynówki.) Odnogą tą barki ze zbożem docierały aż do głównego śpichlerza Milicza. Obecnie miejsce gdzie pod byłym głównym śpichlerzem Milicza mieściła się końcowa przystań dla barek, można zobaczyć wychodząc ze stacji kolejowej Milicza i początkowo idąc drogą do Milicza w dół ku zachodowi, a po jakichś 50 metrach skręcając na pierwszym skrzyżowaniu w pierwszą (prawą) szosę wiodącą ku wschodowi. Owa szosa, zanim wejdzie pod most pod torami kolejowymi, przechodzi właśnie naprzeciwko owej historycznej przystani dla barek spod prastarych milickich śpichlerzy. Resztki tej przystani widać po południowej stronie jakby stawu, który kiedyś okrążała owa droga.
       3. Odcinek prastarej drogi z Duchowa do Wszewilek, oraz żeglowna odnoga Młynówki wzdłuż której droga ta kiedyś przebiegała. Aby wejść na ową starodawną drogę, niemal natychmiast po odejściu od budynku dworca w Miliczu i po pomaszerowaniu w kierunku zachodnim ową szosą wokół dawnej przystani dla barek (tj. drogą która łukiem zakręca od budynku dworca najpierw ku zachodowi, potem ku północy, a w końcu ku wschodowi), przejść trzeba pod mostem w nasypie torów kolejowych tuż przed dworcem. Po przejściu pod tym mostem czytelnik znajdzie się po wschodniej stronie torów (budynek dworca i wyjście z niego znajduje się po zachodniej stronie owych torów). Odnotuj, że niniejszy opis jest długi, jednak faktyczne odległości są tam niewielkie - np. odległości od dworca do owego mostu pod torami, drogą okrężną wokół dawnej przystani barek, wynosi zeledwie jakieś 150 metrów. Dalej jakieś 200 metrów od owego mostu pod nasypem kolejowym, a także jakieś 200 metrów w linii prostej od budynku dworca w Miliczu), od owej głównej drogi przebiegającej tam w kierunku na wschód przez wieś Sławoszewice, odbiegało będzie w lewo drugie z kolei odgałęzienie, a raczej druga mała uliczka boczna Sławoszewic. Jest ono skierowane ku północy (tj. skierowane niemal równolegle do torów kolejowych). Można je łatwo rozpoznać, bowiem na samym początku ma ono jakby zawijas (tj. nie zaczyna się prosto). Odgałęzienie to jest drugą uliczką boczną odbiegająco w lewo od owej drogi głównej przez Sławoszewice (poprzedzająca je, pierwsza uliczka boczna, jest tylko krótką ślepą uliczką kończącą się tuż przy nasypie kolejowym). Ta druga uliczka (odgałęzienie) w lewo jest właśnie fragmentem (a dla nas początkiem) owej starodawnej drogi z Duchowa do Wszewilek. Trzeba w nią skręcić, poczym nią podążąć (z małymi zygzakami) przez jakieś 500 metrów, aż się nią przejdzie przez mostek na drugą stronę (północną) "Młynówki". Zdążając tą drogą do mostu na Młynówce warto się uważnie rozglądać dookoła. Wszakże po jej lewej (zachodniej) stronie owej drogi, co jakiś czas da się zobaczyć fragmenty byłego kanału żeglownego dla barek, który łączył przystań pod śpichlerzami Milicza (opisaną powyżej w 2) z Młynówką, a dalej z Miliczem i z prastarym młynem wodnym na Baryczy. W dawnych czasach po kanale tym flisacy spławiali zboże do i ze śpichlerzy Milicza, w małych jednosobowych barkach z płaskim dnem opisanych poniżej.
       4. Młynówka, czyli najstarsza milicka arteria transportowa, oraz jej unikalne barki flisackie. Nazwa "Młynówka" przyporządkowana jest w Miliczu do sztucznego koryta rzeki Baryczy, wykopanego około 1000 lat temu. Korytem tym woda z "wysokiej" części stawu starego młyna wodnego na Baryczy doprowadzana była do fos obronnych miasta Milicza. Ponadto Młynówka była najważniejsza arterią transportową dawnego Milicza. Kursowały po niej niewielkie barki, których kształt i wygląd były unikalne dla Milicza (w żadnym innym miejscu na świecie nie widziałem barek ani łodzi w dokładnie takim kształcie jak te z Milicza). Barki te miały płaskie dno, były około 1.5 metra szerokie i około 3 metry długie, oraz miały bardzo śmieszny, zaokrąglony dziób i ogon - każdy z nich w kształcie półkola. Tak samo łatwo pływały więc do przodu i do tyłu. Kiedy chodziłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej (nr. 1 w Miliczu) cała flotylla tych barek gniła sobie zapomniana przez wszystkich w okolicach dzisiejszych Łazienek Milicza. Były one napędzane tyczką przez jednego flisaka, zaś każda barka bez trudu była w stanie uwieźć ładunek około 300 kg po wodzie głębokiej zaledwie po kostki. Otóż przekraczając ów most przez młynówkę, warto sobie popatrzeć na jej koryto. Istotne kiedyś w owej Młynówce było, że na całej szerokości jej koryta i długości jej spływu utrzymywano kiedyś dokładnie tą samą głębokość jej wody. To zaś świadczy o wysokim kunszcie inżynierskim i znajmości hudrauliki u dawnych mieszkańców Milicza. Takie równiutkie jak stół, płaskie, czyste, piaszczyste dno i strome pionowe brzegi, młynówka ciągle miała w czasach mojej młodości. Niestety do dzisiaj, z powodu jej zaniedbania przez ludzi, ta dawna żeglugowa arteria Milicza z czasem uległa rozmyciu i zamuleniu. Patrząc na ten niby niepozorny, sztucznie wykopany kanał, warto sobie uświadomić, że przez pierwsze około 500 lat istnienia Milicza był on najważniejszą arterią transportową owego miasta. Faktycznie to większość żywności, drewna, surowców, wyrobów rzemiosła, oraz materiałów budowlanych potrzebnych wówczas Miliczowi, było transportowane do niego w owych miniaturowych barkach właśnie poprze